Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Thunderbolt - Apocalyptic Doom

Apocalyptic Doom, Thunderbolt, black metal, Geryon, Witchmaster

„Apocalyptic Doom” - tytuł nie pozostawiający złudzeń. Łatwo nie będzie, a kto wie czy w ogóle będzie jakkolwiek skoro cały świat stanie w płomieniach. A spowoduje to Thunderbolt bezlitośnie zalewający go falą nienawistnego, wojennego black metalu, który nieuchronnie prowadzi do apokaliptycznego przeznaczenia. „You will die in chains of faith. Deny Christ – God is dead!”

Tak, tak. Pierwszy śmiertelny cios spadnie właśnie „na głowy chrześcijańskich psów. Hordy ciemności prą do zwycięstwa w imię Szatana. Śmierć! Śmierć!” No kurwa, nie ma lekko. Jak ktoś pokalał się uwielbieniem dla zawsze dziewicy i jej niepoczętego syna to lepiej niech ucieka jak najdalej, bo dosięgnie go bluźniercza ręka sprawiedliwości. Thunderbolt niczym piekielny wyziew pustoszy ziemski padół nie pozostawiając za sobą żadnych oznak żywotności. Jego potworna siła objawia się w ciężkości, szybkości i intensywności. Tnie ostrymi riffami i rozrywa wrzeszczącym i pełnym pogardy wokalem. Niesamowita sieczka demoluje wszystko co święte, a na ziemię spada istny grad infernalnych blastów. To jest jak jakiś czarny sztorm, który ma za zadanie zmieść wszystko i ustalić nowy, lepszy ład: „I am blasphemer and I am black flame. The sign of conflagration extol above the world.”

Black metal Thunderbolt, oprócz tego, że jest niszczący, jest dopracowany i dobry technicznie. Zalew dźwięków układa się w pędzące szaleńczo, ale składne tunele, które kunsztownie prowadzą ku zgubie. Muzyka jest przestrzenna, ma dużo głębi, a także melodii. Wszystko ma taki katastroficzny klimat, ale wyłaniają się z tego mroźne zagrywki, które wręcz koją spragnioną mordu duszę. Żeby dotrzeć do jądra tego zła płytę trzeba przesłuchać kilka razy. W natłoku hałasu z początku może wydać się dość jednostajna i dopiero po jakimś czasie zaczynają się odkrywać kolejne jej smaczki. A tych jest sporo w każdym numerze. Chlastają na przykład krótkie, wyłaniające się solówki, ale najbardziej chciałbym zwrócić uwagę na początek „The Mark Of Cain”, gdzie odgłosy piekła dochodzą chyba wprost od samego Lucyfera. Zresztą takie wokalne perełki pojawiają się i w innych momentach, a jeśli chodzi o ten numer to wokalnie odróżnia się od pozostałych. Mniej w nim krzyku, a więcej kwestii mówionych, a nawet szeptu. To, że jeden kawałek jest po polsku już zdążyłem zaakcentować.

Podczas trwania albumu są trzy wolniejsze fragmenty. Jest to wieszczące nadchodzącą zagładę intro „The Omen”, które wraz z utworem tytułowym daje jedną całość, spreparowane przez Geryona z Witchmaster „psychotic background for the introduction to „The Inner Beast”" oraz rozciągające się nad martwą powłoką zakończenie. Ale wtedy jest już po sprawie: „Gloriam Sathanas Dominus Inferni...”

Tracklista:

1. The Omen * Apocalyptic Doom
2. Occult Gateway Of Hell
3. Infernal Redemption
4. Unity With Thousand Names
5. Spadnie Śmiertelny Cios...
6. The Inner Beast
7. Scumslaughter
8. The Mark Of Cain
9. Beyond The End Of Time

Wydawca: Agonia Records (2007)

Ocena szkolna: 4+

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły