Paradoks
King Dude
Recenzje :

In Flames - Whoracle

The Jester Race, Whoracle, In Flames, Depeche Mode, Morbid Noizz Productions

„The Jester Race” była płytą, która nazbierała fanów. Nie dziwne więc, że na jej następcę wiele osób czekało z niecierpliwością. „Whoracle” ukazała się już po roku i od razu na jej temat pojawiło się wiele skrajnych opinii. Dla jednych najlepsza, dla innych najgorsza, dla jeszcze innych nierówna. Ja wielkim fanem In Flames nigdy nie byłem, płytę poznałem wiele lat później, więc stosunek do niej mam wyważony. Uważam, że jest to album bardzo dobry, z wieloma chwytającymi momentami, a wszelkie wspomniane nierówności mieszczą się w ramach stylu jakiemu zespół ówcześnie hołdował, będąc zresztą jednym z jego najważniejszych współtwórców.

Whoracle to słowo jakiego nie znajdziemy w słowniku. Jest to połączenie słów whore i oracle. Po polsku mogłoby to więc brzmieć kurwocznia. W zrozumieniu o co chodzi trochę pomaga okładka, natomiast z wydania kasetowego Morbid Noizz Productions ciężko coś wywnioskować z tekstów. Nie dość, że roją się od literówek, to jeszcze zwrotki w utworach zapisane są w losowej kolejności, zupełnie nieadekwatnej do realnego śpiewu. Przyznam więc, że niewiele z nich zrozumiałem. Wyczytałem jednak, że „Whoracle” pod względem lirycznym przedstawia zwartą opowieść o losach naszej planety w przeszłości i przyszłości. Przyszłości hipotetycznej, a przeszłości mitycznej, jak wskazują choćby dwa pierwsze tytuły utworów. Jotun to rasa olbrzymów z nordyckiej mitologii.

A jednocześnie pierwszy wielki hit na „Whoracle”. Ekspresja, wybuchowość, siła żywiołu i rozwinięta melodyka to naturalne atuty In Flames. Ich muzyka wręcz się rozpływa w gładkich riffach i wokalach: „A body of black that carried we reflection”. Tak jest też w cięższym „Food For The Gods” czy moim ulubionym „Episode 666”. Tak jest też w, chyba najbardziej rozbrajającym gitarowymi melodiami, „The Hive”.

Ale na „Whoracle” znajdziemy też trochę spokoju, jak choćby w „Gyroscope”. Pojawia się więcej delikatności, podkreślonej akustyką, lecz szantowe melodie i wolniejsze gitary pozostają w wytyczonym klimacie. Podobnie jest w instrumentalnym „Dialogue With The Stars”, gdzie gitary są wręcz wesołe, w tej swojej plastycznej tonacji. Wolniejszy, z kontrastującym refrenem jest „Jester Script Transfigured”. Dopiero ostatni „Whoracle” wprowadza prawdziwą nastrojowość wspomaganą gitarami akustycznymi i kobiecym głosem.

Niewątpliwą atrakcją „Whoracle” jest cover Depeche Mode „Everything Counts”. Zaczyna się naprawdę ciężko, ale potem rozwija się w bardzo śpiewnych wokalizach. Słychać inność tego utworu, ale mimo to, zrobiony jest bardzo po swojemu i znakomicie wkomponowuje się w zawartość albumu.

Wszystko to sprawia, że „Whoracle” jest płytą poukładaną stylistycznie, ale także zróżnicowaną, z szerokimi horyzontami i bogatą w pomysły. Przez to jest ciekawa i lepsza niż gdyby miała być prostolinijna, o jednym tylko profilu.

Tracklista:

01. Jotun
02. Food For The Gods
03. Gyroscope
04. Dialogue With The Stars
05. The Hive
06. Jester Script Transfigured
07. Morphing Into Primal
08. Worlds Within The Margin
09. Episode 666
10. Everything Counts [Depeche Mode cover]
11. Whoracle

Wydawca: Nuclear Blast (1997)

Ocena szkolna: 5

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły