Dodano: 2009-12-29 14:02
Zgadzam się w 100% z przedmówcą, rutyna zabija, niestety, ale miłość /ta prawdziwa/ zawsze daje siłę do tego żeby nad nią pracować.
Nie mogę się niestety zgodzić z stwierdzeniami, które wcześniej padły, a konkretnie z tym że jeśli umiera człowiek to uczucie ginie razem z nim. Jeśli miłość była prawdziwa to zawsze pozostaje. Nie chodzi oczywiście o to żeby katować się samotnością, bólem po stracie itd... ale zawsze są wspomnienia, coś do czego się wraca, minimalna więź, odczucie że ten drugi człowiek gdzieś istnieje, nie fizycznie, może w sercu, może w pamięci... ale zawsze - jeśli miłość była prawdziwa, co nie przeszkadza dalej żyć. Zrozumiałe jest to że są ludzie którzy nie potrafią poradzić sobie z taką sytuacją i lepiej dla nich było by zapomnieć, ja jednak uważam uważam że trzeba chcieć pamiętać /te najlepsze chwile chociażby/ bo to dodaje siły i powoduje że przestajemy czuć się samotni.
Dodano: 2009-12-29 17:23
| janciovodnik napisał(a): |
| Będąc w szcześliwym związku tym bardziej trzeba "coś" robić. Z mojego punktu widzenia jako mężczyzny wiem, że należy zabiegać o partnerkę, zaskakiwać ją, uwodzić etc. etc. Pomimo, że poznaje się drugą osobę coraz lepiej pewne nieoczekiwane sytuacje wnoszą piękno do związku.
Przzywczajenie zabija nawet najpiękniejsze uczucie. |
Więcej panów z takim podejściem! Bez w/w związek prędzej czy później się rozleci - spowszednieje, stanie się przyzwyczajeniem lub byciem z kimś z powodu braku kogoś lepszego. Sporo facetów uważa, że wystarczy "wyrwać", a następnie dać znaleziony naprędce prezent na urodziny i to wystarczy, by związek mógł przetrwać.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2009-12-29 19:54
A'propos tylko tego co pisałem wcześniej - informacja zamieszczona w nawiasie nie była potwierdzeniem postawy, gdzie uznaje się, że wystarczy pragnienie idealnej miłości, ale odnosiła się do postawy przeciwnej tej, którą i ja popieram.
Styl tamtego zdania mógł być zwodzący, stąd wyjaśnienia.
Do SalomonKaina - wydaje mi się, że mimo pielęgnowania uczucia do jakiejś osoby po jej stracie (śmierci), to ta miłość nie może być już pełna, brakuje właściwie najważniejszej komponenty - tego drugiego, kochanego i kochającego człowieka. Taka miłość nie może ocierać się o "miłość idealną". Rzeczona sytuacja implikuje tragizm - zapomnienie ukochanego partnera (partnerki) daje pozorne ukojenie, zasłonięcie cierpienia, a nie jego usunięcie. Podtrzymywanie pamięci o ukochanej osobie (zmarłej) jest z kolei wydaniem się na rażącą radykalność bolesnej otchłani, jest bezustanną niemożliwością zapełnienia luki, jest de facto miłością do ukochanej pustki, otchłani (która mogła powstać tylko po ukochanej osobie).
Uważam, że piękno takiej miłości leży w jej tragizmie, ale kochająca "postać tragiczna" raczej tego piękna nie dostrzega. Piękno "prawdziwej miłości" zaś jest przeżywane przez obojga żyjących kochanków i w tym sensie piękne, bo "całkowite" i w tym sensie, wydaje mi się, dana miłość jest "idealna", "prawdziwa".
Co cię nie zabije, to cię wkurwi
Dodano: 2009-12-29 20:41
Do Durante: chodziło mi o to, że po prawdziwej miłości nawet po starcie osoby do której żywimy to uczucie zawsze zostaje coś dobrego, coś do czego można się uśmiechnąć patrząc w chmury i powiedzieć sobie było naprawdę pięknie...
Dodano: 2009-12-29 21:05
| Durante napisał(a): |
|
Piękno "prawdziwej miłości" zaś jest przeżywane przez obojga żyjących kochanków i w tym sensie piękne, bo "całkowite" i w tym sensie, wydaje mi się, dana miłość jest "idealna", "prawdziwa". |
Cóż, ostatnio coraz rzadziej słyszę o takiej miłości i coraz rzadziej ją jestem w stanie zobaczyć.
Po prostu rzadko.
A szkoda.
Dot miłości do osoby straconej - hmm, z czasem ta miłość się zmienia. Niekiedy ludzie nawet nie są świadomi tego, że ich ukochany/a nie żyje.
Dodano: 2009-12-30 14:57 Zmieniono: 2009-12-30 14:57
Ciężko jest znaleźć osobę o choćby zbliżonym wyobrażeniu miłości, może stąd prawdziwe, głębokie uczucie tak często ulega deprecjacji. Nasze czasy są wielkie. Tylko ludzie trochę mali.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2009-12-30 17:56
Szukajcie a znajdziecie... Być moze wyświechtane ale jakże prawdziwie.
A czasy... Myslę, ze nie sa wielkie... raczej upadek wszelakich wart uwagi wartości następuje. Niestety... A ludzie poddani komercjalizacji własnego zycia nie zauważają "rzeczy", które tak naprawdę są ważne.
Dodano: 2009-12-30 18:40
Ja uważam że samotność jest czymś fajnym zwłaszcza jak jest się w związku a jak jesteś sam to chcesz mieć kogoś bliskiego taki się tworzy zamknięty krąg..
Dodano: 2009-12-30 19:09
| janciovodnik napisał(a): |
| Szukajcie a znajdziecie... Być moze wyświechtane ale jakże prawdziwie.
A czasy... Myslę, ze nie sa wielkie... raczej upadek wszelakich wart uwagi wartości następuje. Niestety... A ludzie poddani komercjalizacji własnego zycia nie zauważają "rzeczy", które tak naprawdę są ważne. |
Z tymi wielkimi czasami to buła ironia. To parafraza słów Różewicza : "Czasy są niby duże, ale ludzie trochę mali". XXI wiek w zamyśle ludzi miał być wielki, miał być przełomem, po raz kolejny miał być koniec świata, ktoś miał wynaleźć lekarstwo na AIDS, ktoś miał sprawić, że nie będzie głodu na świecie. Oczekiwania przerosły rzeczywistość. Założenia były piękne, wyszło jak zawsze. Ludzie nie zmienili się na tyle, by zaprzestać wojen itp. Właściwie nie zmieniło się wiele. Tylko technika poszła do przodu.
Co do szukania - to pojęcie jest chyba zbyt ogólne dla wyczekiwania na partnera. To chyba jednak nie polega na tym, by jeździć tramwajami wszystkich linii, bo tam można spotkać mnóstwo potencjalnych partnerów. A z tym mniej więcej owo "szukanie" mi się kojarzy.
Koślawka-też miałam z kim chodzić na imprezy, miałam przyjaciółkę. Ludzie się zmieniają, odchodzą. Nikt nie da ci gwarancji, że będą zawsze, bo to wielce wątpliwe.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2009-12-31 10:38 Zmieniono: 2009-12-31 10:38
| Wampgirl napisał(a): |
| Co do szukania - to pojęcie jest chyba zbyt ogólne dla wyczekiwania na partnera. To chyba jednak nie polega na tym, by jeździć tramwajami wszystkich linii, bo tam można spotkać mnóstwo potencjalnych partnerów. A z tym mniej więcej owo "szukanie" mi się kojarzy. |
Chodziło mi o to, że siedzenie w domu i marudzenie, że "nikt mnie nie chce... nikt sie mną nie interesuje" itd. nie pomoże w byciu z kimkolwiek. Ażeby być z człowiekiem należy wyjść do ludzi... Ot co :)
A szukanie postrzegam także jako analizę kontaktów, osób i wybieranie tych, którzy nam odpowiadają... a nuż trzaśnie w główkę
Dodano: 2009-12-31 11:16
Hmmmm.
Ja tam wychodzę z założenia, że co ma się stać - stanie się prędzej czy później.
Najważniejsze osoby dla mnie obecnie to właśnie te, które były mi obojętne.
Samotność też potrafi być pożyteczna. Jest czas na refleksje i przemyślenia.
Pożyteczna, choć nie zawsze szczęśliwa.
Dodano: 2009-12-31 12:35
| janciovodnik napisał(a): |
| [quote:cbb07037c7="Wampgirl"]Co do szukania - to pojęcie jest chyba zbyt ogólne dla wyczekiwania na partnera. To chyba jednak nie polega na tym, by jeździć tramwajami wszystkich linii, bo tam można spotkać mnóstwo potencjalnych partnerów. A z tym mniej więcej owo "szukanie" mi się kojarzy. |
Chodziło mi o to, że siedzenie w domu i marudzenie, że "nikt mnie nie chce... nikt sie mną nie interesuje" itd. nie pomoże w byciu z kimkolwiek. Ażeby być z człowiekiem należy wyjść do ludzi... Ot co :)
A szukanie postrzegam także jako analizę kontaktów, osób i wybieranie tych, którzy nam odpowiadają... a nuż trzaśnie w główkę
[/quote:cbb07037c7]
Teoretycznie, jednak w praktyce wygląda to tak, że jak się właśnie szuka, to jak na złość się nie znajduje.
Chyba, że ja jestem jakaś inna, bo u mnie wszystko dzieje się niespodziewanie i jakby przez przypadek...
No ale jak już "trzaśnie" w tą główkę, to potem się stwierdza, że warto było czekać
Dodano: 2009-12-31 13:26
szukanie to strata czasu i nerwów.
Lepiej ten czas przeznaczyć na coś, co będzie tego warte.
Dodano: 2009-12-31 15:59 Zmieniono: 2009-12-31 16:10
Ja także trafiałam na przypadki, decydowała spontaniczność. W moim przypadku jest tak jak wspominała Sphinxia - nie jako efekt celowych działań, czy "szukania", ale jakoś tak przypadkiem. A poza tym właściwie człowiek kiedy jest poza związkiem, to najczęściej czeka na nowego partnera/ szuka. Oczywiście nie mówię o tych momentach, kiedy trzeba odpocząć, wyciszyć się, przeanalizować sytuację. Nie jest to regułą, bo niektórzy lubią być singlami przez jakiś czas.
Jestem świeżo upieczoną "rozwódką" (nie rozpaczam) i nie dążę na razie jakoś specjalnie do tego, by zostać "wyrwaną". Nie wpieprzam się na siłę na imprezy, nie włóczę się po knajpach, aczkolwiek podejście do nowego związku mam pozytywne, więc jeśli trafi się okazja, to myślę, że z niej skorzystam. (brzmi to bardzo przedmiotowo, ale dystansując się emocjonalnie od opisywanego problemu, łatwiej to wyjaśnić). To jakby bierne szukanie. Niezbyt wierzę w przeznaczenie, raczej w przypadek. Może mnie coś ominie. Ale "co z oczu, to z serca". Może jeszcze nie dorosłam zupełnie do wszelkich konsekwencji i zobowiązań, jakie niesie miłość. Poczekam, stabilizując się wewnętrznie i przygotowując się mentalnie do obowiązków jakie niesie ze sobą związek. Nie chcę już bawić się w półśrodki, mam nadzieję, na 100% i głęboki związek, który będzie inny niż wszystkie dotychczasowe.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2010-01-01 04:59
Samotność towarzyszy mi blisko od roku. Nie wiem może za wiele wymagam, a może ze mną coś nie tak. Zostałem zdradzony źle to zniosłem byliśmy razem trzy lata myśli o ślubie były co raz bliższe. Dziś cieszę się, że wyszło na jaw co było skrywane. Obserwując zadaje sobie tylko pytanie czy istnieje kobieta pragnąca stworzenia stałego związku opartego na miłości, zrozumieniu i poszanowaniu przez całe życie, a nie przez chwilę? Tracę powoli nadzieje, lecz jednak wierzę, że w końcu poznam tą z którą poznam to co najpiękniejsze. Gdzie wzajemnie będziemy się obdarować prawdziwą miłością.
Dodano: 2010-01-01 19:50
Jestem osobą samotną od jakichś 3 lat i początkowo faktycznie było ciężko, ale potem gdy się człowiek nad tym zastanowił i to przeanalizował to doszedł do wniosku że to wcale nie jest złe.
Szczerze powiedziawszy obecnie znacznie bardziej przerażają mnie konsekwencje związania się z kimś - gdy przywykniesz do samotności i nauczysz się stać emocjonalnie na własnych nogach bez pomocy innego człowieka, gdy zrozumiesz jak dużą dawkę wolności - bolesnej lecz jednak wolności - samotność Ci daje, wówczas jesteś w stanie zrobić niemal wszystko a co najważniejsze... możesz mknąć przez życie jak zwolniona z cięciwy strzała nie ściągając cierpienia na innych. Konsekwencje twojego postępowania spływają tylko na ciebie a nie na bliską osobę i to jest dla mnie największą zaletą tego stanu.
Moim zdaniem jeśli ktoś chce na siłę szukać tej drugiej osoby powinien zadać sobie pytanie:
"Czy naprawdę chcę krzywdzić innych tylko dlatego że boję się zostać sam ze sobą"?
Dodano: 2010-01-02 16:07
Kiedyś słyszałem taką mądrą sentencje : " Nie szukaj miłości na siłę. To ona sama Cię znajdzie"
Ja osobiście stosuje się do tej zasady. Niestety bez widocznych rezultatów, ale cierpliwość jest cnotą 
Trzy są rycerza przymioty święte: czystość w miłości i prawdzie; cześć rycerska moc uczynku rodząca; sprawność oręża, ku obronie słabych i przestrodze niesprawiedliwych
Dodano: 2010-01-02 20:08 Zmieniono: 2010-01-02 20:10
Aligator, pięknie powiedziane. Czasami będąc samemu jest się altruistą w porównaniu z tym, jak można nieświadomie wykorzystywać i krzywdzić drugą osobę przez swój wrodzony egoizm / nieumiejętność życia z drugim człowiekiem / brak empatii.
"I lived the life of a drifter waiting for the day/ When I'd take your hand and sing you songs/ And may be you would say/ Come lay with me and love me/ And I would surely stay." "A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebi
Dodano: 2010-01-02 20:49
Wszystko zależy od tego czy ktoś jest samotnikiem czy odludkiem. Dla mnie jest to spora różnica, gdyż sam za samotnika się nie uważam. Samotnik to ktoś kto jest samotny przez okreslony czas, a gdy już spotka tego "kogoś" jego samotnicza droga dobiega końca. Samotnik nie wybiera samotności bo ją lubi. Nawet gdy mu się wydaje że "dla innych tak będzie lepiej", to i tak całe zycie szuka tej/tego 1/milnion. Odludek zaś, to osoba która wśród ludzi żyć nie chce. Na siłę szuka samotności, bo w niej czuje się najlepiej. Samotnicy mają, znajomych, przyjaciół nawet, a spędzenie kilkudziesiąciu godziń, czy czasem nawet dni wśród ludzi nie męczy ich.
Ja na ten przykład nie lubię być wśród ludzi. Ludzie mnie męczą. Nie mam kolegów z którymi utrzymywałbym kontakt dla tego że ich lubię. Nie mam prawdziwego przyjaciela. 2dni weekendu z rodzicami mnie męczy potwornie. Mimo że sobie nie przeszkadzamy, wręcz ich kocham i szanuję, ale jak nie pobędę 15-20h dziennie sam to czuję się jakoś nieswojo. To może się wam wydawać dziwne, ale mi z tym dobrze.
Raz, krótki czas kochałem na prawdę i myślałem że na zawsze, ale okazało się że kochałem bez wzajemności.
Jestem jeszcze bardzo młody, ale raczej już się nie zmienie, bo długo żyć nie chcę, a w obecniej skórce jest mi dobrze
Puste kieszenie, i torba pełna snów...
Dodano: 2010-01-02 21:35
samotmość jest super to coś dla mnie
Życie jest wyjątkową grą RPG - żyjesz żeby się rozwijać i przetrwać!
Dodano: 2010-01-02 23:46
| Typhon napisał(a): |
| Wszystko zależy od tego czy ktoś jest samotnikiem czy odludkiem. Dla mnie jest to spora różnica, gdyż sam za samotnika się nie uważam. Samotnik to ktoś kto jest samotny przez okreslony czas, a gdy już spotka tego "kogoś" jego samotnicza droga dobiega końca. Samotnik nie wybiera samotności bo ją lubi. Nawet gdy mu się wydaje że "dla innych tak będzie lepiej", to i tak całe zycie szuka tej/tego 1/milnion. Odludek zaś, to osoba która wśród ludzi żyć nie chce. Na siłę szuka samotności, bo w niej czuje się najlepiej. Samotnicy mają, znajomych, przyjaciół nawet, a spędzenie kilkudziesiąciu godziń, czy czasem nawet dni wśród ludzi nie męczy ich.
Ja na ten przykład nie lubię być wśród ludzi. Ludzie mnie męczą. Nie mam kolegów z którymi utrzymywałbym kontakt dla tego że ich lubię. Nie mam prawdziwego przyjaciela. 2dni weekendu z rodzicami mnie męczy potwornie. Mimo że sobie nie przeszkadzamy, wręcz ich kocham i szanuję, ale jak nie pobędę 15-20h dziennie sam to czuję się jakoś nieswojo. To może się wam wydawać dziwne, ale mi z tym dobrze. Raz, krótki czas kochałem na prawdę i myślałem że na zawsze, ale okazało się że kochałem bez wzajemności. Jestem jeszcze bardzo młody, ale raczej już się nie zmienie, bo długo żyć nie chcę, a w obecniej skórce jest mi dobrze |
Skoroś taki młody to nie generalizuj, bo ludzie samotni nie składają się tylko na dwie grupy...
Prawdopodobnie Ty sam nie dowiesz się jaki jesteś naprawdę dopóki nie zwiążesz się z kimś. Wtedy bowiem wychodzi prawdziwe szydło z worka
A jeśli chodzi o zmiany, to wiesz mi, że zmienisz się i to nie raz! Ja też jeszcze kilka lat temu byłam zupełnie kimś innym
Wierz mi, że z wiekiem zmienia się punkt widzenia
Dodano: 2010-01-02 23:50
Dokładnie sphinxia...:) zobaczymy co za parę lat,co niektórzy powiedzą o tej super samotności ^)^
Kochaj bliskich twemu sercu,tak szybko odchodzą...
Dodano: 2010-01-02 23:54
| HardKill napisał(a): |
| Dokładnie sphinxia...:) zobaczymy co za parę lat,co niektórzy powiedzą o tej super samotności ^)^ |
dokładnie :) ja już zresztą się w tym temacie wypowiedziałem :)
Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego ...
Dodano: 2010-01-03 00:02
| HardKill napisał(a): |
Dokładnie sphinxia...:) zobaczymy co za parę lat,co niektórzy powiedzą o tej super samotności ^)^
|
Supersamotność dla młodych...
Ale My przecież Hardkillu starzy nie jesteśmy? :-D