Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Relacje :

The Darkest Tour - Stodoła, Warszawa (19.04.2009)

Na koncert przyciągnął mnie głównie Turisas, który wcześnej już zrobił na mnie duże wrażenie, a także Cradle Of Filth, którego wcześniej na żywo nie miałem okazji oglądać, a po którym spodziewać się można było porządnego show. Na fiński Dead Shape Figure spóźniliśmy się przez strajk automatów biletowych w metrze, a kupienie gdziekolwiek biletów w niedzielę w stolicy okazało sie niemożliwe. Zanim się dostaliśmy do Stodoły zespół już był na scenie.

Długo jednak chyba nie grali, bo Turisas pojawił się na deskach klubu bardzo szybko. Turisas - fińscy reprezentanci popularnej w tamtej części Europy odmiany folk/viking/battle metalu - widziałem ich po raz pierwszy właśnie w Finlandii na Tusca Festival. Muszę przyznać, ze chłopaki grają bardzo porządnie. Finowie mają niejedną kapelę z tego gatunku, ale Turisas odgrywa naprawdę niezły show. Muzycy są dobrze ucharakteryzowani, rzetelnie przykładają się do grania i odprawiają na scenie niesamowite przedstawienie. Do tego muzyka jest bardzo energiczna i wpadająca w ucho, a utwory takie jak „To Holmgard And Beyond” czy „Battle Metal” zapadają w pamięc już po pierwszym przesłuchaniu (o słynnym coverze Rasputina nie wspominając…).

Turisas solidnie podgrzał atmosferę przed Moonspellem. Z pewnością właśnie żeby zobaczyć ten zespół większość uczestników podniosła tyłki i postanowiła wysupłać trochę grosza.  Portugalczycy w Polsce są bardzo znani i lubiani, Fernando Ribeiro jest bożyszczem płci pięknej, sam zespół zbyt często tu nie zagląda. Mooonspell zagrał, a jakże – przekrojowo. Na początek poszły: „In Memoriam”, „Finisterra” i „Night Eternal” z ostatniej płyty. Potem „Moon In Mercury” i „Blood Tells”. „Scorpion Flower” trochę słabo wypadło bez Anneke. Bardzo podobał mi się wystep duetu Fernando Ribeiro i Anneke van Giersbergen na ostatnim festiwalu M’era Luna. Fernando zaznaczył tylko, iż szkoda że piosenkarki nie ma i numer wykonał sam, a głos wokalistki obijał się gdzieś echem z playbacku… Potem publiczność szalała już cały czas. Poleciały takie „hiciory” jak „Opium”, „Vampiria”, „Alma Mater” i na koniec „Full Moon Madness”. Koncert był świetny, a muzycy dali z siebie wszystko. No prawie wszystko, bo długie skandowanie publiczności nie zdołało jednak wywabić ich na bisa.

Przyszedł czas na przepłukanie gardła, bo już za chwilę na scenie pojawić się miały mrok, zuo i kto wie co jeszcze pod postacią „Cradle Of Filth”. Tymczasem wybrałem się obejrzeć marchandising. Koszulki, płyty, chlebaki (jak sama nazwa wskazuje służące do noszenia granatów), miłe panie, a zainteresowanie oczywiście małe - czyli wszystko po staremu.

Danny'ego wcześniej nigdy nie widziałem na żywe oczy i muszę przyznać, że mnie zaskoczył swoim… wzrostem. Jak taki wielki i straszmy wokalista może być tak mały? Kiedy już ochłonąłem z wrażenia sparaliżowany kakofonią dźwięków, przyszedł czas na refleksję co do samego występu. Zespół znany jest szczególnie ze swoich wideoklipów i trzeba przyznać, że musieli użyć sporo sztuczek audiowizualnych by oddać tę atmosferę na żywo. Występ rozpoczęły "Gilded Cunt", "Dusk And Her Embrace" i "The Principle Of Evil Made Flesh". Nie zabrakło znanych utworów takich jak "Ctulhu Dawn" czy "From The Cradle To Enslave". Danny nadrabiał wzrost prędkością biegania po scenie i wydawania z siebie dźwięków. Efektów dopełniały ognie, dymy i ogromna kukła stylizowana na śmierć, próbująca dopaść co najmniej trzy razy mniejszego od siebie Danny'ego.

Koncert skończył się nagle i generalnie zabrakło trochę bisów. Z drugiej strony odbył się nadzwyczaj jak na tę stronę Odry planowo i punktualnie. Trzeba przyznać, że nagłośnienie i organizacja wypadły na poziomie.

Zespoły dobrze się postarały. Niektóre rozgwiazdy traktują koncerty w Polsce trochę jak chałtury. Tutaj można było zauważyć dobry warsztat i kontakt z publicznością. Stodoła w ogóle wydaje się idealnym lokalem do tego typu gigów. Jest sporo miejsca by się bawić, przestronne przejścia i duża liczba sal pozwalają na swobodną rotację przy zmianach bandów bez obawy o zostanie stratowanym. Z drugiej strony, z przodu można się spokojnie wyszaleć. Takie imprezy na pewno warte są wybrania się – oby więcej.

http://www.darkplanet.pl/modules.php?name=usergallery&op=show_photo&id=68322

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły