Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Relacje :

Amorphis, Varmia - U Bazyla, Poznań (21.08.2017)

Amorphis, Under The Red  Cloud, U Bazyla, Varmia, Obsidian Mantra

Minął niewiele ponad rok od ostatniej wizyty Finów w Polsce, kiedy Amorphis zdecydowało się ponownie odwiedzić nasz kraj. Będąc (kiedyś) dużym fanem zespołu, byłem wielokrotnie na ich koncertach w wielu krajach, w tym w ich rodzimym, ale jakoś nigdy nie udało mi się dotrzeć na ich koncert w Polsce. Kiedy jednak okazało się, że kapela zagra na moim fyrtlu zdecydowalem, że nie wypadałoby nie dotrzeć.

Moją ciekawość dodatkowo wzbudził fakt, że dotychczas oglądałem ich raczej na dużych scenach festiwalowych. Ciekawy byłem jak Amorphis wypadnie w nowym Bazylu, gdzie także jeszcze nie byłem na żadnym koncercie.

Gwiazdę wieczoru wspierać miały planowo: “Obsidian Mantra” oraz “Varmia”, ale z powodu choroby jednego z muzyków zagrał tylko drugi zespół.

W nowej siedzibie klubu “U Bazyla” byłem dotychczas tylko raz na before party przed wspaniałym koncertem Laibach. Klub spodobał mi się od razu. Zachował coś z klimatu swoich poprzedników, piwo dobre, tradycyjnie ogródek i scena - za to o wiele lepsza. Dotychczas sala koncertowa była wąska, co ciężkie było zarówno dla zespołu jak i widowni - zwłaszcza tej z tyłu. Tutaj miejsca jest sporo, backstage jak przystało koło sceny, plus spora dziupla dla nagłaśniających. Dodatkowo nie trzeba opuszczać sali, by udać się do baru.

Ponieważ niefortunnie koncert odbywał się w środku tygodnia i trzeba było wracać autem, przyszło mi tym razem obejść się bez złocistego trunku i powędrowałem prosto pod scenę. Tu miłe zaskoczenie, bo pomimo, że sala “U Bazyla” jest teraz sporo większa, zapełniona była całkowicie mimo poniedziałku, kiepskiej pogody i niszowego jednak jak na dzisiejsze czasy zespołu. Nie sądzę, by ten tłum pomieścił się w poprzednim klubie. Sporo młodych, nowych twarzy. Ponieważ jednak mnie interesowały bardziej te stare, to poszedłem porozglądać sie za znajomymi na ogródek i obejrzeć merchandising. Towaru było sporo, ceny przystępne, jednak koszulki, która wpadła mi w oko nie znalazłem, a płyty mam wszystkie.

Wkrótce zaczęły rozbrzmiewać charakterystyczne dźwięki gitary i klawiszy, więc pospieszyłem co sił pod scenę. Światła pogasły, a z backstage zaczęły wydobywać się znajome postacie. Ponieważ trasa koncertowa, która objęła Poznań i Gdynię promuje najnowszą płytę zespołu, utwory z “Under The Red Cloud” oczywiście przeważały. Koncert rozpoczął się tytułowym utworem, następnie z tej samej płyty zagrano również “Sacrifice”. Potem muzycy rozkręcili magiczny młynek “Sampo” ze “Skyforger” oraz “Silver Bride” z tej samej płyty. Po krótkich pozdrowieniach dla przybyłych zrobiło się nieco energiczniej. Zespół zagrał “Hopeless Days” z płyty “Circle”, następnie “Bad Blood” z “Under The Red Cloud”, a pierwszą część koncertu zakończył “The Smoke” z “Eclipse”.

Następnie zespół udał się na krótką przerwę technologiczną, a fani podzielili się na skandujących “Amorphis” oraz tych, którzy udali się do wodopoju. W międzyczasie z głośników zaczęły wydobywać się dźwięki intra do “Tales from the Thousand Lakes”, co zapowiadało coś dla starszych fanów zespołu i “Kalevali”. Tak się też stało. Na pierwszy rzut poszło “Into Hiding” i “Drowned Maid” z “Tales from the Thousand Lakes” właśnie. Potem “My Kantale” w wersji długiej z mojej ulubionej płyty “Elegy”, a koncert zakończyć miał “The Four Wise Ones” z ostatniej płyty. Oczywiście nie obyło się bez bisów. Na pierwszy rzut poszedł “Death Of A King” z najnowszej płyty, a potem “House Of Sleep” z “Eclipse”. Po kolejnym naleganiu fanów na sam koniec poleciał “Black Winter Day” ponownie z “Tales..”. Cóż - “Winter is coming”…

Koncert należy ocenić jako bardzo udany. Nagłośnienie dało radę, problemy były raczej klasyczne - za głośna perkusja i niewyraźny wokal zwłaszcza w bardziej energicznych utworach. Publika bawiła się chyba dobrze. Pod sceną jacyś ładnie podstrzyżeni młodzi chłopcy nawet ślicznie podskakiwali, jak na łudskoku i była to zapewne zasługa Tomiego na wokalu, który daje radę rozkręcić imprezę i przyciągnąć nowych fanów. Ma swój styl i nawet oryginalny mikrofon z gazrurki. Mnie jednak nigdy do siebie nie przekonał. Za najlepszy okres zespołu zawsze uważałem czasy Pasi Koskinena (oraz wcześniejsze). Mniej więcej po “Am Universum” i kolejnych słabszych albumach przestałem dokładnie śledzić losy zespołu, chociaż z każdej płyty coś tam wpadało mi w ucho. Po koncercie w “Bazylu” obiecałem sobie jednak przesłuchać porządnie "Under The Red Cloud".

Komentarze
Yngwie : Kwestia, w jakim terminie chcesz przyjechać? Akurat to napisałem Ci...
Devon : Kwestia, w jakim terminie chcesz przyjechać?
Yngwie : Hmmm, chyba najlepsze miejsce, gdzie mógłbym się umówić z Devon...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły