Wracać wciąż do domu Le Guin
Paradoks
Relacje :

Sabaton, Delain, Battle Beast, Frontside - Torwar, Warszawa (23.01.2015)

Joakim Brodén, Sabaton, heavy metal, Battle Beast, Delain, Frontside, Heroes, Scorpions, Europe, Epica, Dragonforce, Auman

Kiedyś to człowiek sobie wybierał na jaki koncert pójdzie i nie było problemu. Dla mnie jednak takie beztroskie czasy się skończyły. Kto ma dzieci w ilości większej niż jedno ten wie o co chodzi. Teraz, jak mam akurat wolne, to sobie patrzę czy czasem nie przyjeżdża coś ciekawego. Tak więc wiedząc, że w jeden styczniowy weekend będę mógł się wyrwać z domu, patrzę sobie w internecie, a tu bardzo proszę: Sabaton na Torwarze i Epica z Dragonforce w Progresji i to tego samego dnia. Naprawdę bardzo niefortunny zbieg okoliczności. Gdyby tak połączyć te koncerty, to wyszłaby z tego nie lada gratka, festiwal prawie. No, ale można sobie pomarzyć, a realia rynkowe idą swoim torem i taki prezent z wielu powodów byłby oczywiście niemożliwy. 

Biorąc pod uwagę, że największa hala koncertowa w Warszawie wypełniła się dość szczelnie, mogę tylko domniemywać, że tego dnia w Progresji nie było zbyt dobrej frekwencji. Może ktoś był, to niech napisze.

Na Torwarze bywałem przy różnych okazjach, ale jakoś tak się złożyło, że nigdy nie byłem tam na koncercie. Muszę przyznać, że miejsce to wypada idealnie. Scena wielka, widoczność świetna, choć wydaje mi się, że nagłośnienie trochę szwankowało i nie najlepiej było słychać wszystkich wokalistów. Fani Sabaton mieszczą się w przedziale wiekowym między 10 a 60 i taki przekrój społeczeństwa przybył tego dnia zobaczyć swoich ulubieńców. A swoją drogą jak wielka jest siła muzyki, która tak łączy pokolenia. Chyba nie przesadzę też jak powiem, że jedna trzecia wszystkich ludzi miała na sobie koszulkę Sabaton. Szczególnie widoczna była taka młodsza młodzież z rodzicem. Myślę, że to bardzo dobrze, że jest taki zespół, który potrafi zainteresować młodych ludzi muzyką metalową, ja też zaczynałem kiedyś od Scorpions. A może któremuś panu w koszuli i z wąsem też się spodobało:)

Frontside zaczął punktualnie o 18:15 i wykorzystał swój set na zaprezentowanie utworów z ostatniej płyty i kilku dobrze znanych staroci jak „Naszym Przeznaczeniem Jest Płonąć”, „Wspomnienia Jak Relikwie”, „Dopóki Moje Serce Bije” czy „Nie Ma Chwały Bez Cierpienia”. Auman udanie nakręcał ludzi do wspólnej zabawy i publiczność od początku dopisała dając wsparcie wszystkim zespołom.

Żywiołowy występ zaprezentował fiński Battle Beast. Pełen energii i wigoru heavy metal rozruszał publiczność na dobre i choć chyba mało kto znał repertuar, to nie przeszkadzało to w bardzo dobrym przyjęciu, jakie ludzie zgotowali temu zespołowi. Muszę przyznać, że mi również się podobało, choć żałuje trochę, że niezbyt dobrze było słychać wokalistkę.

Dobre przyjęcie miał również holenderski Delain, choć to już zupełnie inna muzyka. Symfoniczny metal przypominał mi właśnie Epicę. Ja z Delain spotkałem się po raz pierwszy, ale to bardziej znany zespół od Battle Beast i myślę, że byli tacy, którzy znali ich wcześniej. Delain również zaprezentował się z dobrej strony łącząc energię z delikatniejszą nastrojowością, a ludzie i przy tym bawili się doskonale.

Jako wstęp do występu Sabaton poleciał z głośników przebój Europe „The Final Countdown”. Zadymiło się i zapaliły się reflektory, tak żeby nie było widać ostatnich przygotowań na scenie. Następnie zabrzmiało intro i przy ogromnej owacji zaczął się koncert, który objął utwory z wszystkich siedmiu płyt Sabaton. Na początek „Host Division”, potem „To Hell And Back” i „Carolus Rex”. Jako czwarty był mój ulubiony numer z “Heroes” “Soldier Of 3 Armies”. „Gott Mit Uns”, zgodnie z życzeniem publiczności zaprezentowany został po szwedzku. Następnie „The Art Of war” i wykrzyczany przez ludzi „Swedish Pagans”. Joakim pokazał kartkę z setlistą, mówiąc, że tego numeru nie ma w rozkładzie, na co jeden z gitarzystów zabrał mu ją, podarł i zagrali. Nie wiem na ile to było spontaniczne, a na ile wyreżyserowane. W ogóle Joakim utrzymywał bardzo dobry kontakt z publiką, popisywał się swoją znajomością polskiego, która oprócz „kurwa” zawierała także takie sformułowania, jak „jeszcze jedno piwo”, „dobra wódka” i „gęsia skórka”. Jak dla mnie trochę za dużo było tego gadania i odgrywania kabaretowych scenek, no, ale taki to już urok koncertów Sabaton.

Dalej w kolejności były „7734”, „Resist And Bite”, „A Lifetime Of War” i “Far From The Fame”, aż doszło do szczególnego dla nas utworu “Uprising”. Joakim powiedział, że w wielu wywiadach i rozmowach z ludźmi jest pytany dlaczego Sabaton upodobał sobie polską historię jako tematykę swoich utworów. Odpowiada na to, że nie jest to do końca prawda, ponieważ śpiewa o historii z całego świata, ale rzeczywiście jest coś szczególnego w polskich dziejach, a to dlatego, że Polacy są na nie wyjątkowo wyczuleni i przeżywają je mocniej od innych. Nadszedł ten moment, że odczuwa to, co nazywa się „gęsia skórka” i dla naszych ojców i dziadów zagrali pieśń o powstaniu warszawskim.

Ten utwór zakończył pierwszą część koncertu, a na bis poleciały jeszcze, otwierający „Heroes” „Night Witches”, przyjęty szczególnie owacyjnie „40:1” i również wykrzyczany przez ludzi „Primo Victoria”. I kiedy myślałem, że to już koniec, zahaczyli jeszcze o swoją drugą płytę i na zakończenie zagrali „Metal Crüe”.

Nie muszę chyba dodawać, że właściwie wszystko było wyśpiewane chóralnie przez większość sali i właściwie przez cały czas zabawa była przednia, a w niektórych momentach skakali wszyscy, łącznie z tyłami i sektorami. Sabaton udowodnił, że nie darmo cieszy się u nas dużą popularnością, a ludzie udowodnili, że w istocie ten zespół nad Wisłą zawsze może liczyć na gorące przyjęcie. Te półtorej godziny chyba nikogo nie mogło zawieść, a nastolatkowie wraz z rodzicami na pewno wyszli pełni wrażeń i nie mogą się doczekać poniedziłku, jak będą opowiadać w szkole gdzie byli i co widzieli. Mi również się podobało, jakoś zawsze omijał mnie ten Sabaton, widziałem ich wcześniej tylko raz, bardzo dawno, kiedy nie byli w ogóle znani i supportowali kogoś w Stodole. Chyba mieli jedną płytę wtedy. Jakże wiele się zmieniło od tego czasu. A dzisiaj znowu idę na Torwar, tym razem dopingować koszykarzy Legii w meczu z SKK Siedlce. Ale to już inna historia.

Komentarze
nikolai0 : Progresja była pełna na Epice :)
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły