Ohlsson
Paradoks
Poezja :

Samotnik

Historia człowieka który próbuje znaleśc miłość 

 Jestem samotnikiem, choć dość mam już samotności.
 Niech pustynia mego życia w ogród miłości się przemieni.
 Wyruszam w drogę nie wzruszon na matki wołania.
 - Zostań, mój synu, tam czeka śmierć i zagłada.
 Wędrówkę zacznę dziś - to postanowione.
 Idę
 Zginę lub znajdę wybrankę serca - żonę.
 Przeszedłem ciemną doliną i zła się ulękłem,
 bo Ciebie nie było ze mną.
 Krocząc przez ciernie mej duszy
 szukałem w Twych słowach choć trochę otuchy
 lecz próżne były me wołania.
 Pojawiałaś się co noc w mym śnie,
 znikałaś z mych oczu co rana.
 Utraciłem zmysły.
 Błąkam się jak tułacz po świecie szukając Twej dobrej duszy.
 (Znalazłem?!)
 W czeluści otchłaniach - Ty zostałaś czysta, nieskalana.
 Byłaś tuż obok - lecz Cię nie poznałem,
 bo ociemniały byłem i taki pozostałem.
 Twego piękna nie zdołałem odkryć.
    (Boże, jeśli istniejesz, wróć mnie do tamtej chwili)
 Zasnąłem pod gołym niebem.
Znów we śnie widziałem Ciebie - podążam za Tobą, choć, choć gdzie kres wędrówki - nie wiem.
 Budzę się - Ty znikasz. Ja, ja znów tu samotny zostaję.
 Me ciało nie zna innej uciechy jak ta, gdy we śnie Moją jesteś.
 Mój zmysł ma jedno zadanie - znaleźć Cię,
 pokochać we śnie i na jawie.
 Zanurzyłem się w strumieniu nadziei
 licząc na to, że los mój się zmieni,.
 Mimo iż mrok w tej dolinie panuje - Śmierć swoje żniwo wielkie tu planuje.
 Coś nagle pękło, coś się zmieniło,
 słońce w mej duszy w pełni zaświeciło.
 Wsłuchałem się w noc i usłyszałem Twe ciche wołanie.
 Twój głos dał mi siły na powstanie.
 Ruszyłem raz jeszcze przez mroczne knieje,
 spotkałem Ciebie, choć ledwie żywy,
 byłem jak nigdy w mym życiu szczęśliwy.
 Tuląc mnie, spytałaś: Czy tak już na zawsze zostanie?
 Ja poprzysięgłem na wieki oddanie, 
 Tobie, moja ukochana.
 W czeluści piekielnej, w tym padole ludzkim odnaleziona -
 Piękna bogini - ma przyszła żona.
 Podchwyciłem Cię za dłonie,
 Ty położyłaś pokornie głowę na mym łonie.
 Wiedziałem wtedy, że tulę przyszłą żonę.
 Powróciwszy do mego domu rodzinnego,
 popełniwszy obrzędu weselnego
 od dnia tamtego nie byłem już samotny,
 a czas pustelnika, jak wiatr z mej pamięci stał się ulotny.
 Wdzięczny jestem Tobie i rad wielce z każdej wspólnej chwili:
 dniami, gdy jak kwiat piękniejesz i nocami, gdy nasza pociecha kwili.
 
 

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły