Paradoks
Ohlsson
Recenzje :

King Diamond - House Of God

Przed wydaniem tego krążka było bardzo głośno. Poruszał on bowiem bardzo kontrowersyjny temat bezpośrednio dotykający religii, historia zakrawała wręcz na obrazoburczą, a King zarzekał się, że powstaje właśnie najcięższy krążek formacji. Na dobrą sprawę tylko pierwsza część tego stwierdzenia jest prawdziwa. Swoim ciężarem album raczej nie przewyższa poprzedniczek, ale historia odśpiewana przez Kinga rzeczywiście jest najbardziej kontrowersyjna ze wszystkich dotychczasowych.
Całe szczęście, że wraz z dobrymi lirykami idzie także dobra muzyka. Po krótkim i mrocznym intro dostajemy pomiędzy oczy riffem żywcem wyjętym z "Children Of The Grave" Black Sabbath - tak oto rozpoczyna się "The Trees Have Eyes" - chyba najbardziej przebojowy numer na płycie. Jak się okazuje świetnie opisuje zawartość tego wydawnictwa. Muzyka jest dynamiczna, zagrana z werwą i pasją, pojawia się w niej zarówno nuta przebojowości jak i patosu.

"House Of God" różni się bardzo od swojej poprzedniczki "Voodoo" - jest mniej techniczny, bardziej bezpośredni, bardziej chwytliwy, ale bardzo przemyślany. Śledząc liryki musze powiedzieć, że King po raz wtóry świetnie intonuje i dostosowuje się do śpiewanej frazy. Odniosłem także wrażenie, że na tym krążku o wiele lepiej operuje w wysokich rejestrach aniżeli było to na trzech ostatnich płytach. Pod tym względem nasuwają się skojarzenia z pierwszymi płytami zespołu.

Moim jedynym zarzutem jest trochę płaskie brzmienie - zarówno gitary jak i werbel są bez pogłosu, do tego gitary brzmią bardzo nowocześnie ale niestety mało organicznie. Ważne jest jednak to, że powstał kolejny dobry album - może nie jest już to poziom "Them" czy "Abigail", ale zespół wciąż trzyma fason.

Wydawca: Massacre Records (2000)
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły