Wracać wciąż do domu Le Guin
Castle Party 2020
Recenzje :

Fulgurum - W Cieniu Śmierci

Fulgurum, Knignord, W Cieniu Śmierci, Eastside, black metal

Fulgurum to jednoosobowy projekt tworzony przez Knignorda. Pierwszym namacalnym efektem jego działalności jest płyta „W Cieniu Śmierci”, która nagrywana była pomiędzy marcem 2009, a styczniem 2010, ale ukazała się dopiero w 2011 roku za sprawą Eastside. Jest to atmosferyczny i depresyjny black metal, który wprowadza w stan przybitej ciężkością życia hipnozy i roztacza złowrogi, tytułowy cień.

Z muzyki bije smutek i ponurość. Ogólnie jest powolna. Autorowi nie spieszy się, aby przenieść słuchacza na drugą stronę świadomości, choć zdarzają się świdrujące przyspieszenia i emocjonalne uniesienia. Dźwięki falują jak morze, raz będąc w dolnej, spokojnej tonacji, a następnie wzbierając do postaci zapienionych pływów. Czasem wszystko wycisza się wręcz do zera, w ten sposób budując napięcie w oczekiwaniu na mający nastąpić przełom. Pod tym względem utwory zbudowane są efektownie. Mimo monotonii klimatu, potrafią przykuwać uwagę, a także omotać taką mistyczną mgłą. Słuchając „W Cieniu Śmierci” można zastygnąć w otumanieniu, bujając się tylko w rytm nadpływających fal. Nie muszę chyba dodawać, że ten rytuał musi odbywać się w nocy i w samotności pozwalającej wczuć się w płytę. Fulgurum zdecydowanie jest projektem skazującym na samotność.

Album jest jednym wielkim czarnym światem, przez który trzeba przejść w całości. Poszczególne kawałki stanowią jakieś kolejne etapy, ale nie wyróżniają się jako odrębne koncepcje muzyczne, nie mają też swoich jaskrawych punktów odniesienia. Wrzaskliwy, paranoiczny wokal jest niezrozumiały i samym swoim wyrazem ukazuje ból istnienia. W odbiorze przekazu nie pomogą więc polskie teksty, których nie tylko nie można zrozumieć, ale też bardzo ciężko je przeczytać. To ze względu na pisaną czcionkę, małość liter i ich niebieski kolor na czarnym tle. Angielskie tłumaczenia mogą być więc pomocne nie tylko dla obcokrajowców.

Najbardziej rozpoznawalnym momentem na płycie jest jej zakończenie. Gniotąca ciężkość gitar, wzmocniona przerażającym wrzaskiem i poprzerywana schodzącą po progach zagrywką, koszmarnie wyłania się z leśnego mroku „Nocna Aura”, stanowiąc kulminację negatywnych emocji zawartych na płycie.

Poza tym złapiemy też trochę deszczu, usłyszymy kraczące wrony. Fulgurum dba o otoczkę do swojej muzyki, tak samo jak o jej złożoność i plastyczność. Również samo granie jest na wysokim poziomie. Niby wszystko jest mało skomplikowane, ale tam gdzie trzeba przycisnąć, tam to się udaje, jak choćby na samym początku lub w pierwszej części „Cień Śmierci". O tym, że całość jest absorbująca i pozbawiona dłużyzn już pisałem. Właściwie ciężko więc znaleźć coś czego mogłoby tu brakować. Naprawdę dobra płyta, przy której nie będziecie się nudzić.

Tracklista:

1.Minione Przymierze
2.Upadek
3.Cień Śmierci
4.Zmierzch
5.Gatunek
6.Nocna Aura

Wydawca: Eastside (2011)

Ocena szkolna: 4+

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły