Paradoks
Ohlsson
Recenzje :

Overkill - Ironbound

Zawsze bardzo lubiłem tą grupę, tak więc na wieść, że nagrywają nowy krążek podchodziłem z pewnymi obawami. Dlaczego? Mając przed sobą ostatnie wypociny Slayera i Metallicy, zastanawiałem się czy złoty okres zespołów z lat 80-tych już się nie skończył. Slayer nagrał płytę dobrą choć pozostawiającą wiele do życzenia, Metallica chcąc wrócić do swoich korzeni złamała sobie obie nogi i panowie nagrali coś co bez problemu można nazwać amatorszczyzną. Jedynie Testament, wydając w 2008 wyśmienitego "Formation Of Damnation" i Megadeth, z bardzo dobrym "Endgame", pokazali, że jeśli chce sie nagrać dobry materiał to można, wystarczy tylko trochę serca i wysiłku. Jak sprawa wygląda z "Ironbound"?

Żeby nie przedłużać: najnowszy materiał Overkilla to dzieło ze wszechmiar wybitne, zacierające złe wrażenie pozostawiające po śmiercionośnym magnetyzmie i światem krwią malowanym. Jak wiadomo Overkill to jedna wielka niewiadoma - raz nagrają wyśmienity krążek a raz "taki se" tym razem jednak, na swoje 30-ste urodziny, po prostu zniszczyli.

Po zaledwie "dobrym" "Imortalis" Overkill wzięli się za siebie i postanowili iść za ciosem i zmienić wydawcę co tylko poszło im na rękę. Nowym wydawcą Amerykanów jest Nuclear Blast, który ostatnio nabrał wiatru w żagle i wydaje same smakołyki. W samej warstwie muzycznej nie ma aż tak wielu zmian - dalej mamy szybkie thrashowe petardy okraszone w niektórych kawałkach klimatycznymi wejściami. Solówki po prostu tną niczym ostrza kosiarki, bas przytłacza nas swoim ciężarem, perka napierdala nam po łbie niczym karabin maszynowy a wokal nas jeszcze dobija. O brzmieniu tej płyty można pisać po prostu godzinami a i tak nic nie odda tego co przeżywamy za pierwszym razem gdy to słyszymy - zwłaszcza biorąc pod uwagę mdłe i płaskie brzmienie Slayera i jego "World Painted Blood" - jest po prostu nieziemskie tak powinny brzmieć thrashowe zespoły XXI w.!

Kiedy pierwszy raz usłyszałem zamieszczone utwory to... nie wiem jak mam nazwać to uczucie, które mi towarzyszyło. Powiem tylko tyle, że ciśnienie mi skoczyło a dech zaparł w piersi - coś takiego miałem ostatnio, gdy pierwszy raz słuchałem "Reign In Blood" sami wiecie kogo! Właściwie każdy kawałek jest unikalny: na początek rozwalający "The Green And Black", tytułowy, który wprawił moje uszy w orgazm, rock'n rollowy "Bring Me The Night", przytłaczający "The Goal Is Your Soul". Nie będę się tu rozpisywał o każdym z nich, gdyż nie chce wam psuć niespodzianki, w każdym razie płyta ta długo jeszcze nie będzie schodzić z mojego odtwarzacza. To wszystko sprawia, że "Ironbound" jest moim czarnym koniem do thrashowej płyty roku 2010, jednakże szkoda trochę, że wyszła w okresie kiedy żaden konkurent nie ma nic w zanadrzu bo gdyby nowojorczycy wydali ten album w 2009 to zmietliby konkurencję z powierzchni ziemi (no z Megadeth musiałby stoczyć pojedynek ale i tak myślę, że wyszedłby z tej walki obronną ręką choć nie bez ran). Jedynie pozostaje czekać na zapowiedzianego Exodusa.

W każdym razie ja jestem z tego krążka niezwykle zadowolony - dał mi to czego naprawdę szukam w thrashowym zespole XXI w. Całkowicie zatarł niemiłe wrażenie po amatorskim "Death Magnetic" i byle jakim "World Painted Blood", dla mnie ta płyta już ma status kultowej i jeśli Overkill będzie trzymał taki poziom to zacznie przeżywać drugą młodość.

Ocena: 10/10

Tracklista:

01. Green And black
02. Ironbound
03. Bring Me The Night
04. The Goal Is Your Soul
05. Give A Little
06. Endless War
07. The Head And Heart
08. In Vain
09. Killing For A Living
10. The Src

Wydawca: Nuclear Blast Records (2010)

Komentarze
jedras666 : Najlepsza Twoja recenzja :)) Dzięki za wyrozumiałość...
Harlequin : Najlepsza Twoja recenzja :)) Płyta naprawdę bardzo pozytywnie...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły