Wracać wciąż do domu Le Guin
Zadra
Recenzje :

KAT i Roman Kostrzewski - Biało-Czarna

KAT, Roman Kostrzewski, Biało-Czarna, thrash, heavyNa tą płytę czekali chyba wszyscy fani tej starej jak świat i zasłużonej ekipy. To co się działo przez ostatnie 10 lat z KAT-em wie chyba każdy, kto nie słucha metalu od wczoraj, dlatego daruję sobie rozdrapywanie przeszłości. Sama premiera "Biało-czarnej" była przekładana już tyle razy, że sam zwątpiłem w to, czy kiedykolwiek ją jeszcze ujrzymy na sklepowych półkach. Teraz, gdy już mam ją przed sobą, mogę wreszcie odpowiedzieć na to dręczące zapewne większości z was pytanie "czy warto było czekać tyle lat od czasu wydania ostatniego materiału KAT-a?".

Ostatni materiał wielmożnego Romana ukazał się w 2007 pod tytułem "Woda". Był to dosyć eksperymentalny i ciekawy krążek, jednak zupełnie odbiegający od tego co tworzył dotychczas z Piotrem Luczykiem i s-ką. Dlatego chyba, wszystkich uradowała wieść, że po kilku tysiącach zagranych koncertów Roman wreszcie postanowił wydać coś pod szyldem swojego nowego zespołu. Niestety, już pierwsze zajawki tego albumu, niezbyt przychylnie mnie do niego przekonywały. Poza tym informacje, że utwory mają trwać do 7 minut sprawiały, że do płyty podchodziłem jak pies do jeża i w tym nastroju pozostawałem do czasu, aż w końcu płytę usłyszałem.

Zapewne mieliście kiedyś takie coś, co nazywa się "mieszane uczucia"? Towarzyszyły mi one od początku do końca słuchania tego materiału. Płyta jest całkowicie nierówna, gdyż przebłyski geniuszu mieszają się tutaj z byciem oldschoolowym na siłę, przez co płyta traci na atrakcyjności i tak szybko jak wylądowała w moim odtwarzaczu tak równie szybko z niego wyleciała. Może najpierw skupmy się na zaletach tego materiału. Po pierwsze to czego obawiałem się najbardziej, czyli długość materiału, okazało się bezpodstawne. Owszem numery są długie, ale nie rozwleczone, mimo że trwają po 6 minut żaden nie męczył jak to było w przypadku opisywanego przeze mnie Evile'a. Za to bardzo duży plus. Zresztą to zasługa kompozytorów, którym udało się znaleźć złoty środek dzięki czemu każdy kawałek słucha się do końca i nie ma irytującej chęci przełączenia go. Kompozycje i znaleziony złoty środek, kolejny plus. To co w Kacie lubił chyba każdy, czyli urozmaicenie. Ostre thrashowe, petardy mieszają się tu z balladowymi zagrywkami i melodycznością przez co nie mamy tu tendencji kopiuj/wklej.

Jak widać zalety "Biało-czarna" ma i to dosyć znaczące. Niestety problem w tym, że wady mogą odrzucić tych, którzy nigdy specjalnie za KAT-em nie szaleli. Tu muszę napisać o brzmieniu, które jest po prostu nijakie. Mamy tu do czynienia z próbą połączenia nowoczesnego ze starym przez co wychodzi średnio zjadliwa papka. Do tego strasznie przytłumione gitary, którym całkowicie brakuje pazura. Jak to brzmi w ostrzejszych momentach mówić nie muszę? Następny minus, wystawiam z ogromnym bólem serca ale niestety muszę. Jest to wokal Romana Kostrzewskiego, który przegrał ze śmiertelnym wrogiem jakim jest czas. Niestety, Roman teraz a Roman kiedyś to dwie zupełnie inne osoby. Ten z teraz nie brzmi niestety zbyt okazale i to jest jedyne co mogę napisać, nie obrażając przy tym osoby do której czuje tak ogromny szacunek. Choć na usta cisną się inne, gorsze określenia i trudno o upływ czasu oskarżać człowieka. Mimo tego, że kompozycje same w sobie są dobre to żadna z nich nie zapada na dłużej w pamięć. Można wręcz rzec, że "Biało-czarna" to jedyna płyta, która nie przetrwa próby czasu w przeciwieństwie do "666", "Oddechu..." czy "Róż miłości...". Wszystko to już gdzieś było i nic już nie zaskoczy starszego fana tej zacnej kapeli.

Jak widać z powyższego zestawienia plusów i minusów, wyłania nam się dziwna hybryda, z którą tak na dobrą sprawę nie ma co zrobić. Z jednej strony kompozycje są naprawdę dobre, jednak z drugiej żadna nie jest na tyle przekonująca żeby przetrwała próbę czasu. Nie wiem czy Roman zdawał sobie sprawę z tego, że w tak wyczekiwanym materiale zawsze będzie coś zgrzytało, bo gdyby wydał "Biało-czarną" kilka lat wcześniej, na pewno byłbym bardziej zachwycony. Największy problem mam jednak z wystawieniem oceny "Biało-czarnej". Z jednej strony przemawia przeze mnie stary fan KAT-a, któremu większość tych wad za bardzo nie przeszkadza i ta strona krzyczy, żeby dać 8. Z drugiej jest ten wredny obiektywizm, który oczekiwał o wiele więcej i ani myśli dać więcej niż 6. Chińskim targiem wychodzi 7 i myślę, że to jest idealna ocena dla tego materiału. A na pytanie "czy warto było czekać?" odpowiedź jak zwykle musicie sobie sprawdzić sobie sami. Ja już swoją mam.

Ocena:7/10

Tracklista:

01. Bara 
02. Maryja Omen  
03. Szkarłatny Wir 
04. Diabelski Dom IV  
05. Milczy Trup  
06. Wolni od Klęczenia  
07. Kupa Świąt  
08. Bieluń  
09. Z Boskim Zyskiem 
10. Kapucyn Zamknął Drzwi

Wydawca: Mystic Productions (2011)

Komentarze
Szmytu : Również ciężko mi się jej słucha, ale z drugiej strony uważam, że...
rob1708 : tez mi ciezko wchodzi przesluchalem z 20razy i po 4wybranych utworach w ot...
CrommCruaich : W weekend próbowałem dać szansę tej płycie, ale po 2 kawałkach...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły