Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Opowiadania :

Bajeczka

Słońce powoli wstawało nad Królestwem. Oświetlało, pola, łąki, rzeki i jeziora. Ulice (cóż lepiej, żeby nikt obcy ich nie zobaczył) pokrywały resztki po zabawie z dnia poprzedniego i tak właściwie tylko one zdradzały, że ktoś tu całkiem niedawno mieszkał. Teraz Królestwo było wymarłe. Gdybyś drogi czytelniku był tutaj, sam doszedłbyś do wniosku, nawet gdybyś był najmniej domyślnym człowiekiem na świecie, że mieszkańcy po prostu nagle i nieoczekiwanie… ZNIKNĘLI!
Tymczasem znany nam już Tajemniczy Przybysz, przechadzał się pustymi uliczkami rechocząc złowieszczo, jak na czarny charakter przystało. Śmiech ten i niezaprzeczalnie niecne plany czyniły go w tym momencie Złym Tajemniczym Przybyszem. Tak na marginesie pierwsza część nikczemnego planu już została wprowadzona w życie. A polegała on na „zniknięciu” mieszkańców Królestwa. Tak, zaprawdę powiadam Ci drogi czytelniku, plan ten był wart najczarniejszego z czarnych charakterów! I z ręką na sercu przysięgam Ci, że nie wychwalam Złego Tajemniczego Przybysza, ale czyn jego został uhonorowany Nagrodą Roku Dla Nikczemnego Planu przez Instytut Zła i Występku.
Po dziedzińcu mknął niczym błyskawica ogier. Na jego grzebiecie zasiadał rycerz. Jasne niczym pszenica, pukle włosów, opadały mu na barczyste ramiona, a błękitne oczy, które uwiodły niejedną dziewkę, bystro świeciły pomiędzy szczelinami wypolerowanego, odbijającego refleksy słońca, hełmu. Ach jakże cudownie, napawając optymizmem, wyglądałoby to… W każdej innej opowieści. Tutaj jednak sytuacja przedstawiła się nieco inaczej…
Leśnym traktem (każde dziecko wie, iż owe są najlepszym skrótem) człapał, chociaż lepszym słowem byłoby, toczył się, niesłychanie spasiony kuc, którego brzydotę przewyższał jedynie jeździec. Ów człowiek…Ktoś, odziany był w zapluty kaftan, a jego twarz  tak zarośnięta, że rysy twarzy były niemożliwe do rozpoznania. W gęstwinie skołtunionych włosów, widoczne były kaprawe, przepite oczka, które nie zdradzały ni krzty inteligencji. Smród niemytego od miesięcy ciała ciągnął się za ową postacią, zabijając małe zwierzątka, które nie zdążyły uciec.
- Dziwko moja dziwko, gdzieś mi się podziaaaaałaaa!!! – Darł się przepitym głosem.
- Chyba powinno być dziewko…
- A, co ty możesz o tym wiedzieć. Siedź cicho.
- Przebywając z tobą naprawdę dużo i powiedz mi proszę jak mam usiąść? Jestem twoim…
- Tak, wiem. SUMIENIEM - rzucił od niechcenia brzydal.
- To miała być ironia? Nie wyszło ci… Jak zwykle z resztą…
- Aaaaa taaam!
Cóż drogi czytelniku, niewątpliwie dziwna to była para. Brzydal i jego sumienie. Kłócili się niczym stare dobre małżeństwo. Porzućmy jednak te, czcze pogaduszki, skupiając się na akcji…
Pijak szukał najbliższej wioski. Zamierzał najpierw przespać się w gospodzie, napić, nażreć za darmo, pokazać kilka sztuczek, aby wyłudzić pieniądze i uciec nim ludzie się zorientują, co się święci. Cóż czekała go niespodzianka, ale nie uprzedzajmy faktów…
Mały konik już ledwie człapał. Nasz bohater kiwał się sennie nad jego grzywą. Nawet, zwykle rozgadane, sumienie posępnie milczało. Brzydki kuc zastrzygł uszami. Jego pan w pełni odzyskał świadomość. W oddali majaczyły bramy Królestwa.
- I oto mężny wojak, na swym rączym rumaku…
- Tjaaa chciałbyś…
- Cicho!
- Dobrze. Dobrze, skoro tego chcesz już się nie odezwę. Nigdy, przenigdy, nie! Nic już nie powiem, a będziesz żałował! Będziesz prosił, sumienie moje kochane powiedz coś mądrego, bo przecież tylko ja tu myślę! Ty masz niewiele więcej rozumu niż ta… szkapa, chabeta chędożona! I widzisz, co przez ciebie?! Już przeklinam nawet! To twoja wina! Już nigdy nic nie…
- Skończyłeś?
Nadąsane sumienie, postanowiło nigdy już się nie odezwać do swojego towarzysza.
Chociaż nasz bohater nie należał do ludzi spostrzegawczych, a pusty żołądek i organizm domagający się alkoholu, wcale nie ułatwiały mu procesu myślenia, od razu zauważył, że coś jest nie w porządku. Ledwie przekroczył bramy miasta, a natrętna, niczym mucha, myśl nie dawała mu spokoju. Z początku nie mógł się połapać, o co tak właściwie chodzi, ale nagle go olśniło! Królestwo było puste i ciche, mimo, iż godzina popołudniowa, a dzień jarmarczny.
- Impreza była, ale się skończyła – mruknął nasz przybysz widząc zaśmiecone ulice. – Niewychowaństwo, takiej persony, jak ja nie zaprosić!
- Niewychowaństwo? Co ty znowu tworzysz? W jakim to narzeczu?
- Miło… Miałe… Miałeś się nie odzywać! A tak właściwie to, jakiej ty jesteś płci?
- Cóż za bezczelność! Jestem oburzony twą niewiedzą! Jestem sumieniem! Rozumiesz?! Nie mam płci!
- Jak nie masz płci, to, czemu mówisz o sobie jak facet?
- Twoja bezczelność przekracza granice dobrego smaku! Nie będę odpowiadać na głupie pytania!
- Haha! Nie wiesz!
Sumienie znowu się nadąsało i kolejny już tego dnia raz obiecało sobie, że przenigdy nie odezwie się do swego towarzysza.
 Tymczasem Zły i Tajemniczy Przybysz obserwował nieproszonego gościa knując kolejny niecny plan…
*
Nasz gość rozpoczął realizację swojego własnego planu. Punktem pierwszym było znalezienie szynku, a potem… Co będzie potem to się zobaczy. Wprowadzenie planu w życie nie było zadaniem trudnym. Już po chwili sumienie, jego towarzysz i tłusty kuc stali przed gospodą. Nie trzeba było ich długo namawiać, kuc truchtem pobiegł do stajni, a nasz gość ruszył do wrót gospody. Sumienie udało się razem z nim, z braku innych możliwości.
Gospoda była wysprzątana. Nic dziwnego, skoro poprzedniego dnia, cała impreza była na dworze.
- Gdybym był wódką, gdzie bym był? – Zastanawiał się głośno.
Przybysz zaczął myszkować po knajpie. Im bardziej uświadamiał sobie oczywisty fakt, tym bardziej był przerażony. W gospodzie nie było ani krzty alkoholu!
-Nieeeeeeeeeeee! – Pełen przerażenia krzyk rozdarł ciszę panującą wokoło.
Przybysz klęczał na podłodze, ukrywszy twarz w dłoniach. Właśnie doświadczył najbardziej przygnębiającego doświadczenia w swoim życiu. Dysonans poznawczy, jaki w tym momencie szalał w jego duszy…
- Zamknij się! Nie wiesz, co przeżywam! Ja cierpię! Rozumiesz! Jak możesz się śmiać?!
- Nie zapytasz, co to jest dysonans poznawczy?
- Gdybyś miał ciało, obiłbym ci mordę.
Sumienie zarechotało triumfalnie, co jeszcze bardziej poirytowało naszego bohatera. Nagle usłyszał za sobą szelest. Odwrócił się gwałtownie i zobaczył Złego Tajemniczego Przybysza.
- A kuku! – Złośliwy uśmiech rozszerzył usta nikczemnika i był ostatnią rzeczą, jaką nasz gość zobaczył, zanim Zły Przybysz ogłuszył go pałką.
 
*
Zostali strąceni do zimnej i wilgotnej piwnicy.
- I co masz jakiś pomysł mądralo? No dawaj, dalej. Ty nas w to wplątałeś. Pić ci się zachciało, dziw… dziewki chę...Zabawiać!
- Zamknij się, nie mogę myśleć
- Ty?! Myśleć?! Przecież ty nie myślisz!
Chociaż sumienie strasznie irytowało naszego bohatera, postanowił nic nie robić. Niech się wygada, w końcu mu przejdzie. W piwnicy było ciemno. Woda skapująca z powały wsiąkała w ubitą ziemię, tworząc śmierdzące błoto. Kamienne ściany potęgowały chłód panujący wewnątrz.
- To rodzi dobre warunki… Brzydki Bohater rozejrzał się, mrok panujący wokoło uniemożliwiał głębszą penetrację pomieszczenia. Trzeba było zdać się na węch, coś musiało tu być.
 Węszył, niczym pies. Zaczął chodzić po piwnicy, z gracją linoskoczka omijając porozwalane stoły, widocznie jego nos wyczuwał również przegniłe drewno.
Trochę zajęło, przejście na drugi koniec pomieszczenia, ale domysły okazały się słuszne. Zapach alkoholu wypełnił nozdrza brzydala. Pod ścianą leżały antały z winem
- I co zamierzasz?
Bohater nie odpowiedział. Zabrał się do tego, co wychodziło mu najlepiej.
- Przybieżeli do karczemki pijacy! Niosą piwo, wódkę na tacy! Chwała alkoholowi, wódce spirytusowi… – Głos niósł się wokoło. Nawet grube ściany piwnicy nie były w stanie go zagłuszyć. Po drugim antale wina nasz brzydal znacznie poweselał. Lata praktyki sprawiły, że nadal potrafił trzeźwo myśleć. Ba! Przychodziło mu to nawet dużo łatwiej niż przedtem. Miał plan…
Zainteresowany wrzaskiem Tajemniczy Zły Przybysz, wszedł do piwnicy. Jeszcze przed wejściem uderzył go zapach alkoholu. Gwałtownie otworzył drzwi pomieszczenia. Struga światła, padła na pijaka.
- Co się tutaj dzieje?! – Zapytał, starał się by w jego głosie nie było słychać ciekawości.
- Chodź tutaj, napij się! - Zachęcał więzień.
Zły Tajemniczy Przybysz był coraz bardziej zaintrygowany zszedł do naszego bohatera i zabrał mu drewniany kubek. Powąchał zawartość i skosztował. Słodkie winko spłynęło przełykiem do żołądka, pozostawiając przyjemne ciepełko. Nigdy przedtem nie czuł czegoś takiego. Spodobało mu się. Jednym haustem wypił resztę.
- Dobre winko, dobre. Może jeszcze kolejeczkę?
- Pooolej – zabełkotał Zły Przybysz
Bohater wypełnił jego kubek, podał mu z uśmiechem i puścił oko.
Trochę później.
- Ach zdradliwe jest winko porzeczkowe – zachichotał nasz bohater
Zły Przybysz chrapał w kącie. Biedny nowicjusz w dziedzinie picia, nie wytrzymał długo. Zwalił się jak kłoda po piątym kubku. Brzydki Bohater wykorzystał to i związał przeciwnika.
Jeszcze trochę później.
- Yyyeeeyeee – Zły Tajemniczy Przybysz jęknął przeciągle. Spróbował się poruszyć, ale tylko go zemdliło.
- Witaj mój mały przyjacielu.
Więzień uniósł głowę. Zaowocowało to kolejną falą mdłości.
- Coś ty mi zrobił… ty… ty… draniu! – Krzyknął. Zaraz jednak tego pożałował, gdyż pulsujący ból głowy nasilił się – ojejejejejejej – zajęczał.
Nasz brzydki bohater zarechotał wrednie.
- Eliksir prawdy rzucił z uśmiechem – postanowił pobawić się kosztem swojej ofiary – widocznie coś ukrywasz maleńki.
Zły Tajemniczy przybysz usiłował wyszarpnąć się z więzów. Uprzednio spożyty napitek usilnie chciał wrócić tą samą drogą, która przybył
- Lepiej zacznij mówić, bo twoje wnętrzności wyjdą przez usta – mówiąc to brzydal nachylił się do swej ofiary. Efekt był o wiele lepszy niż się spodziewał. Zły Tajemniczy Przybysz odsunął się tak daleko, jak pozwalały mu na to więzy i wciąż atakujące mdłości. Po chwili jednak postanowił pokazać swój brzydki charakter.
- A co jeżeli…
- Nie możesz kłamać. To eliksir prawdy. Chcesz żeby twój mózg wypłynął uszami?
 Ostatnie słowa brzydala zrobiły na Złym Tajemniczym Przybyszu jeszcze większe wrażenie, niż poprzednio. Tym razem omal nie wtopił się w ścianę.
- N – n – nie – wyjąkał – błagam nie.
- Mów, zatem
I Zły Tajemniczy Przybysz opowiedział o swym niecnym postępku i równie niecnych planach. Ach drogi czytelniku, długa była to opowieść. Naszemu bohaterowi niejednokrotnie kiwała się sennie głowa. Nie chcę ja i ciebie zanudzać powtórnym opowiadaniem jej. Powiem jedynie, że i Mądry Mag z Zachodu maczał palce w całym tym zamieszaniu. Jednak dzięki „winku prawdy” wszystko wyszło na jaw i mieszkańcy oraz Król i Królowa zostali szczęśliwie przywróceni. Ich wdzięczność nie miała granic.
- Ach nasz… Bohaterze – krzyczeli monarchowie, a lud im wtórował.
- Dobra, dobra gdzie moja zapłata?
- Ej no! Jak ty się zachowujesz? Może trochę ogłady?
- Ogłady? Przecież to ja im pomogłem. Mają być mi wdzięczni!
Władcy byli ciekawi, z kim brzydki Bohater rozmawia, tym bardziej, że nie widzieli owego osobnika.
- Ehhmmm. Z kim to gawędzisz, jeżeli można wiedzieć – zapytała Królowa.
- I widzisz, co przez ciebie! Mają mnie za czubka!
- No to jakby twój problem.
- Nie wytrzymam z tobą…
Mieszkańcy spojrzeli po sobie. Mieli jeszcze w pamięci Złego Tajemniczego Przybysza i nie chcieli mieć ponownie do czynienia z podobnym osobnikiem. W każdej chwili byli gotowi przegnać gościa. Bohater czując nerwową atmosferę otrząsnął się i postanowił nie rozmawiać ze swym irytującym kompanem. Przynajmniej nie w obecności innych ludzi.
- Królu i Królowo, co teraz będzie ze Złym Przybyszem? – Zapytał ktoś z tłumu.
- Ściąć mu głowę! – Moi drodzy, należą wam się wyjaśnienia. Władcy byli z natury dobrymi ludźmi, którzy by muchy nie skrzywdzili, ale gdy sytuacja tego wymagała potrafili być stanowczy i nieubłagani. Nasz brzydal zadrżał. Przypomniał sobie, co zrobił Zły Przybysz i zorientował się, że jego sytuacja jest podobna. Uratował Królestwo, ale ma złe zamiary, gdy ktokolwiek się zorientuje i jego czeka kara.
- Bycie złym nie popłaca – czuł wzrok wszystkich zgromadzonych – potem zamykają was w piwnicy, głowę ścinają i takie tam – czuł się coraz bardziej nieswojo.
Królowa podeszła do naszego bohatera. Zajrzała mu w oczy i położyła rękę na ramieniu.
- Mój drogi, czy Ty coś ukrywasz? Mów śmiało.
- No to teraz, mój drogi, leżymy – odezwało się dotąd milczące sumienie.
Brzydal wziął głęboki wdech, policzył w myślach do dziesięciu i postanowił się przyznać. Może jak będzie szczery to nie zrobią mu nic złego.
- Królu, Królowo – zwrócił się do monarchów – przybyłem do Królestwa w celu ograbienia go, chciałem zabawić się waszym kosztem i uciec, zabrawszy tyle ile się da – poszło o wiele łatwiej niż się spodziewał. Czuł ulgę, że wreszcie to z siebie wyrzucił.
- No, kochanieńki, toś pojechał po bandzie.
- A pomogłeś nam tylko dla zapłaty? Przyznałeś się w obawie przed karą? – Spytał Król.
- Tak – brzydal spuścił głowę.
Król i Królowa spojrzeli po sobie. Czuli się oszukani po raz kolejny.
- Eeem przepraszam – jedna z kobiet podniosła rękę.
-Tak, Alberto?
- A weźcie, go do skółki niedzielnej wyrychtujcie. Tamoj go wyucom, jako się zachowywać. Jak mu psoty we łbie siedzom, to go naprostują.
- A jak znowu taki numer wywinie?
- A kieby tam! Jak mu psota we łbie to i go tom najtwardsza linika bez łeb utną i usami wyńdzie! – Kuma była wyraźnie zadowolona ze swojego pomysłu  - Te – pokazała sękatym paluchem na bohatera – będziesz fikał, będziesz?
Bohater spuścił głowę jeszcze niżej i wymamrotał coś niewyraźnie.
- Te, ale w ocy mi się pacz kie do mnie godosz! – Alberta była nieubłagana – Ty jancyku! – Pogroziła mu sękatym paluchem.
Egzekucja Złego Tajemniczego Przybysza odbyła się jeszcze tego samego dnia. Plac w centrum Królestwa zaroił się od chętnych krwawej rozrywki mieszkańców. Właściciele stoisk z alkoholami i przekąskami dwoili się i troili obsługując wciąż przychodzących ludzi. Król, Królowa i brzydki bohater zasiedli przed samym pieńkiem kata.
- Iiiiii raz! – Zakrzyknął zakapturzony mężczyzna i zamachnął się toporem. Głowa z wielkimi uszami z głuchym stukotem odtoczyła się do pobliskiego rowu, gdzie zajęły się nią psy.
- Ej, a jeżeli oni zrobią nam to samo? – Sumienie było przerażone.
- W końcu byś się zamknął – mruknął brzydal.
Władca od jakiegoś czasu obserwował gościa. Był ciekaw jego reakcji. Jeżeli by zobaczył panikę i strach natychmiast kazałby ściąć i jego.  Boją się tylko ci, którzy coś kombinują. Nasz brzydal był jednak opanowany, a przynajmniej starał się być. Tak naprawdę miał ochotę uciec z krzykiem, jednak dziwne przekonanie, iż natychmiast zostałby złapany i ścięty, nie dawało mu spokoju.
- Widzisz gdzie zaprowadziło go kłamstwo – szepnął monarcha – kłamał od samego początku, a kłamstwo nie popłaca. Zawsze wyjdzie na jaw, prędzej czy później! Kłamcy – wskazał na bezgłowe zwłoki – zawsze tak kończą.
Bohater z trudem powstrzymał drżenie rąk.
- Nie strasz go – królowa skarciła małżonka – wie, że źle zrobił i dostał już nauczkę – wymownie spojrzała we wcześniej wskazanym przez Króla kierunku – teraz niech sam wybierze.
- Już nie będę kłamał – powiedział z mocą brzydal – już nigdy więcej…
- Oj, oj nie szarżuj maleńki – roześmiał się władca i zamyślił na chwilę. – Tak właściwie to potrzebujemy kogoś do prac porządkowych. Po ostatniej uroczystości trochę tu brudno, a ty - wskazał na brzydkiego bohatera – musisz jakoś zapracować na siebie, nieprawdaż?
Brzydal z zapałem skinął głową. Wszystko było lepsze od tego, co spotkało Złego Tajemniczego Przybysza.
- Co z tobą? To nie podobne do ciebie! – Sumienie było zaniepokojone – co ty kombinujesz!
Bohater nie odpowiedział. Czuł, że oto nastał nowy czas dla niego i jego towarzysza.
Komentarze
Aliss : ...Troszeczke psychodeliczne,ale bardzo fajne ,klimatycznie nastrojowe i z mora...
Miko93 : Bardzo fajne opowiadanie, super klimat dobre dialogi. Opo. zasługuje na 5 ; )...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły