Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Sacriversum - Beckettia

Sacriversum, Serenades Records, Empire Records, Becketta, Kate, Alexandra, Remo, gothic, Motorhead

Trzecia płyta Sacriversum ukazała się w 2000 roku nakładem niemieckiej wytwórni Serenades Records. Sprawę jednak szybko przejęła Empire Records wydając ją ponownie na płycie i kasecie, co na pewno przysporzyło jej większej popularności, szczególnie w Polsce. „Becketta” z pewnością była dużym krokiem w rozwoju Sacriversum jednak do najlepszych dystans wciąż był widoczny.

Takie jest moje zdanie. Niby fajne, ale pod pewnymi względami niedorobione. Zacznę może od wokali i nowej wokalistki Kate, która zastąpiła Alexandrę. Jej głos jest monotonny i mało rozwinięty. Jakby śpiewany na pół gwizdka, tak od niechcenia. Może i zamysł był taki posępny, ale nie ma w tym pasji, entuzjazmu i wypada to po prostu blado. Wymiennie pozostają growlingi i czyste wokale Rema, co daje taką typowo gotycka mieszankę.

Utwory są różne. Czasem żeby je zrozumieć trzeba zapoznać się z literaturą („Czekając na Godota”) lub sztuką („Ostatnia taśma”). To na ich podstawie zbudowane są dwa pierwsze kawałki z tekstami. Płytę rozpoczyna bowiem klimatyczne i nasączone elektroniką intro, a trzeci „Vision” jest tajemniczym i trzymającym w napięciu utworem instrumentalnym. Delikatna elektronika przewija się w dalszej części albumu, choć jest raczej incydentalna. Szkielety piosenek są gitarowe, a czasem większą rolę odgrywają klawisze, jak na przykład w ostatnim „Nacht Und Traume”. Mogłaby być z tego świetna mieszanka pianinowo wokalna, ale właśnie tu, w bardziej podniosłych momentach, słychać jak ten śpiew odstaje i nie daje rady.

Specyficznym kawałkiem jest „Happy Days” gdyż opiera się na powtarzanym w kółko jednym zdaniu. Ale jest to zrobione z głową i wypada całkiem nieźle. Pod koniec ta sielanka zostaje zakłócona złowrogim skrzekiem wypowiadającym dodatkową kwestię. Niespodzianka na koniec czeka też w „Lullaby”. Mroczny numer o śmierci wieńczy iście motorheadowy motyw: „That’s the way I like it, Baby. I don’t want to live forever”.

„Becketta” kryje w sobie sporo niespodzianek. Jest tu odpowiednia atmosfera i gitarowe aranżacje, są też ciekawe pomysły. Cały czas jednak mam wrażenie jakby to było niedoszlifowane, jakby czegoś tu brakowało.

 

Tracklista:

01. Intro
02. Waiting For Godot
03. Vision
04. The Krapp’s Last Tape
05. Happy Days
06. Spectral Trio
07. An Act Without Words
08. Lullaby
09. Not Me 
10. Nacht Und Traume

Wydawca: Serenades records (2000)

Ocena szkolna: 4

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły