Ohlsson
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Guns N' Roses - Use Your Illusion

Guns N' Roses, Axl Rose, heavy metal, Use Your Illusion, Slash, Duff McKagan, Bob Dylan, Paul McCartney, rock n' roll, hard rock

Na przestrzeni dziejów różne było moje podejście do Guns N’ Roses. Jako jedenasto, dwunastolatek słuchało się Gunsenów. Potem, gdy już byłem złym metalowcem i wszystko co nie było death, doom i black to była lipa i padaka, odszedłem od nich tak jak od wielu innych „słabszych” zespołów, a to że miałem kiedyś na ścianie plakaty Axla to był dla mnie raczej powód do wstydu. Później, z biegiem lat zacząłem wracać do klasyki i kanonów heavy metalu i rock n’ rolla. Wróciłem także do Guns N’ Roses. Dziś, gdy wszelkie takie ustosunkowywania wydają się być bardzo odległe i jakże dziecinne, sięgam sobie po tą płytę, żeby po prostu posłuchać muzyki i... nie mogę wyjść z podziwu.

"Use Your Illusion" to wielkie podwójne wydawnictwo, które oficjalnie traktowane jest jako dwie płyty. Ponieważ jednak obie części wydane zostały jednego dnia i tworzą spójną całość, tak też je potraktuję i spróbuję opisać jako jedną. Jest to płyta, którą znają wszyscy. Każdy gdzieś się z nią zetknął, coś tam słyszał, coś tam widział. W każdym razie wie o co chodzi. Jednak wszyscy ci, którzy kojarzą ją przez pryzmat dwóch, trzech podstawowych ballad mogą mieć bardzo mylne pojęcie o jej zawartości. "Use Your Illusion" jest bowiem niezgłębioną kopalnią wspaniałego rocka, wzbogaconego różnymi innymi stylami muzycznymi z ogromną ilością różnorodnej, doskonałej muzyki, z wieloma gośćmi, wieloma dodatkowymi instrumentami i skomponowanej przez bardzo wiele osób. Jest ogromnym zbiorem muzyki na najwyższym poziomie, który na zawsze wpisał się w historię rocka, a ogromna sława i popularność jaką zyskał ten zespół na początku lat dziewięćdziesiątych absolutnie nie jest przypadkowa.

Płyta zaczyna się mocnym i krótkim rockowym uderzeniem "Right Next Door To Hell", by zaraz jednak się uspokoić i wprowadzić słuchacza w delikatniejsze klimaty. "Dust N’ Bones" pokazuje już trochę łagodniejsze oblicze zespołu, nie znaczy to jednak, że w tym numerze brakuje gitar i dobrego grania. Jeszcze łagodniej robi się w trzecim "Live And Let Die", który jest coverem Paula McCartneya, ale wszystko co najgorsze nadchodzi oczywiście w "Don’t Cry". Ballady są dla mnie skazą hard rocka i heavy metalu. Zawsze bardzo cierpię gdy zespoły, które lubię, katują mnie słodką, lukrowaną popeliną. "Don’t Cry" jest typowym przykładem przesłodkiej popierdułki, jednak chciałbym zwrócić uwagę na tą piosenkę z innego względu. Otóż w czasach gdy byłem bardzo młody, była nieodzownym elementem wszystkich imprez. I choć to samo dotyczy "November Rain" i "Knockin’ On Heaven’s Door", to jednak właśnie "Don’t Cry" było tym symbolem imprezowej przytulanki. Kto z was nie tańczył przy tym na domówce? Kto nie przestępował z nogi na nogę, trzymając dziewczynę za biodra (ewentualnie chłopaka za szyję) i kręcąc się w kółko przez te niecałe pięć minut? Przecież czasem specjalnie czekało się z napięciem, aż poleci "Don’t Cry", żeby z bijącym sercem podejść do tej jednej i zapytać: „Zatańczysz?”. A potem trzeba było wykorzystać ten czas przysuwając się bliżej i bliżej, żeby poczuć jej miękkość, poczuć jej zapach...

Dobra, bo się rozmarzyłem, a tu nadszedł koniec, bo z głośników leci kolejny krótki rockowy killer "Perfect Crime". Dalej śmieszna i fajna piosenka z gitarą akustyczną, w której chłopaki prezentują zupełnie odmienne podejście do kobiet niż w takim "Don’t Cry". Zresztą różne spojrzenia na sprawy damsko-męskie są głównym tematem tej płyty i zajmują około połowy piosenek. Po tym przerywniku następują kolejne trzy zajebiste kawałki. Właśnie takie, za które tak kocham ten materiał. Szczególnie chciałbym wyróżnić "Bad Obsession", w który wplecione są fantastyczne partie pianina, saksofonu i harmonijki.

"November Rain" to kolejny legendarny utwór z tego albumu. Tańczenie przy tym było o tyle niebezpieczne, że jest bardzo długi i z nieodpowiednią partnerką można było się trochę znudzić. Chciałbym zwrócić jednak uwagę, że między tą kompozycją, a "Don’t Cry" jest ogromna różnica. "November Rain" to bardzo ciekawy, rozbudowany utwór muzyczny z wyróżniającą się solówką na gitarze i motywem na pianinie. Czy znacie kogoś kto nie kojarzy tej solówki Slasha przed kościołem? Nie wiem, może się nie znam, może się mylę, ale wydaje mi się, że jest to najbardziej znana rockowa solówka wszechczasów. Nie mówię dla ludzi, którzy się interesują rockiem i w ogóle muzyką, tylko tak po prostu dla wszystkich. W ten sposób przeszli do historii i tego już nikt, nigdy im nie zabierze.

Dalsza część pierwszej płyty to już wszystko co najlepsze w Guns N’ Roses. Seria wspaniałych, niesamowitych rockowych kompozycji. Taki trochę psychodeliczny "The Garden", mówiący o złu tego świata "Garden Of Eden", kozackie "Don’t Damn Me" i "Bad Apples" i chyba mój ulubiony "Dead Horse" z fantastycznym refrenem.

Na koniec jedynki kolejna perła. Najdłuższy na płycie i jakże cudowny utwór "Coma". Zanurzamy się w nim w śpiączkę i nie chcemy się z niej wybudzić, aby wrócić do trudnej codzienności. Jest tu dużo zmiennych momentów, szybszych i wolniejszych, wkręcające odgłosy, solówki, przewodni, powracający mocny motyw na basie i gitarze, a przede wszystkim długie mistrzowskie wokalizy, w których Axel wspina się na wyżyny swoich niebywałych umiejętności.

Dwójka zaczyna się kolejną wspaniałą, przejmującą kompozycją. "Civil War" można uznać za balladę, jednak środek piosenki, refren i solówki są już znacznie mocniejsze. Piosenka jest sprzeciwem wobec wojny i przejawem niezrozumienia dla niej. Ma taki smutny klimat i opowiada o poważnych i aktualnych problemach. Z tych bardziej balladowych utworów zawsze ten lubiłem najbardziej i dziwię się, że nie zdobył aż takiej popularności jak pozostałe.

Następnie taki standardowy, w średnim tempie "14 Years", bardziej klimatyczny "Yesterdays" i drugi na płycie cover, tym razem Boba Dylana. "Knockin’ On The Heaven’s Door" to ostatni z serii domówkowych przytulańców, również bardzo popularny w swoim czasie.

Dalej utwór w wersji koncertowej, nagrany w Nowym Jorku, który jest wymierzony w nierzetelnych i szukających na siłę sensacji dziennikarzy. Pada tam dużo wyzwisk i obraźliwych epitetów. Sam tytuł, który jest wykrzykiwany w piosence, "Get In The Ring", obrazuje wymowę tego kawałka. Do tego muzyka jest ostra i wszystko to sprawia, że jest to chyba najmocniejsze uderzenie na płycie. Jest dedykowane wszystkim fanom zespołu, którzy ich wspierają, co bardzo dobrze zresztą słychać, gdy skandują nazwę zespołu i tytuł piosenki. Jakimś rozliczeniem z wrogami jest również następny, fajny i zabójczy "Shotgun Blues".

"Breakdown" zapowiada już końcową, bardziej spokojną część płyty. Zaraz wytłumaczę co mam na myśli, ale zanim to nastąpi mamy jeszcze "Pretty Tied Up", ostatni wesoły i jajcarski kawałek o pewnej niedobrej kobiecie. Kolejny fajny i udany punkt programu. Jednak właśnie "Breakdown" i kolejne cztery kawałki po "Pretty Tied Up" to już jest trochę inne granie. Takie bardziej melancholijne i uczuciowe. Myślę, że dobór tych kawałków jest nieprzypadkowy i cała końcówka drugiej płyty jest inna niż to, co było na jedynce. Wszystko tu jest mniej żywiołowe i przebojowe, a takie bardziej przemyślane i na poważnie. Absolutnie nie znaczy to, że mamy tu nudę i dłużyzny. To jest bardzo ciekawa i wartościowa muzyka, ale już taka bardziej wyważona. Wyłamuje się z tego obrazu trochę "Locomotive", który jest najżywszym kawałkiem w tej części płyty. Natomiast "So Fine" jest skomponowany w całości przez Duffa i w większości przez niego zaśpiewany.

Uważam, że po również bardziej żywiołowym, "You Could Be Mine" powinien być koniec. Przedostatnia na płycie jest alternatywna wersja "Don’t Cry" i to już jest przesada. Brnąć jeszcze raz przez ten numer z innymi zwrotkami jest niepotrzebne i kompletnie bez sensu. Tym bardziej, że po prawie dwóch i pół godziny słuchania jednej płyty człowiek jest już trochę znużony. Na koniec takie krótkie nie wiadomo co w postaci "My World", które może spełniać rolę zakończenia, gdyby jednak nie to drugie "Don’t Cry".

Sama słabsza końcówka nie może zatrzeć ogólnego wrażenia. "Use Your Illusion" to epokowe wydawnictwo, które na stałe i głęboko wpisało się w historię muzyki. Jest w absolutnej czołówce największych i najbardziej znanych albumów jakie powstały na świecie. Niestety sami muzycy nie udźwignęli ciężaru swojego dzieła. Nie potrafili uporać się z jego oddziaływaniem. Tak jakby nie dorośli do swojego własnego geniuszu. Zespół się rozpadł i w tym składzie nic nigdy już nie nagrał. Szkoda...

Tracklista:

CD 1

01. Right Next Door To Hell
02. Dust N' Bones
03. Live and Let Die
04. Don't Cry
05. Perfect Crime
06. You Ain't The First
07. Bad Obsession
08. Back Off Bitch
09. Double Talkin Jive
10. November Rain
11. The Garden
12. Garden Of Eden
13. Don't Damn Me
14. Bad Apples
15. Dead Horse
16. Coma

CD 2

01. Civil War
02. 14 Years
03. Yesterdays
04. Knockin' on Heaven's Door
05. Get In The Ring
06. Shotgun Blues
07. Breakdown
08. Pretty Tied Up (The Perils Of Rock N' Roll Decadence)
09. Locomotive (Complicity)
10. So Fine
11. Estranged
12. You Could Be Mine
13. Don't Cry (Alt Lyrics)
14. My World

Wydawca: Geffen Records (1991)

Ocena szkolna: 6-

Komentarze
Palmus : Patrząc jak krwawisz......
WUJAS : I ani słówka o Estranged? Cóż... To jest o Estranged "....
Slasher_McKagan : I ani słówka o Estranged? Cóż... Radzę zgasić światło,...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły