Paradoks
Ohlsson
Recenzje :

Nifelheim - Envoy Of Lucifer

Envoy Of Lucifer, Nifelheim, black metal, thrash metal,

„Envoy Of Lucifer” to iście piekielny album. Nifelheim postarał się o otoczkę, która wywołuje takie mniemanie o tej płycie ale najważniejsze, że to głównie muzyka wprowadza nas do królestwa rogatego.

 Muszę przyznać, że panowie tak bardzo chcieli być źli, że wyszło to dość komicznie. Zresztą zdjęcia tego zespołu zawsze były dość zabawne. Resztki długich włosów na w pół łysych głowach, podmalowane oczy, groźne miny i jeszcze groźniejsze pseudonimy, kolce i ćwieki. Wszystko to zamiast przerażać potrafi nieźle ubawić. Do tego tytułowy posłaniec w postaci ponurego żniwiarza wynurza się z piekielnych otchłani i utrzymane w klimacie tytuły utworów. Tekstów wprawdzie brak ale ich zawartość częściowo da się zrozumieć, a częściowo można sobie dopowiedzieć. Nic oryginalnego nie należy się spodziewać.
   
O wiele lepiej wypada warstwa muzyczna. Wprawdzie tu również nie odkryjemy nic nowego ale dla fanów black thrash metalowej jazdy myślę, że „Envoy Of Lucifer” jest bardzo smakowitym kąskiem. Muzyka jest właściwie przez cały czas utrzymana w raczej szybkich tempach. Gitary jadą chwytliwe, ostre riffy, czasem pojawi się krótka solówka. Perkusja ciśnie swój podkład i nie odstaje. Wokal jest zdarty i skrzekliwy i bardzo fajnie komponuje się z muzyką. Kawałki mają zazwyczaj jakiś wpadający w ucho motyw, najczęściej wykrzykiwany refren w postaci tytułu. Czasem pojawi się jakiś piekielny dzwon, diabelski śmiech czy chwilowe zwolnienie. Szczególnie w ostatnim „No More Life”, który jest najdłuższym kawałkiem i trochę innym od pozostałych, bardziej rozbudowanym. Wszystko jest siarczyste, dające kopa i hałaśliwe. Nie znajdziemy tu instrumentalnych popisów i rozbudowanych partii. Jest za to zniszczenie, brud i Szatan. Czyli wszystko co jest charakterystyczne dla black thrash metalowej stylistyki.
   
Jak miałbym wybrać coś wyróżniającego się to postawiłbym na trzeci „Open The Gates Of Damnation” ze względu na fajny refren ale ogólnie wszystko jest dość zbliżone i utrzymane w tym samym klimacie.
   
„Envoy Of Lucifer” to takie siarczyste metalowe uderzenie pełne pasji, pierwotnych ideałów gatunku i bezczeszczenia tego co dobre. Taki bardzo przyjemny materiał dla wypaczonych umysłów. Całość tworzy spójny przekaz, w którym cała otoczka, o której pisałem na początku, zlewa się z właściwą twórczością i zdecydowanie może się podobać. Polecam też motto znajdujące się we wkładce: „This album is not only a music. It is a ritual. Listen and recieve...”.

Tracklista:

01. Infernal Flame of Destruction         
02. Evocation of the End         
03. Open the Gates of Damnation         
04. Claws of Death         
05. Storm of the Reaper         
06. Envoy of Lucifer         
07. Evil Is Eternal         
08. Raging Flames         
09. Belial's Prey         
10. No More Life

Wydawca: Regain Records (2007)

Ocena szkolna: 4
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły