Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Martwa Aura - Morbus Animus

Morbus Animus, Martwa Aura, Under The Sign Of Garazel Productions, black metal

Pięć lat po debiucie, ze swoją drugą płytą „Morbus Animus” nadchodzi Martwa Aura, ponownie w Under The Sign Of Garazel Productions. Jako że ukazujące się w tym czasie mniejsze wydawnictwa rozbudziły spore apetyty, dla wielu jest to mocno wypatrywany tegoroczny materiał, a co za tym idzie, oczekiwania w stosunku do niego są wygórowane. Kto jednak już zanurzy się w tej depresyjnej martwocie szybko poczuje, że było na co czekać i nietrudno tu o nabawienie się tytułowej choroby serca.

A serce czernieje i przestaje bić z każdą sekundą. „Morbus Animus” jest jak zawał, który atakuje obrzydliwie, lecz radośnie, jak ten dmący w trąbę cherubin z pierwszego wersu „Morbus Animus I”. „Oto „Wybiła godzina upadku człowieka” i nic już nie jest w stanie powstrzymać tej jątrzącej się w organizmie zarazy, która rozlewa się wewnątrz gnijącego korpusu wraz z rzężącym jazgotem świdrujących gitar i złowrogą mantrą nienawistnych wokali. A po zmrożeniu serca zanieczyszcza inne organy przelewając się niczym wylew krwi do mózgu i wprowadzając drętwą tępotę myśli i poczynań. Odtąd będziemy trwać zamknięci w beznamiętnej bryle czerni i szarości, aby bez ruchu i oznak życia, kontemplować nieświętą wojnę jaka toczy się w naszym oderwanym od rzeczywistości wnętrzu: „Pędzę na oślep ku krainie szarości. Tam czekają mnie pociechy marne, gorąco jednak wyczekiwane”.

To już drugi „Morbus Animus III”. Utwór zaczyna się właśnie tym ślepym pędem, ale dość szybko przechodzi w duszny i mozolny marsz, aby zaraz znów wyrwać się z odmętów i przejść w pełną grozy nawałnicę. Martwa Aura bardzo często zmienia prędkości i natężenia, powodując chaos myśli i gmatwaninę nastrojów. Próżne byłoby więc wyszukiwanie schematów lub oznaczanie powrotnych ścieżek. Muzyka prze nas nieuchronnie w dół i marne są szansę na wydostanie się drogą, którą się przyszło.

A gdy omota nas już zupełne otumanienie i ostatecznie poddamy się temu potwornemu nurtowi, który nas zżera, wtedy okaże się, że naprawdę osiągnęliśmy oczekiwany błogostan. Katastrofizm płynący z rozjeżdżających się riffów zacznie nasiąkać błogością, a owa nikczemna siła, która zabiła nasze ciało, okaże się sprzymierzeńcem duszy: „Dla świata święta zagłada”. O tak. To jest właśnie to czego pragnę. Zostałem całkowicie wchłonięty. Teraz to ja chcę wejść w czyjeś serce, zniszczyć je i opanować. Chcę być częścią tego zła i rozlewać się po świecie.

„Gaśnie ostatnia gwiazda”, a ja jestem już zupełnie opętany. Z zaciśniętymi zębami macham szaleńczo głową w rytm wirującego we mnie black metalu i wykrzywiam pysk w wokalnych spazmach. Nie ma we mnie uczuć, nie ma we mnie człowieka, a tylko „reguła bez formy i porządku”. Nadzieja wlana w martwe serce już nigdy nie umrze, nawet gdy okazuje się, że „Boska ręka jest jednak zimna, a oblicze nieme i przerażające…”

Tracklista:

1. Morbus Animus I
2. Morbus Animus III
3. Ślepowidzenie
4. Święta Zagłada
5. Ostatnia Gwiazda

Wydawca: Under The Sign Of Garazel Productions (2020)

Ocena szkolna: 5

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły