Wracać wciąż do domu Le Guin
Ohlsson
Relacje :

Satyricon, Warszawa, Progresja 21.04.2015

Satyricon, Progresja, The Dawn of a New Age, koncert, black metal, Norwegia, Warszawa, Satyr, Frost

Wczoraj wieczorem, na deskach warszawskiej Progresji zagrała jedna z legend norweskiego Black Metalu. Supporty nie zaprezentowały sobą nic specjalnego, za to headliner jak zawsze stanął na wysokości zadania. Satyricon zdecydowanie trafie określa zdanie, że są to "właściwi ludzie, na właściwym miejscu".

Satyr i Padre del Frosto (luźne skojarzenie ze względu na komiczny zarost, który nosił) zaczęli od The Rite of our Cross z "Now, Diabolical". Tym sposobem od samego początku ruszyli publiczność. Koncert był długi, bo trwał około 2 godzin, ale minął niebywale szybko. Zagrali wiele kawałków starając się czerpać z całego swojego dorobku muzycznego. Mimo wszystko, zdaje się, że największa zabawa była przy nowszych utworach, zwłaszcza ze wspomnianej wcześniej płyty, np przy The Pentagram Burns, czy A New Enemy. Pomiędzy znanymi utworami, zespół dotrzymał słowa i odbył się mały jam session, który brzmiał dość ciekawie.


Końcówka koncertu najbardziej nie zawiodła. Kiedy zaczęło się legendarne Morther North, cała sala, jednym głosem śpiewała. Jest to standardowa rzecz na koncertach Satyricona, nie mniej zawsze tak samo ukazuje potęgę tego kawałka. Nagranie i tak nie oddaje w pełni tego, jak wyglądało to naprawdę:
https://www.youtube.com/watch?v=0NuJhzhvMS0&feature=youtu.be

Po Mother North odbyło się długie skandowanie ze strony publiczności, co wzruszyło Satyra - na dowód, na ich oficjalnej stronie pojawł się filmik i wpis:
" Warsaw, you make us feel so privileged. You give us memories that will last forever. Much respect, gratitude and love from us."
Bardzo miłe posunięcie z ich strony, ale zdecydowanie im się należało.

Jako bisy, standardowo, zagrali wyczekiwane utwory: Fuel of Hatered i K.I.N.G, przy których, mimo zmęczenia wszystkich, pod sceną wrzało.

Podsumowując: koncert świetny. Satyricon zawsze daje popis na scenie i udowadnia, że potrafią brzmieć rewelacyjnie nie tylko na albumach studyjnych, ale i na żywo (co, niestety, bardzo rzadko ma miejsce). Duża zasługa w głosie Satyra, który jest w stanie podołać długim koncertom i nie tracić swojej charakterystycznej "barwy" głosu. Ale i cały zespół jest idealnie zgrany i przygotowany. Nie zawiedli. Pozostaje mieć nadzieję, że wkrótce znowu odwiedzą Polskę.

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły