Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Rush - Clockwork Angels

Pięć lat kazali czekać mistrzowie technicznego progrocka na swój kolejny krążek. Nie będę ukrywał, że od czasu wydania "Counterparts" w 1993 roku grupa popadła w jakiś twórczy marazm, a kolejnym wydawnictwom brakowało przede wszystkim świeżości i polotu, pomimo, że poziom wykonawczy nie budził zastrzeżeń. Dlatego tym większa moja radość po przesłuchaniu "Clockwork Angels", które choć może dziełem wybitnym nie jest, to na pewno przywraca wiarę w ten zespół.
To co przede wszystkim rzuca się w uszy po przesłuchaniu "Clockwork Angels" to radość z grania. Te 66 minut muzyki, choć nie przynosi żadnych rewolucyjnych rozwiązań i pomysłów to zagrana jest na dużym spontanie i luzie, jakiego nie było w zespole od blisko 20 lat.

Płyta przynosi więc 12 bardzo dobrze napisanych kompozycji prezentujących szalenie wysoki poziom instrumentalny. Żadne to nowym w przypadku Rush, ale słuchając technicznych łamańców w otwierającym płytę "Caravan", pięknie rozwijających się "Clockwork Angels" czy "Headlong Flight" czy wieńczącego płytę "The Garden" odnoszę wrażenie, że Rush łapie trzecią młodość. Nie mogło też zabraknąć klasycznie rushowej "ckliwej" balladki. "The Wreckers" pięknie nawiązuje swoja linia melodyczna do kultowego szlagieru grupy "Nobody's Hero" ze wspomnianej już płyty "Counterparts".

Niestety, to co jest atutem tej płyty można też przekuć na jej niekorzyść. Te okraszone potężnym, soczystym brzmieniem utwory nie wnoszą absolutnie nic do dorobku grupy - wszystko to słyszeliśmy już w  wykonaniu Rush, nawet jeśli poziom zaprezentowany na "Clockwork Angels" wpisuje się w kanon tych lepszych prób. Trochę boli fakt, że na te 66 minut muzyki zabrakło porywających melodii, które nuciłoby się pod nosem. Nie za się ukryć, że obok kilku genialnych, zapierających dech w piersiach motywów jest też sporo bezbarwnych, które przelatują jak woda nie pozostawiając nic po sobie ("Seven Cities Of Gold". "Halo Effect", "BU2B", "Carnies").

"Clockwork Angels" w ogólnym rozrachunku jest bardzo dobrą płytą. Przydługawą, zachowawczą, ale wciąż bardzo dobrą, pokazującą, że Rush jest w formie i potrafi wykrzesać jeszcze coś ciekawego. Mnie osobiście cieszy fakt, że Geddy Lee im starszy, tym lepszym jest wokalistą. Pomimo kilku słów krytyki nadal uważam, że to co usłyszłąem na "Clockwork Angels" jest jedną z najlepszych porcji muzycznych w tym roku. Bardzo dobry album.

Tracklista:

1. Caravan
2. BU2B
3. Clockwork Angels
4. The Anarchist
5. Carnies
6. Halo Effect
7. Seven Cities of Gold
8. The Wreckers
9. Headlong Flight
10. BU2B2
11. Wish Them Well
12. The Garden

Wydawca: Roadrunner (2012)
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły