Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Recenzje :

Phantasmagory - Anamorphosis Of Dreams

Po wydaniu debiutanckiego albumu "Odd Sounds" dla Phantasmagory nastały złe czasy. Z zespołu odeszli wokalista Sergiej Pogrebnow, basista Borys Baklicki i klawiszowiec Waleryj Klimets. Tylko dzięki determinacji pozostałych członków - gitarzysty Edwarda Miroszniczenki i perkusisty Waleryja Worobiowa - udało się znaleźć zastępstwo dla instrumentalistów w postaci Władymira Kornienko na basie i niejakiego "Yurodivego" (urodziwego?) przy klawiszach. Poszukiwania wokalisty jednak się przeciągały, a w ostateczności do zespołu powrócił Pogrebnow. W takim składzie zespół przystąpił do nagrania następcy "dziwnych dźwięków".
"Anamorphosis Of Dreams", bo o nim mowa, różni się znacząco od poprzednika, jest jeszcze mniej metalowy, a jeszcze bardziej tajemniczy. Gitary odsunięto na dalszy plan, dając większe pole do popisu klawiszom (zresztą Yurodivy wyraźnie przejmuje inicjatywę w zespole, na co dowodem jest choćby fakt, że napisał wszystkie teksty). Dość powiedzieć, że pierwszy utwór - "Disharmaphosy" - jest w rzeczywistości obszerną solówką klawiszową. Muzyk pokusił się jednak o nawiązanie do poprzednika, wykorzystując w swym intro motyw, który rozpoczyna outro z poprzedniej płyty (a nazywa się ono, nomen-omen, "Disharmagory"). Otwieracz ten jest po wielokrotnym przesłuchaniu odrobinę nużący, ale w żadnym wypadku nie męczy, a za pierwszym razem na pewno intryguje. Właściwa część albumu zaczyna się jednak wraz z drugim utworem zatytuowanym "Subconciousness". Od razu da się zauważyć ogromną poprawę jakości względem "Odd Sounds". Wszystko jest klarowne i słyszalne.

A co słyszymy? Na początku banalną melodię, której towarzyszy (wyraźny!) szept Pogrebnowa. Da się jednak zwieść ten, kto pomyśli, że Ukraińcy uprościli grę i zrezygnowali z połamanych, psychodelicznych riffów. Chwilę potem utwór zamienia się bowiem w potok motywów, złamań rytmu i ogólnego, kontrolowanego chaosu. Wokal rozbrzmiewa z niewykłą, bardzo sugestywną siłą. To chyba najmocniejszy element albumu i argument przeciwko tym, którzy uważają, że jakość nagrania w muzyce nie jest ważna. Dodatkowo świetnym pomysłem były swoiste dialogi wokalne, a najlepiej wypadają, moim zdaniem, w przegenialnym utworze "Ancient Sun". Jego tekst jest w rzeczywistości właśnie rozmową z tytułowym słońcem, które przemawia głębokim, basowym growlem, podczas gdy jego rozmówca odpowiada skrzekliwym, pełnym rozżalenia, głosem. W połączeniu z bardzo klimatyczną warstwą instrumentalną brzmi to niezwykle poruszająco.

Oczywiście w kwestii konstrukcji nic się nie zmieniło: wciąż zmiany tempa, charakteru i instrumentu, który akurat wiedzie prym, są posiane gęsto i ciekawie, a motywów nie sposób zliczyć. Tak prezentuje się cały album i nie ma sensu się rozpisywać, tylko trzeba posłuchać. Jak też wspomniałem, ogromnym atutem nagrania jest produkcja. Każdy muzyk jest słyszalny doskonale, nawet zepchnięty w cień gitarzysta, który wyraźnie ustępuje miejsca klawiszom i tworzy raczej warstwę rytmiczną, niż melodyjną, choć oczywiście pojawia się kilka solówek. Nie jest to jednak nagranie dla fanów gitarowej jazdy.

Zmiany w zespole jednak wpłynęły negatywnie na to, co było kluczem do świetności poprzedniego nagrania. Muzycy nie tworzą już takiej organicznej jedności. Dodatkowo album jest cięższy w odbiorze - poza intrem i outrem nie ma utworu, który miałby mniej, niż 7 minut, a nie każdy z nich jest naprawdę błyskotliwy i pomysłowy. Jednak jako całość, "Anamorphosis of Dreams" jest obowiązkową pozycją dla każdego fana progresywnych wynalazków. I jest niestety również ostatnim nagraniem w dyskografii Phantasmagory.

Tracklista:

01. Disharmaphasy (Intro)
02. Subconsciousness
03. Ancient Sun
04. Sundown
05. Anamorphosis Of Dreams
06. Dawn
07. Inspiration
08. Worthless Nonsense (Outro)

Wydawca: Odium Productions (2002)
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły