... Dodano: 2008-01-26 03:46
zgadzam się z Twoim postem Little_China_Girl... i tak, niestety dowiedziałem sie co nieco z tej "lekcji" i ogólne założenie jest takie:
LIFE IS BRUTAL :)
ale co tam... w następnym życiu sie poprawie :D
spirit that cannot be broken... ave
/AnotherNightmareAboutToComeTrue/LostInTime,OnTheEdgeOfSuffering/
Re: ... Dodano: 2008-01-26 04:18
| nonsenss napisał(a): |
| ... Little_China_Girl ... |
| nonsenss napisał(a): |
| ...dowiedziałem sie co nieco z tej "lekcji" i ogólne założenie jest takie:
LIFE IS BRUTAL :) |
Dowiedziałeś się, że:
| nonsenss napisał(a): |
| Do samotności nie można sie przyzwyczaić |
...stąd masz już prostą drogę do tego, aby zmienić ten stan. Jesteś na to mentalnie gotowy.
| nonsenss napisał(a): |
| ale co tam... w następnym życiu sie poprawie :D |
... ale po co marnować to, które masz teraz, tym bardziej, że ...
| nonsenss napisał(a): |
| spirit cannot be broken... ave |
Sam to wszystko napisałeś.
Nie potrzebujesz żadnych rad
Pozdrawiam.
... myślę nad problemem tym, czy można być bez duszy złym ...
Re: ... Dodano: 2008-01-26 20:47
nonsenss, skoro jesteś egoistą i nie próbujesz tego zmienić ( przynajmniej nie wspomniałeś o tym ) to może jest to jeden z powodów samotności? Ja jednak trwam przy swoim, że bardziej niż wieczna samotność boli strata (zwłaszcza nieuzasadniona) kogoś najbliższego.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Re: ... Dodano: 2008-01-26 21:18
| Wampgirl napisał(a): |
| nonsenss, skoro jesteś egoistą i nie próbujesz tego zmienić ( przynajmniej nie wspomniałeś o tym ) to może jest to jeden z powodów samotności? |
Może, ale w większości przypadków egoistów, jakich znam, tak się nie dzieje. Chyba, że sami odrzucają to, co mogą mieć. Każdy ma w sobie egoizm, jest to naturalne i w pewnym stopniu porządane, pozwala też dbać o swoje potrzeby, np. żeby nie być samotnym. Duże ego też potrafi być pociągające, zamiast odpychać. Za to altruiści często bywają samotni, dbając o innych, ale nie walczą o swoje. Czasami dostają "nagrodę", czasem nie... Wpływ bywa różny i nie koniecznie to wydaje mi się tu kluczowym czynnikiem.
| Wampgirl napisał(a): |
| Ja jednak trwam przy swoim, że bardziej niż wieczna samotność boli strata (zwłaszcza nieuzasadniona) kogoś najbliższego. |
Bardziej? A na jakiej podstawie można to porównać? Uczuć nie da się zmierzyć. Różne sytuacje mają na różne osoby inny wpływ, z podobnymi emocjami inaczej sobie radzimy, a ludzkie nieszczęścia nie są porównywalne. Ale uogólniając można stwierdzić,że samotność, to samotność. Jeśli się coś traci, to znaczy, że miało się więcej, ale potem pojawia się większy zawód. W ogólnym rozrachunku jednak nie ma porównania. Po prostu samotność jest przykra.
AMO ERGO SUM / "najlepszy sposób na uniknięcie krytyki- nic nie robić i nic nie znaczyć" / "Every passing minute is another chance to turn it all around"
Dodano: 2008-01-27 02:08
Polecam film o samotności. Jeśli ktoś jest wrażliwy i po przejściach to uroni łezkę oglądając "Jestem legendą". Nie jest to kolejny film o zarazie, ale dający do myślenia, bardziej z wątkiem psychologicznym niż wartką akcją.
Re: samotność Dodano: 2008-01-27 13:50
| Wampgirl napisał(a): |
| [quote:c38bf61696="nonsenss"][quote:c38bf61696="Dasstin"]
"Wolałbym być całe życie sam niż wiedzieć co straciłem." |
ja jestem całe życie sam i z mojej perspektywy to gorsze od stracenia kogoś...[/quote:c38bf61696]
Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz. Nie wiesz jak boli utrata czegoś, czego nie doświadczyłeś. Przyzwyczaiłeś się do takiego stanu rzeczy, bo tkwisz w nim jak sam stwierdziłeś - całe życie. Nie wiesz jak zazwyczaj boli odejście kogoś bardzo bliskiego, czasem kogoś kto staje się jedyną osobą, która myśli w podobny sposób, zawsze wysłucha, będzie cieszyć się Twoimi sukcesami razem z Tobą, a w gorszej chwili pocieszy i wtedy wiesz, że udźwigniesz to brzemię, bo jego ciężar jest dzielony na dwie pary barków.
W jednej chwili ktoś taki jest, za chwilę zostajesz sam i zastanawiasz się dlaczego.[/quote:c38bf61696]
Dorzucę coś do tego. do samotności można się w pewnym stopniu przyzwyczaić , i taki stan "constans" jest znośniejszy niż strata. Potem pojawia się lęk że ktoś tą samotność zburzy i będzie powtórka z cierpienia. I tak powstaje błędne koło.
Lasciate ogni speranza, Voi ch'entrate...
Dodano: 2008-01-28 21:20
Popieram powyższą wypowiedź. Do samotności, jak i do wszystkiego, można się przyzwyczaić. Czasem stanowi odbieg od świata, czasem ucieczkę przed cierpieniem, które doświadczyło się od drugiego człowieka.
Samotność nie zawsze jest oznaką nadmiernego egoizmu...
"Człowiek rozsądny przystosowuje się do świata, nierozsądny stara się przystosować świat do siebie. Stąd wszelki postęp pochodzi od nierozsądnych. " G.B. Shaw
Dodano: 2008-01-28 23:47
Strata jest okropna - ale zazwyczaj w pierwszym okresie jest najgorsza. Można też czuć, jakby się coś straciło, nie mając tego nigdy - bo moglibyśmy mieć. Możemy cierpieć, że coś nas omija i być samotnym, albo przeżyć szczęście, a potem rozpacz po stracie. Każda samotność jest okropna, nie ma się co licytować. Przyzyczaić się można do wszystkiego, ale nie oznacza to, że się to zaakceptuje i będzie z tym czuło dobrze.
AMO ERGO SUM / "najlepszy sposób na uniknięcie krytyki- nic nie robić i nic nie znaczyć" / "Every passing minute is another chance to turn it all around"
Re: ... Dodano: 2008-01-30 13:27
| Morgana napisał(a): |
| [quote:17eede4ada="Wampgirl"]nonsenss, skoro jesteś egoistą i nie próbujesz tego zmienić ( przynajmniej nie wspomniałeś o tym ) to może jest to jeden z powodów samotności? |
Może, ale w większości przypadków egoistów, jakich znam, tak się nie dzieje. Chyba, że sami odrzucają to, co mogą mieć. Każdy ma w sobie egoizm, jest to naturalne i w pewnym stopniu porządane, pozwala też dbać o swoje potrzeby, np. żeby nie być samotnym. Duże ego też potrafi być pociągające, zamiast odpychać. Za to altruiści często bywają samotni, dbając o innych, ale nie walczą o swoje. Czasami dostają "nagrodę", czasem nie... Wpływ bywa różny i nie koniecznie to wydaje mi się tu kluczowym czynnikiem.
| Wampgirl napisał(a): |
| Ja jednak trwam przy swoim, że bardziej niż wieczna samotność boli strata (zwłaszcza nieuzasadniona) kogoś najbliższego. |
Bardziej? A na jakiej podstawie można to porównać? Uczuć nie da się zmierzyć. Różne sytuacje mają na różne osoby inny wpływ, z podobnymi emocjami inaczej sobie radzimy, a ludzkie nieszczęścia nie są porównywalne. Ale uogólniając można stwierdzić,że samotność, to samotność. Jeśli się coś traci, to znaczy, że miało się więcej, ale potem pojawia się większy zawód. W ogólnym rozrachunku jednak nie ma porównania. Po prostu samotność jest przykra.[/quote:17eede4ada]
Może niektóre cechy charakteru takie jak samozaparcie upór w dążeniu do celu bez zważania na użyte środki, bądź podobne cechy mogą być podziwiane i przyciągać, choć wydaje mi się to nieco wątpliwe. Znam egoistów, którzy mają niemały problem, że owy egoizm odpycha, natomiast nie zdarzyło się, żeby kogoś przyciągnął, choć te kilka przypadków wcale nie burzą Twojej teorii.
Jestem raczej zdania, że dopóki czegoś nie spróbujesz, to nie znasz smaku. A jeśli nie znasz smaku, to mniej do niego tęsknisz niż ktoś, kto już miał okazję się rozsmakować w pewnej materii. Tak czy owak "samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie" jak śpiewał Rysiek Riedel z Dżemu.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Re: ... Dodano: 2008-01-30 14:46
| Wampgirl napisał(a): |
| Jestem raczej zdania, że dopóki czegoś nie spróbujesz, to nie znasz smaku. A jeśli nie znasz smaku, to mniej do niego tęsknisz niż ktoś, kto już miał okazję się rozsmakować w pewnej materii. |
będę troszeczkę polemizować. nikt z nas nie żyje na bezludnej wyspie, tylko jesteśmy częścią społeczeństwa. i to że ktoś nie miał,np żadnego związku i co za tym zazwyczaj idzie mniej bądź bardziej spaktakularnego rozstania, złamanego serca, i napływu wszelkich uczuć z tymże wydarzeniem związanych, nie oznacza, że nie wie co to cierpienie. ja na przykład do samotności w pewnym sensie się przyzwyczaiłam i jak już kiedyś pisałam czasami mi z nią cudownie, ale boli mnie trochę widok szczęśliwych parek, szczególnie w towarzystwie, gdzie masz dajmy na to trzy parki i jesteś jedynym singlem. trudno mi powiedzieć czy takie cierpienie z tytułu permanentnego bycia sememu może boleć tak bardzo jak strata kogoś, bo nie należę do zbyt wrażliwych osób, ale myślę, że ci coniektórzy bardziej "uczuciowi", mogą przeżywać samotność dosyć mocno i dogłębnie. ale zgadzam się z Morganą : uczuć nie można porównywać...
[url=http://www.lastfm.pl/user/bloodflower_87/?chartstyle=purple] [img:c7f7fdac9a]http://imagegen.last.fm/purple/recenttracks/4/bloodflower_87.gif[/img:c7f7fdac9a][/url]
Dodano: 2008-01-30 16:32
| nonsenss napisał(a): |
| odbiera siły do życia... nie ma wspomnień do których można by wrócić... |
Wiesz co? Z mojego punktu widzenia, to błogosławieństwo.
Dla mnie wspomnienia są przekleństwem. Staram się je spychać gdzieś, "nie myśleć", ale codziennie, na każdym kroku spotykam wydarzenia, ludzi, słowa, drobiazgi, które wywołują błysk skojarzenia i wspomnienia wybuchają nową falą bólu.
Wystarczy usłyszeć na ulicy melodyjkę komórki.. zobaczyć matkę z dzieckiem... osobę podobną do mojej Mamy z wyglądu... na półce w sklepie ryż firmy "Halina"... szyld piekarni o tej samej nazwie... w kiosku na półce czasopisma i krzyżówki, które kupowała... buty podobne do tych, które nosiła... w sklepie migdały, które uwielbiała i marcepan, którego nie znosiła... robisz mizerię do obiadu i przypomina Ci się, jak Mama to robiła... Zamawiasz chińszczyznę i przypomina Ci się, jak jadłyście taką razem gdy Mama odwiedziła Cię na pierwszym roku... Wieszasz pranie i przypomina Ci się, że te klamerki do bielizny Mama kupiła Ci gdy wyjeżdżałaś na studia... Kupujesz chińską zupkę i pamiętasz, że mama się takimi zajadała... Głupotki? Spróbuj z nimi żyć...
Aż nie chce się wierzyć, ile tego jest...
Minęły lata, zanim udało mi się ten ból przygłuszyć.
Miesiąc temu zmarł mój Tato. I wszystko zaczęło się znów. Obudziły się dawne i przyszły nowe.
Wspomnienia są przekleństwem, Nonsenss...
Dodano: 2008-01-30 17:13
Alpha ma racje, przeciez lepiej jest zapomniec , inaczej nigdy sie nie wyjdzie na prosta.
Nigdy nie kłóć sie z idiotą, ponieważ najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu a później wygra doświadczeniem
... Dodano: 2008-01-30 17:31
wspomnienia są przekleństwem... szczególnie takie... jak najbardziej się z tym zgadzam...
w tamtym poście chodziło mi o te dobre wspomnienia, o takie które potrafią sprawić, że człowiek się uśmiechnie, że na chwile zapomni o tym jak jest mu źle... chodziło mi o wspomnienia które sprawiają że w sercu robi się cieplej, że iskierka nadziei wciąż sie tli... to są podobno te chwile kiedy człowiek wie że warto żyć... wspomnienia które można sobie po latach odtwarzać, jeśli nie z uśmiechem, to z sentymentem...
wspomnienia to dziwne zagadnienie, często trudno je jednoznacznie sklasyfikować i podzielić na dobre i złe... czasami szcześliwe wspomnienia bolą bo człowiek wie ze juz nie wrócą, bo to przeszłość, ale te same wspomnienia mogą być podporą i czymś co nie pozwoli zapomnieć o istnieniu szcześcia i miłości... o tym że mimo że tego kogoś już nie ma to jego siła jest nadal z nami, świadomosć ze ktoś nas kochał, że my kochaliśmy...
/AnotherNightmareAboutToComeTrue/LostInTime,OnTheEdgeOfSuffering/
Dodano: 2008-01-30 17:52
Macie rację, oczywiście. Wiecie, o czym mówicie. Tak jest... w niektórych przypadkach.
Wspomnienie może być miłe lub nie, ale jak się przypomina, przychodzi również świadomość, że to już minęło, przypominają, czego nie mamy, jak dużą przeżyliśmy stratę...
Ale są też takie wspomnienia, na które patrzy się z uśmiechem. Czuje się spełnionym, ze coś się przeżyło, zatapia się w marzeniach, kiedy jest to nam potrzebna. Świadomość, że to, co nasze, jest w nas i przeżytych chwil już nikt nie odbierze. Czasami same wspomnienia nie się miłe, ale dzięki nim ma się doświadczenia, wiedzę...
Wszystko zależy od naszego podejścia, sytuacji, punktu widzenia, nastroju. Inaczej się wraca do przeszłości w ramionach ukochanej osoby, ciesząc się z nią, rozkoszując się pięknym popołudniem, spacerem, czy coś w tym stylu (to tylko przykład), a inaczej leżąc nocą w zimnym łóżku, mając za towarzysza tylko własny ból, spowodowany jakimiś przykrymi wydarzeniami.
Człowiek może być sam, ale nie jest stworzony do bycia samotnym. Potrzebuje bliskości, poczucia, że nie jest zagubiony, opuszczony i nie jestem przekonana, czy samotność bardziej boli w jakiś sytuacjach. Przychodzi mi taki przykład do głowy... Jest dwoje ludzi, miłośnik pizzy i drugi, który nigdy jej nie próbował. Obaj nie jedli od tygodnia i widzą, jak inni rozkoszują się pizzą. Naprawdę temu, kto jej nie próbował, będzie łatwiej znieść jej nęcący zapach? Osoba porzucona cierpi bardziej? Możliwe, ale sądzę, że to nie samotność ją bardziej boli, a np. to, ze jest porzucona, że tęskni za tą osobą... Owszem, z początku trudniej oswoić się z czymś, do czego się nie przywykło. Ale czy osoby, które cierpiały z powodu rozstania naprawdę oddałyby to wszystko, co przeżyły i wolałyby całe życie być samotne? Można myśleć, że tak by było lepiej, tak samo jak "permanentnie samotni" mogą pragnąć, by mieć za sobą, jakieś przyjemne doświadczenie, wiedzieć, że było się dla kogoś wyjątkowym...
Ale tak jeszcze odnośnie tego uczucia... Myślę, że za bardzo ludzie łączą je z niemożnością spełnienia swoich pragnień, zdobycia wymarzonej dziewczyny, bicia akceptowanym przez jakieś środowisko... A zapominają o tym, co mają, nie cieszą się tymi, którzy są przy nich i nie sięgają po to, co w zasięgu ręki... Ale to tylko takie przemyślenie pod wpływem impulsu...
AMO ERGO SUM / "najlepszy sposób na uniknięcie krytyki- nic nie robić i nic nie znaczyć" / "Every passing minute is another chance to turn it all around"
Dodano: 2008-01-30 18:16
| Morgana napisał(a): |
| A zapominają o tym, co mają, nie cieszą się tymi, którzy są przy nich i nie sięgają po to, co w zasięgu ręki... |
I to jest straszne... Zamiast się cieszyć, że jest mi dobrze z Lashlem, myślę o tym co będzie, jeśli wyjdzie do pracy i już go więcej nie zobaczę, bo wpadnie pod samochód. Albo zastanawiam się, czy będzie nam dane dożyć wspólnej starości czy też któreś z nas będzie musiało patrzeć, jak umiera drugie... Czy będę powoli umierać na raka, jak moi rodzice i czy ktoś będzie musiał na to patrzeć a mnie będzie serce pękać z bólu, że muszę kogoś ukochanego zostawić... Albo czy jak będziemy mieli kiedyś dzieci, to czy dożyją wieku takiego czy innego...
Nie poprawia mi to samopoczucia i czasem daje się we znaki... nam obojgu :? Sama sobie zarzucam, że czasem pozwalam takim myślom i uczuciom zawładnąć sobą... Do niczego nie prowadzą a tylko niszczą chwile, które są nam jeszcze dane... Staram się to odpychać, walczyć, ale czasem czuję ten koszmarny pośpiech... "Śpieszmy się kochać ludzi..." a co, jeśli? A co, jeśli?...
Chyba ta rozmowa mi nie służy...
Lepiej pójdę poudzielać się gdzie indziej.
Dodano: 2008-01-30 19:54
Biedna samotność, co ona im winna, że tak psy na niej wieszają :roll: :wink:
"God made me a cannibal to fix problems like you."
Dodano: 2008-01-30 20:40
Alpha-Sco, jak się czyta Twoje posty, to aż się serce kraja... <
rzytul> Absolutnie się Tobie nie dziwię, że się tak czujesz. Czasami można pozwolić sobie na chwilę słabości, ale bądź dzielna!
AMO ERGO SUM / "najlepszy sposób na uniknięcie krytyki- nic nie robić i nic nie znaczyć" / "Every passing minute is another chance to turn it all around"
Dodano: 2008-01-30 22:45
| KostucH napisał(a): |
| Biedna samotność, co ona im winna, że tak psy na niej wieszają :roll: :wink: |
So simple...
Nie wszystkim służy :roll:
Dodano: 2008-01-31 11:58
| nimdraug napisał(a): |
| So simple...
Nie wszystkim służy :roll: |
"God made me a cannibal to fix problems like you."
Re: ... Dodano: 2008-01-31 23:29
| bloodflower napisał(a): |
| [quote:626725d5d3="Wampgirl"]Jestem raczej zdania, że dopóki czegoś nie spróbujesz, to nie znasz smaku. A jeśli nie znasz smaku, to mniej do niego tęsknisz niż ktoś, kto już miał okazję się rozsmakować w pewnej materii. |
będę troszeczkę polemizować. nikt z nas nie żyje na bezludnej wyspie, tylko jesteśmy częścią społeczeństwa. i to że ktoś nie miał,np żadnego związku i co za tym zazwyczaj idzie mniej bądź bardziej spaktakularnego rozstania, złamanego serca, i napływu wszelkich uczuć z tymże wydarzeniem związanych, nie oznacza, że nie wie co to cierpienie. ja na przykład do samotności w pewnym sensie się przyzwyczaiłam i jak już kiedyś pisałam czasami mi z nią cudownie, ale boli mnie trochę widok szczęśliwych parek, szczególnie w towarzystwie, gdzie masz dajmy na to trzy parki i jesteś jedynym singlem. trudno mi powiedzieć czy takie cierpienie z tytułu permanentnego bycia sememu może boleć tak bardzo jak strata kogoś, bo nie należę do zbyt wrażliwych osób, ale myślę, że ci coniektórzy bardziej "uczuciowi", mogą przeżywać samotność dosyć mocno i dogłębnie. ale zgadzam się z Morganą : uczuć nie można porównywać...[/quote:626725d5d3]
Nie twierdzę, że ten kto nie był w związku z bliskim człowiekiem nie wie co to cierpienie, wydaje mi się jednak, że z tytułu ustawicznego bycia samemu - zdążył nieco przywyknąć do samotności i odrobinę się z nią oswoić. Nie jest poddany olbrzymiemu szokowi "kocham cię i zawsze służę radą, pocieszeniem, otwartymi ramionami" a na drugi dzień "żegnaj kotku" [tudzież po prostu odejściu bez słowa, które jest najgorszym ze sposobów odejścia - kiedy nie wiadomo skąd ta decyzja ].
Bycie singlem pośród par faktycznie może być uciążliwe, dlatego nie rozumiem błąkających się trójkącików "para+ psiapsióła".
Osoby wrażliwe są bardziej podatne na różne negatywne emocje szerzące się w związku z przeszkadzającą im samotnością. Uczuć nie można porównywać, bo każdy z nas inaczej je przeżywa - jednego rozstanie nie obejdzie wcale, (bo np. ma świadomość że partner na niego nie zasługiwał i następny związek będzie o niebo lepszy), a drugi z tego tytułu powiesi się na lampie (albo na czymś innym, bo lampa może się urwać).
| cold_sea napisał(a): |
| Alpha ma racje, przeciez lepiej jest zapomniec , inaczej nigdy sie nie wyjdzie na prosta. |
Pewnych rzeczy nie da się zapomnieć, powolutku wrastają głęboko stając się cząstką nas samych. Można udawać, że się nie pamięta - ale to nic nie da, zwłaszcza że zawsze znajdzie się ktoś, kto Ci to przypomni, choćby przypadkiem.
| nonsenss napisał(a): |
| wspomnienia są przekleństwem... szczególnie takie... jak najbardziej się z tym zgadzam...
w tamtym poście chodziło mi o te dobre wspomnienia, o takie które potrafią sprawić, że człowiek się uśmiechnie, że na chwile zapomni o tym jak jest mu źle... |
Również podpisuję się wszystkimi czterema kończynami pod tym, że wspomnienia są przekleństwem, które czy chcemy czy nie - budują nasze życie i nie da się ich usunąć, wykluczyć, odciąć - zawsze będą się gdzieś poniewierać. Ze wspomnieniami niestety jest tak, że najwięcej zapamiętujemy tych złych.
| nonsenss napisał(a): |
|
o tym że mimo że tego kogoś już nie ma to jego siła jest nadal z nami, świadomosć ze ktoś nas kochał, że my kochaliśmy... |
I wtedy rodzi się tęsknota za wielkim uczuciem, którego już nie ma.
| Morgana napisał(a): |
| Możliwe, ale sądzę, że to nie samotność ją bardziej boli, a np. to, ze jest porzucona, że tęskni za tą osobą... Owszem, z początku trudniej oswoić się z czymś, do czego się nie przywykło. Ale czy osoby, które cierpiały z powodu rozstania naprawdę oddałyby to wszystko, co przeżyły i wolałyby całe życie być samotne? Można myśleć, że tak by było lepiej, tak samo jak "permanentnie samotni" mogą pragnąć, by mieć za sobą, jakieś przyjemne doświadczenie, wiedzieć, że było się dla kogoś wyjątkowym...
|
Można tęsknić i za ukochaną osobą i za samą możliwością bycia z kiś blisko, porozumiewania się bez słów, ciągłych telefonów, wyczekiwania za kimś, kogo dawno nie widzieliśmy, jego uznaniem, które dodaje nam skrzydeł. Oprócz samego deklarowanego uczucia istnieje magia porozumienia bez barier i to za tym tęskni się chyba przede wszystkim ( przynajmniej w moim przypadku ). Czy ktoś oddałaby tamtych parę szczęśliwych chwil? Trudno powiedzieć bo dużo było również smutku, problemów, niemożności dotarcia do siebie, budowania muru, który jedna z osób próbowała obalić, kiedy druga się poddała. To chyba nierozłączne elementy każdego związku.
Było się dla kogoś wyjątkowym - ale już nie jest i ten fakt jest przygnębiający, to on przede wszystkim sprawia, że rozstania bolą tak bardzo. Co takiego zrobiliśmy nie tak? Czy nie można było tego uniknąć? Dlaczego ktoś, kto nadał nam wiary w to, że niczego nam nie brakuje, jesteśmy wspaniali, zasługujemy na to, by nas kochać itp. za chwilę porzuca nas i nierzadko również rujnuje nasz świat?
Tęsknić można za osobą - charakterem, żywym zbiorem zalet, wad, emocji (...) i za całokształtem magii bliskości.
| Morgana napisał(a): |
| A zapominają o tym, co mają, nie cieszą się tymi, którzy są przy nich i nie sięgają po to, co w zasięgu ręki... |
Nie umiemy cieszyć się chwilą i myślą wybiegamy za daleko w przód. Skupiamy się nie na tym co jest, lecz na tym co będzie. A przecież uczucia są nieprzewidywalne, dziś jesteśmy razem, jutro każde z nas może odejść w przeciwnym kierunku. Nie twierdzę, że planowanie przyszłości związku jest złe, ale przede wszystkim należy się skupić na tym co jest teraz - wyeliminować drobne nieporozumienia itp. Niestety nie jest to proste.
| KostucH napisał(a): |
| Biedna samotność, co ona im winna, że tak psy na niej wieszają :roll: :wink: |
Zrobiła, robi i będzie robić. Szczęśliwi ci, których ona nie dotyczy.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Re: ... Dodano: 2008-02-01 00:34
| Cytat: |
| Nie twierdzę, że ten kto nie był w związku z bliskim człowiekiem nie wie co to cierpienie, wydaje mi się jednak, że z tytułu ustawicznego bycia samemu - zdążył nieco przywyknąć do samotności i odrobinę się z nią oswoić. Nie jest poddany olbrzymiemu szokowi "kocham cię i zawsze służę radą, pocieszeniem, otwartmi ramionami" a na drugi dzień "żegnaj kotku" [tudzież po prostu odejściu bez słowa, które jest najgorszym ze sposobów odejścia - kiedy nie wiadomo skąd ta decyzja ]. |
Zakładasz, że do samotności można się przyzwyczaić, ale nie każdy to jednak potrafi. Co więcej - kiedy się całe życie nikogo nie ma, można mieć niższe poczucie własnej wartości, poczucie pustki. Związek i zerwania to jak wzloty i upadki: wyżej się wnosisz i bardziej boli uderzenie, ale w końcu jesteś tak samo na ziemii, jak ten, kto jej nie opuszczał. Tylko że Ty wiesz, jak to jest latać, a także jak boli upadek. Jest to w jakiś sposób dużo lepsze - nie masz tej pustki, wiesz, że coś przeżyłeś, że możesz kochać i być kochanym, masz za sobą piękne doświadczenia, nie myślisz "co jest ze mną nie tak, że nie mogę nikogo znaleźć?". Z drugiej strony o niebo lepiej jest nie myśleć ciągle o tej osobie, nie tęsknić za tym, co było, nie uświadamiać sobie wciąż na nowo, że się ją utraciło. Ale z tym można się pogodzić tak samo, jak przejść do porządku dziennego z pemanentną samotnością. Czyli po upływie pewnego czasu, od razu, albo i wcale.
Istnieje jeszcze inna kwestia. Bo tu chodzi w dużej mierze o potrzebę bliskości. Więc mają znaczenie układy rodzinne. Ktoś, kto nie był w związku, ale nie ma oparcia w rodzinie może za tego bardziej potrzebować, choć pozornie będzie bardziej tęsknił ten, kto się rozstał z partnerem. No i jest kwestia miłości, prawda? Boli nas to, że nie możemy być z kimś, kogo kochamy. Możemy dażyć gorętszym uczucie osobę, z którą nigdy się nie związaliśmy, a jednak dopuściliśmy taką myśl, niż swojego ex.
| Cytat: |
| wspomnienia są przekleństwem, które czy chcemy czy nie - budują nasze życie i nie da się ich usunąć, wykluczyć-zawsze będą się gdzieś poniewierać. Ze wspomnieniami niestety jest tak, że najwięcej zapamiętujemy tych złych. |
To zależy od człowieka. Gwoli ścisłości zapamiętujemy tak samo dobre, jak złe rzeczy, ale niektóre spychamy do podświadomości, niektóre wspomnienia są wyraźniejsze od innych. Tutaj wychodzi moje skrzywienie zawodowe, ale zdarza się, że najgorszych rzeczy w ogóle nie pamiętamy. Owszem, oddziaływują na nas, ale nie zdajemy sobie z tego sprawy, jakby je wymazujemy, kiedy nie jesteśmy sobie w stanie z nimi poradzić. Szczególnie wiąże się to z wczesnymi wspomnieniami, tak zwany mechanizm wyparcia. Ale już abstrahując od tego, to od nas zależy, na czym się skupiamy. Ja sama mam dość złych wspomnień, by popaść w głęboką depresję, ale nie żyję przeszłością. Korzystam ze zdobytych doświadczeń i mądrość i pielęgnuję moje najpiękniejsze wspomnienia - a właśnie te dobre wyraźniej mi zapadają w pamięci.
AMO ERGO SUM / "najlepszy sposób na uniknięcie krytyki- nic nie robić i nic nie znaczyć" / "Every passing minute is another chance to turn it all around"
Re: ... Dodano: 2008-02-02 13:41
| Morgana napisał(a): |
|
Zakładasz, że do samotności można się przyzwyczaić, ale nie każdy to jednak potrafi. Co więcej - kiedy się całe życie nikogo nie ma, można mieć niższe poczucie własnej wartości, poczucie pustki. Związek i zerwania to jak wzloty i upadki: wyżej się wnosisz i bardziej boli uderzenie, ale w końcu jesteś tak samo na ziemii, jak ten, kto jej nie opuszczał. Tylko że Ty wiesz, jak to jest latać, a także jak boli upadek. Jest to w jakiś sposób dużo lepsze - nie masz tej pustki, wiesz, że coś przeżyłeś, że możesz kochać i być kochanym, masz za sobą piękne doświadczenia, nie myślisz "co jest ze mną nie tak, że nie mogę nikogo znaleźć?". Z drugiej strony o niebo lepiej jest nie myśleć ciągle o tej osobie, nie tęsknić za tym, co było, nie uświadamiać sobie wciąż na nowo, że się ją utraciło. Ale z tym można się pogodzić tak samo, jak przejść do porządku dziennego z pemanentną samotnością. Czyli po upływie pewnego czasu, od razu, albo i wcale. |
Pominęłam kwestię niskiej samooceny, przekonaniu, o własnej beznadziejności oraz przekonaniu o tym, że może coś z nami nie tak, że nie znalazł się ktoś, kto byłby zdolny nas pokochać. Myślałam, że takie myśli są odrzucane zwłaszcza przez silne jednostki, a jeżeli mnie towarzyszyły, bądź towarzyszą, to były mocno przejaskrawione, co nie znaczyłoby od razu, że ogół miewa podobne. Przyjęłam też, że od tych wzlotów i upadków lepsze jest wypośrodkowanie, nie zaś skrajne uczucia następujące zaraz po sobie ( choć może w tym momencie moja koncepcja nieco się posypała).
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2008-02-02 17:27
Zerwanie, rozstanie wiaze sie z samotnoscia. Zostawiasz kawalek wlasnej duszy przy kazdym z kim zrywasz. I to brakujace miejsce boli, bo juz go nie masz. Zagubione jest u kogos innego. Nawet tabletki nie pomagaja. W koncu wraca do ciebie ale to trwa dlugo.Czasami widze wokol ludzi blekitne kregi-to kawalki dusz ludzi, ktorzy sie kiedys kochali, czasami nadzieje jakie pokladala w tobie rodzina. Kazdy nosi na sobie takie swiatla.
Drink And Join Me In Eternal Life Desire You Turn Me On Your Blood My Ecstasy
Dodano: 2008-02-03 00:16
| Andrzej napisał(a): |
| Zostawiasz kawalek wlasnej duszy przy kazdym z kim zrywasz. I to brakujace miejsce boli, bo juz go nie masz. Zagubione jest u kogos innego.Czasami widze wokol ludzi blekitne kregi-to kawalki dusz ludzi, ktorzy sie kiedys kochali, czasami nadzieje jakie pokladala w tobie rodzina. Kazdy nosi na sobie takie swiatla. |
Dobrze powiedziane. Jestem tylko ciekaw na jak długo starcza tej duszy rwanej na kawałki?
Lasciate ogni speranza, Voi ch'entrate...
Dodano: 2008-02-03 16:06
A ja myślałam, że serce to coś, co się nie dzieli, nawet, gdy się je oddaje... :roll: A może to jednak od nas zależy, czy oddamy część siebie? I to nie tej osobie, tak o rzucimy za nią w przestrzeć wmawiając sobie, że straciło się część siebie. Tak to można odczuwać, ale wszystko jest w nas.
AMO ERGO SUM / "najlepszy sposób na uniknięcie krytyki- nic nie robić i nic nie znaczyć" / "Every passing minute is another chance to turn it all around"