Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Recenzje :

Meridian - Metallurgy

Meridian, Martin Andersen, heavy metal, Metallurgy, Mads Bahl

Meridian to duńska formacja powstała w 2005 roku. Przed wydaniem swojego debiutanckiego albumu wypuścili dwie demówki. Płyta „Metallurgy” ukazała się w październiku choć ten sam materiał pojawił się już w lipcu jako demo. Sam proces nagrywania trwał dwa lata i w jego trakcie w zespole zmienił się gitarzysta. Tak więc Martin Andersen występuje w połowie kawałków, a za drugą połowę odpowiedzialny jest poprzedni wioślarz Mads Bahl. Końcowe dzieło to solidny, bo prawie pięćdziesięciopięciominutowy kawał klasycznego heavy metalu i chociaż logo i okładka raczej są niezbyt zachęcające to zabieram się do sprawdzania jakości tej produkcji.

Zaczyna się groźnie brzmiącym wstępem „Introminator”, choć właściwie nie jest to jakieś intro tylko krótki utwór instrumentalny z normalnym gitarowym graniem. Od początku jest ostro i metalowo. Melodyjny riff zwiastuje płynne przejście do drugiego „Between Love And Hate”. Charakterystyka tego kawałka właściwie odpowiada wszystkim następnym, ponieważ Meridian wydał płytę spójną, równą i na jednym poziomie pod każdym względem. Gdybym miał umieścić „Metallurgy” na takiej heavymetalowej osi to znalazłaby się trochę bardziej po stronie płyt nakierowanych na power metal niż tych idących w agresywny thrash, lecz mimo to nie ma wątpliwości, że jest to czysty heavy metal i co najważniejsze właśnie taki jaki powinien być. A heavy metal powinien być jak sama nawa wskazuje ciężki i z pazurem, oparty na drapieżnych gitarowych riffach, wyciąganych solówkach i galopującej perkusji i z melodyjnymi refrenami. Tak właśnie gra Meridian i to na szczęście przez cały czas. Słuchając tej płyty po raz pierwszy obawiałem się, że w dalszej jej części zostanę stłamszony jakąś balladą, że się rozmyją, rozmamłają i nie utrzymają poziomu do końca. Nic takiego jednak się nie stało. Wszystkie kawałki są konkretne i choć jedne mają bardziej przebojowe refreny, a inne mniej to w żadnym nie brakuje porządnego grania, solówek i po prostu rock and rolla. 100% metalu w metalu.

Na początku bałem się też, że będzie za słodko jeżeli chodzi o wokal. Szczególnie właśnie ten „Between Love And Hate”, czy też na przykład „Only The Strong” mają taki trochę lukrowany posmak. Okazuje się jednak, że głos jest zmienny i w przeważającej części jest to melodyjny śpiew, przechodzący nawet w takie bardziej krzykliwe partie. Te delikatniejsze momenty skłoniły mnie do wcześniejszego odniesienia w kierunku power metalu, ale tu absolutnie nie ma obawy. Wokalista nie psuje tego albumu, a wręcz odwrotnie, w końcowym rozrachunku wychodzi na plus.  

Jest na tej płycie kilka takich wręcz hitów, które powodują chęć ponownego jej puszczania. Najbardziej polubiłem chyba „The Machine” choć jak już wspominałem płyta jest wyrównana. Dla mnie bardzo fajna pozycja. Polecam.

Tracklista:

01. Introminator
02. Between Love and Hate
03. Narrowmind
04. Human Price
05. Frozen in Time
06. The Machine
07. Red Horizon
08. Seeking Immortal Life
09. Only the Strong
10. My Enemy

Wydawca: Mighty Music (2013)

Ocena szkolna: 5

Komentarze
lord_setherial : No już bez przesady. :D
Yngwie : poza tym zbyt duńskie ;-)
lord_setherial : Zbyt dużo naleciałości emo jak dla mnie. Gdyby nie to nawet by mi się p...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły