Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Danzig - 6:66 Satan's Child

"Blackacidevil" był płytą, która zdecydowanie podzieliła fanów zespołu. Płyta zebrała raczej mało pochlebne recenzje, a wielu fanów zwątpiło raczej w powrót zespołu do starego, rockowego grania. "6:66 Satan's Child" okazał się jednak zaskoczeniem - i to takim, że wielu osobom kopara opadła w dół.
Nie do końca jest to powrót do rockowego grania. Formacja połączyła industrial z tym co robiła na pierwszych trzech płytach i powstał album, który muzycznie jest gdzieś pomiędzy "4P" a "Blackacidevil", ale swoim poziomem przebija wszystkie dotychczasowe dokonania Danzig. Zespół zarejestrował trzynaście utworów pełnych przestrzeni, pełnych mocy, pełnych mrocznego nastroju, pełnych rockowego ognia. Płytę rozpoczyna "Five Finger Crawl" - z nie co grunge'owym riffem, posępnym motywem przewodnim, przesterowanym wokalem i niesamowitą dynamiką. Sam wokalista daje tu wielki popis - delikatny szept przeplata się z przebojową melodią - kawałek chwyta od razu. "Belly Of The Beast" jest trochę wolniejszy, z ciężkim riffem i przytłaczającym, bardzo schizotycznym klimatem. "Lilin" to jeden z najlepszych kawałków na płycie - wolny, chyba najbardziej nawiązujący do wczesnych dokonań zespołu. "Unspeakable" jest dla odmiany dynamiczny, ale zarazem bardzo nowoczesny - jakby żywcem wyjęty z czwartej płyty zespołu. "Cut Without The Name" to kawałek pełen kontrastów, gdzie delikatne, lekko podrasowane elektroniką motywy przeplatają się z ognistym rockowym graniem, opartym na naprawdę dobrym, nowoczesnym riffie. "East Indian Devil" to dla odmiany bardziej industrialny kawałek, choć z drugiej strony riff przewodni jest chyba najlepszym na płycie. "Firemass" to ukłon w stronę cięższego - wolny, kroczący numer z przychrypniętym wokalem Danziga i transowymi dźwiękami gitary. "Cold Eternal" to kawałek przesycony elektroniką, na tle której mamy spokojny, narkotyczny głos wokalisty. Kolejny bardzo mocny numer. "Satan's Child" to dla odmiany bardzo nowoczesne rockowe granie, balansujące gdzieś na pograniczu alternatywy i modern metalu. "In The Mouth Of Abandonment" to przeplataniec industrialnych beatów i mocarnych gitarowych riffów - kolejny kawałek pełen kontrastów, a zarazem genialna kompozycja idealnie wypośrodkowana pomiędzy nowoczesnścią i oldschoolem. "Apokalips" to najwolniejszy numer na płycie, utrzymany w stylu pierwszej płyty Black Sabbath - mocno przesterowany bas, rzeżące brzmienie i zawodzący głos Danziga. Na zakończenie cover Johnny'ego Cash'a "13" - świetny, delikatny numer podkolorowany delikatnymi klawiszami klawiszami kroczącymi akordami gitar.

Danzig przy pomocy tych środków, które stosował dotychczas stworzył płytę genialną, która nie ma w sobie ani jednego zgrzytu, która porywa praktycznie w każdym utworze, która ujmuje różnorodnością i przemyślanymi piosenkami. Jest to materiał ciężki, ale przebojowy i nowoczesny. Krążek ten nie powinien zawieść ani zwolenników starszych dokonań jak i miłośników tego bardziej eksperymentalnego wcielenia. "6:66 Satan's Child" to jeden z najlepszych rockowych albumów jakie dane mi było słyszeć. Niewiele jest płyt, na których każdy kawałek jest dobry. To powinna być obowiązkowa pozycja na półce każdego melomana.

Tracklista:

01. Five Finger Crawl
02. Belly Of The Beast
03. Lilin
04. Unspeakable
05. Cult Without A Name
06. East Indian Devil (Kali's Song)
07. Firemass
08. Cold Eternal
09. Satans Child
10. Into The Mouth Of Abandonement
11. Apokalips
12. Thirteen

Wydawca: E-magine (1999)
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły