Ohlsson
Zadra
Recenzje :

Ghost - Prequelle

ghost, prequelle, papa emeritus, meliora, popestar, metal, rock, gothic, pop-rock, mrok, dark

Ghost zdążył już nas przyzwyczaić nie tylko do kontrowersyjnych tekstów, nawołujących do uwielbienia szatana, ale również do charakterystycznej otoczki, jaką wokół siebie zbudował. To sprytne zagranie marketingowe przyniosło znakomite efekty, dzięki którym zespół stał się żywą legendą. Jak się okazuje, poza na bluźnierczy wizerunek, który jest jedynie symbolicznym pstryczkiem w nos dla szeroko pojętego klerykału, to doskonały przepis na sukces i wywołanie medialnego zamieszania. I znów się dzieje! Poprzez najnowsze wydawnictwo "Prequelle" Szwedzi kolejny raz zaskakują, śmiejąc się nawet z własnego autoportretu.

Zaczęło się od surowych i psychodelicznych dźwięków, które w niepokojący sposób kojarzyły się z najgorszymi wizjami upadku ludzkości. Później było łagodniej, ale w dalszym ciągu mrocznie i dekadencko. Tym razem spotykamy się z fuzją pop-rockowych inspiracji z gitarowym ogniem, który mieni się nieco innymi barwami. "Prequelle" jest dużo bardziej liryczną płytą, w której Papa Emeritus nie jest już piewcą lucyfera, lecz prezentuje swoje nowe, sentymentalne oblicze. Pomimo że zawarta tutaj muzyka jest delikatniejsza i bardziej subtelna, album nie został pozbawiony specyficznej aury, zbudowanej na soczystych riffach, podpalanych prawdziwą siarką. Większość utworów jest bardzo nastrojowa, czasem wręcz patetyczna, co sprawia, że cały materiał jest lekki i przyjemny w odbiorze. Choć aranżacyjnie muzykom bliżej do Abby i Roxette, niż do Rokiego Ericksona i Black Sabbath, to klimat płyty budzi wiele lęków i skłania do refleksji nad życiem, śmiercią, miłością i przemijaniem – a więc wszystkim, nad czym nie możemy mieć kontroli...

Do tej pory muzyczne podróże pod wodzą Papy Emeritusa charakteryzowały się posępnością i rockowym przytupem, w których odnajdowali się zarówno wielbiciele ponurych brzmień prosto z zimnofalowego pieca rozmaitości, jak również miłośnicy popowych zaśpiewów, łaknący zbawienia dla zbłąkanej duszy. "Prequelle" zabiera nas w nieco inną wędrówkę, podczas której nie zachłyśniemy się ani katastroficznymi obrazami, ani złowrogą romantycznością. Poczujemy natomiast zapach pożądania i ból upływającego czasu. Poprzez swoją niewymuszoną przebojowość płyta jest nie jako kontynuacją mini albumu "Popestar", na którym znalazły się cztery covery popowych utworów. W porównaniu do swojej poprzedniczki "Meliory" zdecydowanie jest tutaj mniej mroku i mięsistych dźwięków, ale mamy całkiem sporo chóralnego śpiewu i klimatycznych smaczków, będących ukłonem w stronę lat osiemdziesiątych, pośród których Ghost czuje się jak ryba w wodzie.

Dotychczasowe wydawnictwa duży nacisk kładły na dynamiczne i tłuste brzmienie. W tym przypadku muzycy dość mocno skupili się na balladach, w których piękną ilustrację tworzą podkłady klawiszowe. Możemy się przy nich bujać aż trzykrotnie, przy okazji "See the light", "Pro Memoria" oraz "Life eternal". W opozycji do nastrojowych momentów, zespół stawia również na taneczność, którą album aż kipi do granic możliwości. Typowym utworem na dyskotekowe parkiety jest "Dance Macabre", będący świetnym przykładem muzycznej przewrotności. Jest to klasyczna piosenka o miłości z nieco kiczowatym tekstem, w której muzycy bawią się pastiszem i puszczają oczko w stronę N'Sync i Backstreet Boys. Nie brakuje także mocnych uderzeń, takich jak "Rats" oraz "Faith", który jest najcięższym nagraniem na płycie, mocno nawiązującym do klimatu "Meliory". Na szczególną uwagę zasługują również dwa instrumentalne kawałki, które wyróżniają się nietypową dla Ghost aranżacją. "Miasma" to muzyczny kolaż synth-popowej prostoty z rock and rollową bezkompromisowością, odwołującą się momentami do stylistyki charakterystycznej dla Orphaned Land. I ten saksofon w końcowej części utworu, który nadaje mu dodatkowej zmysłowości... Jednak najbardziej zaskakuje "Helvetesfönster", w którym flet mistycznie wprowadza nas w baśniowy świat rodem z tolkienowskich opowieści. Wydawnictwo zostało wzbogacone także o dwa bonus tracki, którymi są świetnie zaaranżowane covery: "Avalanche" Leonarda Cohena oraz "It's a sin" Pet Shop Boys. Muzycy po raz kolejny dość wiernie odwzorowali oryginały, nadając im swoje charakterystyczne brzmienie. Znów jest apetycznie – do tańca i do różańca!

Choć zatwardziali metalowcy mogą deklarować zniesmaczenie tym materiałem, to jestem przekonana, że żaden z nich nie zostanie innowiercą, porzucając kult anty-papieża. Absolutnie nie można powiedzieć, że muzycy są zdrajcami metalu, którzy zboczyli z obranej przez siebie ścieżki. Uwielbiam kapele, które nie boją się eksperymentów, czasem dość kontrowersyjnych i wykraczających poza wcześniej przyjęte standardy. W tym przypadku prawdziwą miarą artystycznej wartości jest umiejętność obrony własnej niezależności, bez względu na trendy i oczekiwania narzucane przez folklor. "Prequelle" nie jest ani najlepszą, ani najgorszą płytą w dyskografii Ghost – ona jest po prostu inna, co jest jej największym orężem, którym zespół będzie walczyć z komercyjną bylejakością, skłonną się sprzedać za 30 srebrników.

Data wydania: 1 czerwca 2018
Wydawca: Loma Vista

Tracklista:

  1. Ashes

  2. Rats

  3. Faith

  4. See the light

  5. Miasma (instrumental)

  6. Dance Macabre

  7. Pro Memoria

  8. Witch image

  9. Helvetesfönster (instrumental)

  10. Life eternal

Bonus tracki:

  1. Avalanche – cover Leonarda Cohena

  2. It's a sin – cover Pet Shop Boys

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły