Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Bathory - Hammerheart

Bathory, Hammerheart, black metal, viking metalOto mamy przed sobą dzieło. Dzieło, które nie każdy docenia. Kto zna Bathory, ten wie iż był to zespół niezwykły. Najważniejszym człowiekiem w nim był mistrz Quorthon Seth. Tymczasem na okładce "Hammerheart" widnieją oprócz Quorthona jeszcze dwa tajemnicze imiona - Vvornth (perkusja) i Kothaar (gitara basowa). Utwory na płycie są również tajemnicze, niezwykłe.
Pierwszy kawałek - najdłuższy, bo trwający niewiele ponad 11 minut, "Shores In Flames" - cechuje jakże uspokajający szum fal na początku. Kilka sekund potem wchodzi przygrywka gitarowa, bardzo fajne kostkowanie. Już w pierwszych dźwiękach można wyczuć podniosłą atmosferę. Potem mamy "delikatny" wokal Quorthona, idealnie współgrający z odgłosem szumu fal, który cały czas jest w tle. Nagle mocne wejście bębnów i gitar. Pierwszy, przewodni motyw utworu, lekki chórek i ostry śpiew. Numer jest jak podróż w czasie. Słychać odgłosy walk, ognia. Cały ten klimat zlewa się na nas, czuć jakbyśmy znaleźli się na polu bitwy Wikingów. Tak - ta płyta opowiada właśnie o nich, zapoczątkowała styl zwany viking metalem. "Shores In Flames" pokazuje to dobitnie. Tego trzeba posłuchać, aby zrozumieć. "Valhalla" - drugi utwór. Rozpoczyna się zagrywką gitar akustycznej i elektrycznej. Znów podniosła atmosfera. Słychać dźwięki wydawane chyba przez... rogi? Kto wie? I tu jest ostry wokal. Po dłuższym wstępie kompozycja nabiera dynamiki. "Baptised In Fire And Ice" - bębny rozpoczynają ten zacny numer by następnie weszły gitary i połączyły się z chórami. Świetny wstęp. Na początku jest, że się tak wyrażę - trochę weselej niż w poprzednich numerach. Refren jest świetny - mocny wokal Quorthona + chóry. Metalowy pazur i podniosłość razem z epickością. "Father To Son" – na początku słychać, że na świat przychodzi dziecko, a w tle słyszymy odgłosy z jakiejś wioski Wikingów. I rytmiczne wejście gitar z chórami. Następuje świetny, złowieszczy riff. Natomiast przy "Song To Hail Up High" mam już inne odczucia. To jest najbardziej podniosły numer na płycie. Delikatny wokal, wymowne dźwięki gitary akustycznej... klimat, po prostu klimat. Potem rewelacyjny "refren" z chórami. Moment, przy którym czas staje w miejscu. No i odgłosy fal i mewy w tle ... melancholia jak się patrzy. Melancholia połączona z podniosłością. Próżno szukać drugiego takiego utworu, naprawdę. "Home Of Once Brave" – klimaty podobne jak w pierwszy numerach, też niezły. "One Rode To Asa Bay" - utwór perła obok "Song To ...". Opisuje jak chrześcijanie przybywają na Ziemie Północy aby "nawracać" (czyt. narzucić swoją wiarę). Do tego numeru powstał teledysk, jedyny zresztą jaki Bathory zrealizował. Na początku słyszymy tupot końskich kopyt, ptaki, w tym mewy. Następnie gitarę akustyczną, elektryczną, trochę chórów, wejście perkusji ... w sumie bez sensu opisywać. To trzeba usłyszeć, a jeszcze lepiej obejrzeć teledysk. Długi numer, trwający niewiele ponad 10 minut, zawierający tajemniczość, mistycyzm... wszystko. Powtarzam, to trzeba usłyszeć. Płytę kończy "Outro" - bębny i lekki chór ...

Jeśli można tak powiedzieć. W sumie nie spotkałem kapeli, która nagrałaby coś podobnego. Jedno jest pewne - jest to album oryginalny i do dziś intrygujący. Myślę, że będzie tajemniczy zawsze, przez kolejne pokolenia. To podróż w odległe czasy i do odległych krain. A stworzyć coś takiego to prawdziwa sztuka. Quorthon był, jest i zawsze będzie mistrzem viking metalu. Black metalu zresztą również. Co mogę postawić? 10/10, choć dla mnie płyta nie podlega ocenie. Każda ocena to za mało. Polecam.

Wydawca: Noise Records (1990)
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły