Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Recenzje :

Luca Turilli - King Of The Nordic Twilight

Symphony Of The Enchanted Lands, Dawn Of Victory, Rhapsody, Luca Turilli, heavy metal, Heavens Gate, Miro, Olaf Hayer, power metal, Rannveig Sif Sigurdardóttir

Ileż to trzeba mieć pomysłów, żeby między tak genialnymi płytami jak „Symphony Of The Enchanted Lands” i „Dawn Of Victory”, swojej macierzystej formacji Rhapsody, nagrać jeszcze album solowy. Tym bardziej, że stylistycznie niczym to się od Rhapsody nie różni. Widocznie jednak Luca Turilli miał w głowie kolejne sagi i wielkie historie, na które jednego zespołu po prostu nie wystarczyło. Dlatego zwrócił się w stronę Niemiec i muzyków starego heavymetalowego Heavens Gate, którzy obstawili bas i perkusję. Ponadto zespół stworzyli Miro na klawiszach i Olaf Hayer śpiew. Tak rozpoczęła się kolejna epicka przygoda w krainie magii, smoków i elfów.

Generalnie Luca Turilli pod szyldem solowym niczym nie różni się od Rhapsody. Od tematyki i koncepcyjności albumu, przez grafiki i zdjęcia, aż do muzyki, wszystko tu jest takie same. Nawet układ piosenek, że ostatni numer jest dużo dłuższy niż inne, jest taki jak być powinien. Sam zaś Luca, okraszony królewską koroną i z mieczem w dłoni, spogląda poważnie ze zdjęcia.

„King Of The Nornic Twilight” jest pierwszą częścią sagi o dzielnym Arielu, który sprzeciwił się okrutnej tyranii ojca i zapragnął czynić dobro. Naraził się tym na jego gniew i pragnienie strasznej zemsty. Burzliwe są jego dzieje, zarówno wojenne, jak i z księżniczką elfów w tle. Zgadnijcie jednak kto wygrał ten bój? Tak, tak, oczywiście ci dobrzy, a szczęście i sprawiedliwość zapanowały na świecie. Nie na zawsze jednak, bo zło się czai i powróci jeszcze w następnych odcinkach.

Muzycznie uważam, że „King Of The Nornic Twilight” wprawdzie nie dorównuje przytoczonym na wstępie tytułom, ale mimo to jest to świetna płyta, pełna pasji i artystycznego kunsztu. Luca jest mistrzem w swojej dziedzinie i jeżeli stać go na takie albumy to niech je nazywa jak chce i nagrywa ich jak najwięcej. Symfoniczny power metal w pełnej krasie wzbogacony dużą ilością chórów, orkiestralnych aranżacji, skrzypiec, fletów, deklamacji. Do tego energiczne riffy i maksymalnie śpiewne i powyciągane wokalizy. Taki jest Luca Turilli.

Wyjątkiem jest „Princess Aurora”. Jest to wręcz operowa aria cudownie zaśpiewana przez islandzką śpiewaczkę Rannveig Sif Sigurdardóttir. Podobnie podniosły i chóralny jest też „Warrior’s Pride”. Na drugim biegunie znajduje się najbardziej przebojowy „The Ancient Forest Of Elves” i spory zestaw innych hiciorów. Na koniec długi i bardzo rozbudowany utwór tytułowy, w którym obok narracji i chóralnych wokali jest mnóstwo gry gitar i instrumentów klasycznych.

Po nim jeszcze następuje ukryta, krótka ludowa przyśpiewka. Niezbyt to fajne i raczej niepotrzebne, ale to już jest szczegół. Luca Turilli pokazał się jako doskonały kompozytor również poza Rapsody i dowiódł, że samodzielne nagrywanie nie stanowi dla niego problemu.

Tracklista:

01. To Magic Horizons
02. Black Dragon
03. Legend Of Steel
04. Lord Of The Winter Snow
05. Princess Aurora
06. The Ancient Forest Of Elves
07. Throne Of Ice
08. Where Heroes Lie
09. Warrior`s Pride
10. Kings Of The Nordic Twilight

Wydawca: Limb Music GmbH (1999)

Ocena szkolna: 5

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły