Wracać wciąż do domu Le Guin
Castle Party 2020
Recenzje :

Fudge - Dust To Come

Fastball Music, Fudge, Dust To Come, Vorph, Kreator, Samael

Wytwórnia Fastball Music anonsuje niemiecki Fudge jako pionierów synth-metalu. Biorąc pod uwagę, że właśnie debiutują pełną płytą, taka interpretacja wydaje się, co najmniej, mocno przesadzona, jednak zespół istnieje od 2012 roku i ma na koncie kilka mniejszych wydawnictw. Całokształt jego obecnych możliwości nosi tytuł „Dust To Come” i będzie go można celebrować od 16 października, ale dzięki uprzejmości promotora, ja mogę o nim napisać już dzisiaj.

Elektroniczne dźwięki witają nas tajemniczym intrem, które od razu nakierowuje na taką kosmiczną stylistykę. Napięcie narasta, a atmosfera gęstnieje, aż przechodzi w mozolny i siarczyście nasączony industrialnością „Into The Whispers”. Mimo że mamy do czynienia już z pełnowymiarowym kawałkiem to wciąż można odnieść wrażenie, że spełnia on rolę rozszerzonego wstępu. Jakbyśmy przeszli już odprawę, ale jeszcze szli rękawem w drodze do międzygalaktycznego samolotu. Atmosfera jest gęsta, a gitary gniotą powoli, nawet podczas klaustrofobicznych solówek. Podobnie jest z walcowatym wokalem, który dociska do podłoża także w bardziej melodyjnym refrenie. Dlatego wjazd w „The Summoning” to już zupełnie inny wymiar. Samolot wystartował, a obroty od razu stają się o wiele wyższe. I na tym pułapie już będziemy się utrzymywać podczas lotu przez kolejne kawałki. Fudge serwuje instrumentalne turbulencje i elektroniczne zawirowania wciąż trzymając jednak określony kierunek, wyznaczany przez zwarte gitarowe riffy. Jest jak taki cyborg, który pobawi się swoim świetlistym mieczem, powiruje przy solówkach, ale jednak nieustająco brnie do przodu. Wolniejszy i bardziej mulisty będzie jeszcze numer tytułowy, ale w większości muzyka jest żwawa i wyśrubowana.

Pomaga w tym zdarty, mocny wokal, który jest spójny z muzyką i w wielu momentach potrafi zaskoczyć chwytliwymi partiami. Najbardziej porywające są „Mechanical Human” i „For Those Who Live In Fear”, a także taki nieco samaelowy „I’m A Wolf”. Samaelowy oczywiście z tych syntezatorowych czasów. Są tu odpowiednie uspokojenia, kontrastujące z wjeżdżającym energetycznym refrenem, a wokale w zwrotkach przypominają ten stateczny styl Vorpha.

„For Those Who Live In Fear” zamyka właściwy program albumu, a potem następuje bardzo długa kosmiczna opowieść. Jest to cyber-monolog wypowiadany przejmującym i wkręcającym głosem, a także mający ciekawe i urozmaicone tło, ale na boga, jakkolwiek dobrze by to nie było zrobione, to ponad dziesięć minut gadania na płycie to jest totalne przegięcie i wielka krzywda wyrządzona samemu sobie. Za którymś razem staje się to naprawdę męczące i bardzo psuje pozytywny wydźwięk całości. A na sam koniec, jako bonus, pojawia się starszy kawałek zespołu „Bittersweat Revenge”, który kojarzy mi się z Kreatorem nie tylko ze względu na tytuł, ale i ogólny wyraz gitarowy oraz wokalny, tylko, że z dodatkiem klawiszy.

O ile „Dust To Come” na pewno nie jest prekursorem czegokolwiek, to nie można odmówić tej płycie pomysłowości, solidności w wykonaniu i chłonności w odbiorze. Atrakcyjność instrumentalna idzie w parze z wpadającymi w ucho motywami i daje szeroki wachlarz nowoczesnych emocji.

Tracklista:

01. Silently
02. Into The Whispers
03. The Summoning
04. GODS
05. Mechanical Human
06. I'm A Wolf
07. Death To Man
08. Dust To Come
09. Thousand
10. Reprise
11. Confession
12. For Those Who Live In Fear

13. Dust To Come Part II
14. Bittersweet Revenge

Wydawca: Fastball Music (2020)

Ocena szkolna: 4+

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły