Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Relacje :

Emilie Autumn - Progresja, Warszawa (09.02.2010)

Emilie Autumn to artystka wyjątkowo wszechstronna. W swojej grze Emilie Autumn łączy zarówna klasyczne, renesansowe, barokowe oraz średniowieczne style z nowoczesną muzyką rockową i elektroniczną. Oprócz śpiewu również gra, a jej ulubionym instrumentem są skrzypce: barokowe i elektryczne. Nieobce są jej także altówka, fortepian i klawesyn. Kiedy Emilie nie nagrywa ani nie koncertuje, projektuje dla Mistress -  jej własnej linii ubrań i zapachów dla jej własnego, niezależnego przedsiębiorstwa, WillowTech House. 
Powszechnie znana za jej własne, wizjonerskie estradowe kostiumy w wypromowanym przez nią własnym stylu określanym mianem "punktorian" lub “victorianindustrial”. Zdolności projektanckie Emilie Autumn zostały wykorzystane, gdy zaproponowano jej stworzenie kostiumów do video "Walking Shade," pierwszego singla Billego Corgana z jego albumu TheFutureEmbrace

Emilie Autumn jest też świetną pisarką i ilustratorką, w 2001 wydała szybko wyprzedany tomik poezji. W 2005 roku światło dzienne ujrzało jej drugie wydawnictwo z wierszami w formie audio - "Your Sugar Sits Untouched," wydane przez WillowTech House. Aktualnie Emilie Autumn dopracowuje ilustracje do jej gotyckiej książki tylko dla dorosłych, "The Alphabet Book of X-Boyfriends. Współpracowała między innymi z Courtney Love i Billy'm Corganem (Smashing Pumpkins), formacjami Attrition i Die Warzau oraz legendą sceny detroit techno - didżejem T1000.

Lutowe przedstawienie artystki było już jej czwartym przyjazdem do naszego kraju. Trasa koncertowa promowała ostatnią autobiograficzną książę artystki “The Asylum for Wayward Victorian Girls”. Na koncercie w Warszawskiej Progresji Emilly wystąpiła z paniami z The Bloody Crumpets - koncertową grupą Emilly w częściowo okrojonym składzie. Wystąpiły tylko Naughty Veronica, The Blessed Contessa, Magott Aprella. A zagrany był w zasadzie cały materiał z “Opheliac”. Może trochę szkoda, że nie było bardziej przekrojowo z „A Bit O’ This & That” ale tu pewnie panie nie miałyby czasu by się odpowiednio szybko przebierać. Słowo koncert to tutaj wyjątkowo mało. Występ był przedstawieniem łączącym w sobie śpiew, taniec, muzykę, kabaret, teatr i akrobatykę.

Pierwszym zagranym utworem było “4 O'Clock Play”. Po zabłyśnięciu świateł pierwsze co rzuciło się w oczy to imponująca scenografia. Na środku sceny zainstalowany został wielki okrągły ekran gdzie wśród dymu ukazała się w końcu Emilie. Towarzyszące jej tancerki wykonywały karkołomne ewolucje z filiżankami a wokalistka ku uciesze publiczności wdrapała się na sam szczyt rusztowania. Nieliczni szczęśliwcy mogli potem filiżanki łapać a ci bardziej szczęśliwi mogli nawet zostać oplutymi herbatą. Kolejno grupa wykonała Opheliac gdzie pokaz choreografii osiągnął swoją kulminację. Po Opheliac przyszedł czas na Liar gdzie po raz pierwszy w rękach Emilie znalazły się skrzypce a w rękach pozostałych artystek inne rekwizyty jak np gumowe siekierki. Następnie zagrane zostały "The Art of Suicide", "I Want My Innocence Back", "Shalott" i "God Help Me". W końcu przyszedł czas na długo oczekiwany "Unlaced" gdzie popisu wirtuozerii dokonały skrzypce Emilie jak i towarzyszący jej klawesyn. Potem kolejny wyczekiwany przez publiczność utwór "Dead Is The New Alive" znany niektórym  ze ścieżki dźwiękowej do filmu “Piła IV”  w  wersji zremiksowanej któremu towarzyszył mini pokaz sztucznych ogni. Dalej z kolei pojawiły się utwory "I Know Where You Sleep" i "306".
Na "Misery Loves Company" jako rekwizyty posłużyły parasolki a na koniec w publiczność rzucone zostały balony. Koncert zakończony został solowym występem na skrzypcach w wykonaniu Emilie.

Po około czterdziestu minutach od zakończenia spektaklu Emilie, Veronica, Maggot, Contessa oraz Aprella wyszły do fanów aby podpisać płyty, ciała i cokolwiek dało się nadstawić, nawet policzek do całusa. Można było też kupić liczne pamiątki - niekonwencjonalną kolekcję gadżetów związanych z Emilie: książkę, specjalną edycję albumu "Opheliac", audiobooka oraz koszulkę. Wszystko jak zwykle po astronomicznych tradycyjnie cenach więc większość fanów zadowalała się pocztówkami.

Muzycznie koncert można podsumować rożnie. Przeszkadzał trochę niezbyt dopasowany playback. Wszystko prócz klawesynu skrzypiec i niektórych wokali było wcześniej przygotowane. W wokale niekiedy wkradały się fałsze ale ciężko nie dostać zadyszki śpiewając i jednocześnie i odstawiając akrobacje. Na plus można zaliczyć w Progresji nowe nagłośnienie - oby tak dalej.

Galeria
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły