Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Woe Of Tyrants - Kingdom Of Might

Nieciekawa nazwa zespołu, nieciekawa nazwa płyty, nieciekawa okładka i pięciu młodzieniaszków, którzy rzekomo grają death metal. Czy to mogło być dobre? Okazuje się, że tak! Pięcioosobowy zespół z Ohio powraca na metalową scenę drugim albumem "Kingdom Of Might" wydanym przez Metal Blade. Pomimo całego mojego sceptycyzmu i negatywnego nastawienia do odsłuchu muszę stwierdzić, że Woe Of Tyrants szybko zamknęło mi usta.
"Kingdom Of Might" to 11 nowoczesnych piosenek, w których jesteśmy w stanie odnaleźć szczyptę każdego gatunku. Pierwsze moje skojarzenia przy odsłuchu pobiegły w stronę Trivium i All Shall Perish, gdyż generalnie Woe Of Tyrants mieści się stylistycznie w tych rejonach. Dużo krzyczanych wokali przeplatanych growlingiem nie jest czymś specjalnie odkrywczym. Skojarzenia z metalcorem i deathcorem wywołuje także sposób dynamizacji utworów, przeplatanie szybkich partii z ciężkimi zwolnieniami okraszonymi gęstym atakiem podwójnej stopy. To jest jednak tylko zewnętrzny gorset, gdyż prawdziwe smaczki kryją się gdzieś głębiej.

Zacznijmy może od części najważniejszej - najmocniejszym punktem zespołu są gitarzyści w osobach Nicka Dozera i Matta Kincaida. Ogromna część riffów zagrana jest z zawrotną prędkościa i precyzją, niemal identyczną jak na "Hatebreeder" Children Of Bodom. Perfekcyjne, czyściutkie wykostkowania sprawiają, że muzyka Woe Of Tyrants po prostu płynie. Nie można też zapomnieć o pysznych solówkach utrzymanych w stylu Andy LaRocque i James Murphy'ego. Muzycy Ci mają ogromną lekkość w konstruowaniu  melodii i harmonii, które towarzyszą nam w każdym utworze. Z jednej strony ich prostota wyraża fascynację sceną NWOBHM, z drugiej wskazuje, że kapela nie boi się eksperymentować i zestawiać ciężkich, brutalnych dźwięków z cukierkowatymi często melodiami.

Nie zabrakło tu szybkich, inspirowanych thrash metalem partii, rozbujanych, folkowych melodii, czy death metalowego łojenia. Na słowa uznania zasługuje także perkusista, który pokazuje, że trzymanie się sztywno rytmu nie jest zbyt interesującym zajęciem. Dostajemy więc raz po raz jakieś ciekawe przejście czy bezpośredni atak podwójną stopą. Woe Of Tyrants zyskal ogromny podziw w moich oczach ze względu na płynność i łatwość adaptacji innych gatunków, nawet jeśli szkieletem głównym są nurty, w których karty zostały już dawno rozdane.

Czy jest coś do czego można się tu przyczepić? Myślę, że tak. Osobiście za najsłabszy punkt uważam wokal, który na dobrą sprawę jest dość jednowymiarowy. Budzić kontrowersje może także fakt, że na dobrą sprawę Woe Of Tyrants od strony muzycznej jest zlepkiem pomysłów zapożyczonych z innych zespołów, wzorowo wykonanym, ale wnoszącym niewiele własnej inwencji.  Z drugiej strony nie mamy do czynienia z debiutem, więc pytanie czy należałoby przymknąć oko na źródła inspiracji i ich mocny wpływ na muzykę formacji. Nie zmienia to jednak faktu, że Woe Of Tyrants jawi się jako bardzo obiecująca kapela, która jeszcze może mieć dużo do powiedzenia na metalowym poletku.

Tracklista:

01. Jesu Juva
02. Soli Deo Gloria
03. Break The Fangs Of The Wicked
04. Pearls Before Swine
05. Kingdom Of Might (The Eclipse)
06. Kingdom Of Might (Dawn In The Darkness)
07. Sounding Jerusalem
08. Sons Of Thunder   
09. The Seven Braids Of Samson
10. Like Jasper And Carnelian
11. Golgotha

Wydawca: Metal Blade Records (2009)
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły