Wracać wciąż do domu Le Guin
Castle Party 2020
Recenzje :

King Diamond - The Eye

King Diamond, The Eye, Andy LaRocque, heavy metal

„The main part of the stories told on this album is unfortunately true, and took place during the french inquisition, 1450-1670”. A wszystko to widział naszyjnik z zaklętym okiem spalonej na stosie wiedźmy. Narkotyczne obrzędy za ścianami klasztoru, ukrzyżowanie noworodka, zbrodnie popełniane przez szalonego ojca Picard i karę wymierzoną na niewinnej zakonnicy. Wszystko to można też przeżyć samemu delektując się piątym albumem King Diamond „The Eye”. „If you look at The Eye, it will take you back in time.”

Historia jest oczywiście dopracowana w szczegółach nie tylko pod względem tekstu. Cała oprawa to jeden wielki teatr grozy prowadzony przez tego piewcę ciemności, który opowiada ją w sposób bardzo barwny i adekwatny do sytuacji. Potrafi śpiewać normalnym głosem, potrafi prowadzić fabułę mroczną deklamacją, potrafi też zluzować napięcie i wprowadzić nieco spokoju, ale przede wszystkim urzeka swoimi wzniosłymi i sięgającymi niebywałych rejestrów falsetami, które przeszywają klasztorne ciemności niczym jakaś niesamowicie rażąca poświata: „The curse of The Eye, it will take you back in time.” Oskarżenie i skazanie wiedźmy w „The Trial (Chambre Ardente)” jest jak w filmie. Aż ciarki przechodzą i można się poczuć jak na procesie. Zupełnie inną wymowę ma moment kiedy bawiące się dziewczynki znajdują naszyjnik w stosie popiołu. Tu oddana jest beztroska, a lekkość i wręcz banalność muzyczna idzie w parze z niezdawaniem sobie sprawy z ważności wydarzenia i zdolności znalezionego artefaktu, w co dobrze wpisuje się też, zawarty w tym numerze ("Two Little Girls"), element grozy.

Przytoczone wcześniej cytaty pochodzą z ostatniego „The Curse”, który jest znakomitym kawałkiem z bardzo rozbudowaną i wpadającą w ucho warstwą wokalną, ale takich momentów na płycie jest znacznie więcej. Oprócz skupieniu się na przekazie treści autorowi udało się stworzyć bardzo chwytliwe i przebojowe piosenki. Według mnie największym hiciorem jest „Burn” ze swoim świetnym refrenem: „Burn in the night, You’re the devil’s child...” Drugi taki moment to „Behind This Walls, a także „1642 Imprisonment”.

Na nic jednak to wszystko by się zdało, gdyby nie było poparte dobrą muzyką. Na szczęście o też nie musimy się martwić. O to zatroszczył się dostatecznie Andy LaRocque. Praktycznie każdy utwór to gitarowy majstersztyk ukoronowany znakomitą solówką. Muzyka współtworzy akcję, kreuje obrazy i w swoich momentach wystrzeliwuje własną melodią i umiejętnościami. W instrumentalnym „Insanity” bez słów wyraża szaleństwo nawiedzonego kleryka, który ze swojego kościoła uczynił dziką, okrutną i spazmatyczną orgię. I to w większości akustycznie. Dużą rolę odgrywają też klawisze, które nadają klimatu, uchwycają atmosferę i wzbogacają tło opowieści.

I tak wszystko się domyka, zazębia i dopełnia. Każdy element został dopracowany i każdy składa się na dzieło ponadczasowe. Z wielości doskonałych dokonań króla heavy metalowego horroru ciężko wybrać to najlepsze. Ja w ogóle nie podejmuję się tego zadania, ale wiem, że wiele osób wskazałoby „The Eye” - niewątpliwie jedną z najlepszych płyt Kinga.

Tracklista:

01. Eye Of The Witch
02. The Trial (Chambre Ardente)
03. Burn
04. Two Little Girls
05. Into The Convent
06. Father Picard
07. Behind These Walls
08. The Meetings
09. Insanity
10. 1642 Imprisonment
11. The Curse

Wydawca: Roadrunner Records (1990)

Ocena szkolna: 5+

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły