Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Gry :

The Last of Us

The Last of Us, Zombie, GryGdy po raz pierwszy natknąłem się na informacje prasowe na temat The Last of Us studia Naughty Dog przeczuwałem, że może to być coś ciekawego. Twórcy znakomitej i utytułowanej serii Uncharted, która zdaniem wielu nawet bardziej niż przygody Lary Croft łączyła ze sobą akcję i różnego rodzaju zagadki, chcieli pokazać światu, że stać ich na coś więcej. Autorzy przygód Nathana Drake'a chcieli zrobić grę trochę inną, wolniejszą, a jednocześnie nadal spektakularną. Czy im się udało? Ponad miesiąc po przejściu kampanii Single Player na wszystkich poziomach trudności z całą pewnością mogę powiedzieć, że tak, po stokroć tak. W poniższym tekście chciałbym ukazać wam mój punkt widzenia na grę, która miesiąc temu chwyciła mnie za gardło i nadal nie chce puścić.

Zaczynając podróż
Historia rozpoczyna się 20 lat po wybuchu tajemniczej zarazy, która przy pomocy nieznanej odmiany grzyba atakuje ludzki organizm zamieniając swe ofiary w mordercze i bezmyślne bestie, a władzę nad wszystkim sprawuje wojsko, które wprowadza ostry reżim we wszystkich aspektach życia obywateli. Wtedy również poznajmy dwójkę przemytników, naszego głównego bohatera Joela i jego towarzyszkę Tess. Joel jako postać z trudną przeszłością z początku przypomina typowy archetyp gbura w grach video. Jest szorstki bezpośredni i mentalnie odseparowany od wszystkiego na czym nie można zarobić.
Faktyczna przygoda zaczyna się, gdy Joel i Tess po pewnych trudnościach są zmuszeni do przyjęcia propozycji nie do odrzucenia. Szefowa paramilitarnej organizacji „Świetliki” Marlene, która od samego początku toczy brutalną walkę z siłami wojskowymi zleca naszej dwójce najemników przetransportowanie 14 letniej dziewczynki Ellie do pewnego miejsca. Jeżeli zadanie się powiedzie Joel i Tess otrzymają wcześniej skradzioną im broń, która znalazła się w rękach świetlików.
Jeżeli mam być szczery, to pierwsze 2-3 godziny gry mnie nie porwały. Mimo świadomości faktu, że ta gra jest czymś innym niż wspomniany Uncharted, to akcja rozwijała się powoli. Joel razem z Tess [Uwaga Spoiler -  Tess towarzyszy Joelowi i Ellie tylko na początku] i potem Ellie przedzierają się przez miasto, które przez dwadzieścia lat obróciło się w ruinę. Jak wcześniej napisałem ze względu na obecność wojska i zagrożenie zarazą jest to bardzo nieprzyjazne środowisko. Tym bardziej, że w grze naszymi przeciwnikami są także ludzie, którzy jak stwierdził jeden z NPC, są nawet straszniejsi od zarażonych, ponieważ są nieprzewidywalni.
Quo Vadis Ellie?Fuck you Joel!Czyli o fabule I NPC Wspomniana niżej fabuła jest tu przedstawiona głównie podczas wspaniale wykonanych i zagranych cut-scenkach, które to właśnie chwytają za gardło. Po sukcesie serii Uncharted, a szczególnie części trzeciej Studio Naughty Dog miało sporo pieniędzy i czasu aby dopieścić ten aspekt gry do perfekcji. Aktorzy podkładający głosy pod Joela (Troy Baker) i Ellie (Ashley Johnson) stanęli na wysokości zadania swoją grą budując niesamowity klimat i w niektórych momentach autentycznie mnie poruszając. Na wyróżnienie zasługują także aktorzy wcielający się w pozostałych NPC. Krzysztof Banaszyk i Anna Cieślak, którzy wcielili się w Joela i Ellie w wersji zdubbingowanej wykonali swą pracę poprawnie, lecz moim zdaniem oryginalne głosy brzmią tutaj dużo lepiej.
Na czym to polega
The Last of Us jest grą akcji TPP w stylu Uncharted (i wielu innych), gdzie kierujemy naszym bohaterem przy pomocy widoku zza pleców i właściwie na tym podobieństwa między tymi tytułami się kończą. Nie ma żadnych zagadek, jedynie w kilku momentach trzeba coś gdzieś przesunąć, aby dostać się na wcześniej niedostępną pozycję. To samo tyczy się sposobu eliminacji wrogów. Tutaj nie a mowy, aby Joel wpadł z kałaszem do pomieszczenia i jedną serią wytłukł wszystkich wrogów.
Nasz przemytnik nie jest mocarzem, który jednym walnięciem w nerki jest w stanie zabić przeciwnika. Zarażeni i ludzie są odporni, więc trzeba bardzo kombinować i technicznie rzecz biorąc, w wielu momentach ta gra zmienia się także w skradankę w której musimy zabijać po cichu, ponieważ ze względu na realizm produkcji czasem jeden szmer czy nierozważny ruch mogą kosztować nas życie. Na najwyższych poziomach trudności mrok i klejenie się do osłon będą naszymi jedynymi przyjaciółmi.
Kulką czy cegiełką, oto jest pytanie!
To samo tyczy się sposobów uśmiercania wrogów. Jak wcześniej wspominałem nie uświadczymy tu sytuacji, gdzie z jednym magazynkiem kałacha lub przy pomocą innej z 10 broni, którą nosimy na grzbiecie, wytłuczemy wszystkich wrogów w okolicy. Do dyspozycji mamy co prawda parę sztuk uzbrojenia, lecz pod ręką mamy jedynie 2-4, z których możemy szybko skorzystać. Amunicji także tutaj jest mało, a czas przeładowywania często był dla mnie powodem ponownego wczytania gry.
Na szczęście ostra amunicja nie jest jedynym sposobem eliminacji wrogów. Do dyspozycji mamy także koktajl mołotowa i coś w rodzaju bomb zbliżeniowych, które Joel może sklecić z surowców, które znajdujemy eksplorując świat gry. Często znajdujemy takżemetalowe rurki, drewniane kije czy kije bejsbolowe, które pomagają szybciej spacyfikować wrogów. 
Kliku kliku Chlasty chlastuCzyli krótko o przeciwnikach
Nasi wrogowie dzielą się na dwie kategorie: ludzi i zarażonych. Ludzie jak to ludzie korzystają z podobnego uzbrojenia jak gracz. Bardziej problematyczni są zarażeni, którzy dzielą się na parę rodzajów, z których do każdego trzeba mieć inne podejście. Podczas, gdy zwykli świeżo zarażeni, są łatwi do ubicia to już Klikacze potrafią ubić za jednym gryzem. Ostatni rodzaj to najbardziej wymagający przeciwnicy, czyli zarażeni z największym stażem. Są to wielkie i powolne monstra które dość trudno ubić.
Jak widać gra pod tym względem nie jest zbyt różnorodna, lecz moim zdaniem te parę rodzajów przeciwników spokojnie starczy, aby zająć graczowi sporo czasu i dać jeszcze więcej satysfakcji z ich ubijania.     
Joel, gdzie twoja pałka trafienia +3424325 % Crita?
Tutaj dochodzimy do jednego z fajniejszych aspektów rozgrywki. W The Last of Us zaimplementowane zostały proste w obsłudze i rozsądnie wyskalowane elementy RPG, a mowa tu o craftingu i rozwoju postaci.
Jak wcześniej wspominałem, podczas rozgrywki eksplorując różne zakamarki można znaleźć surowce, z których w czasie rzeczywistym tworzymy przydatne przedmioty. Mimo, że czuć tutaj czasami ducha MacGyvera czy Drużyny A (z nożyczek i saletry można zrobić bombę zbliżeniową) to crafowanie większości przedmiotów jak na uproszczony system, jest sensowne. Z rurki i nożyczek robimy broń, która zabija za pierwszym ciosem, po którym nożyczki się niszczą. Za pomocą taśmy klejącej można to zrobić. Gra jest dobrze wyważona także pod tym względem, ponieważ prawie nigdy nie ma się tylu materiałów, aby zapełnić cały plecak.
To samo tyczy się rozwoju postaci, która jest genialna w swej prostocie. Podczas gry zbiera się coś w rodzaju pigułek. Gdy zbierze się ich odpowiednią ilość podbijamy jedną ze statystyk. Warto zaznaczyć, że podczas jednokrotnego przechodzenia singla nie jesteśmy w stanie wykasować wszystkich, możemy to zrobić dopiero, gdy ukończymy grę i zaczniemy nową z tymi, które już posiadamy.
Ostatnim aspektem craftu jest ulepszanie przedmiotów. Można to robić tylko przy specjalnych stołach, które są rozlokowane dość rzadko. Mamy dostępnych parę poziomów ulepszeń. Każdy następny jest możliwy dopiero po znalezieniu odpowiednich narzędzi. Przy ulepszaniu broni korzystamy ze znalezionego wcześniej złomu. 
Sprawy techniczne
The Last of Us jest napędzane ulepszoną wersją autorskiego silnika Naughty Dog i w tym momencie jest jedną z najładniejszych gier na Ps3. Czasami można natknąć się na małe zgrzyty graficzne i niedoróbki, takie jak słabe tekstury samochodów, lecz generalnie ta gra wyciska z wysłużonej konsoli niemal wszystko na co ją stać. Zniszczone i zarośnięte miasto wygląda wspaniale i gra nawet przy największym zamieszaniu nie traci na płynności.
Ciepłe słowa należą się również ekipie, która jest odpowiedzialna za animacje postaci. Chodzenie, bieganie, kucanie, skradanie etc. To wszystko wygląda bardzo naturalnie. Kiedy Joel musi kucnąć i przykleić się do osłony wszystko odbywa się całkowicie naturalnie i automatycznie. Gdy kuca za niską i przesuwa się w jakimś kierunku to np. jego dłonie w bardzo naturalny sposób przesuwają się po powierzchni owej przeszkody.
Jedyny zgrzyt, który nie tylko mnie irytował jeżeli chodzi o animacje to Ellie, która jest praktycznie niewidzialna dla wrogów. Gdy Joel kuca i przesuwa się między osłonami, ona często biega robiąc spory hałas i wystawia kończyny poza osłonę. Wrogowie na to jednak nie reagują. 
Nie zgadzam się także ze zdaniem wielu recenzentów i graczy, którzy twierdzą, że Ellie jest bardzo pomocna podczas rozgrywki. Bardzo cieszy mnie fakt, że nie przeszkadza i nie trzeba jej co chwilę ratować, lecz mimo to nie ratuje nam co chwilę tyłka jak twierdzą ludzie, którzy tą grę przede mną przeszli.
Multiplayer
Naughty Dog w serii Uncharted całkiem nieźle poradziło sobie z trybem Multi i jest to jeszcze bardziej rozbudowane. Gracze dzielą się na dwie frakcje, które znamy z kampanii. Są to Świetliki i Łowcy. My wcielamy się w przywódce klanu. Sesje trwają 12 wirtualnych tygodni, podczas których rozgrywamy 84 wirtualne mecze. Wtedy także zbieramy zasoby, dzięki którym nasze klany się rozrastają. Sposoby zdobycia: Obalenie przeciwnika, egzekucję, leczenie towarzysza, wytworzenie przedmiotu oraz wykonanie zadania. W wypadku nie zebrania odpowiedniej ilości surowców klan głoduje i w efekcie jego członkowie umierają. W Multi mamy parę mechanizmów z rozgrywki Single Player, takich jak nasłuchiwanie Joela czy klejenie się do osłon. Na szczęście brak autoregeneracji zdrowia i craftingu. Mecze są czasami dość powolne, ale to nawet dobrze, ponieważ dzięki temu nawet multi ma ciekawy klimat. 
Warto? Jasne że warto.
Jak napisałem we wstępie The Last of Us jest grą wyjątkową, która w moim osobistym rankingu jest w tej chwili murowanym kandydatem do Gry roku. Nie pamiętam kiedy ostatnio jakaś produkcja tak długo siedziała w mojej głowie ponad miesiąc po zakończeniu rozgrywki. Współczesne gry zwykle są łatwe i rzadko kiedy angażują emocjonalnie, lecz tutaj jest zupełnie inaczej. Przygody gburowatego Joela i pyskatej Ellie zaangażowały mnie do tego stopnia, że za tydzień, może dwa przejdę tę grę raz jeszcze. Z czystym sumieniem piszę, że możecie kupować tę grę w ciemno.
Plusy
Grafika wyciskająca z Ps3 ostatnie sokiCutscenki genialnie budujące klimatDługość – na normalnym poziomie trudności TLoU przechodziłem 20 godzinGenialnie zagrane postacie główne, jak i poboczne Ciekawy multiplayer
Minusy
Sporadyczny spadek rozdzielczości niektórych teksturEllie niewidoczna dla wrogów...kiedyś się kończy
 Ocena końcowa: 10/10
Komentarze
HardKill : Dokładnie, szkoda, widać trzeba się zaopatrzyć w PS 3, co mi chodzi...
amorphous : Szkoda, ze tylko na PS.
HardKill : Świetna gra, jeszcze nie miałem przyjemności ataken w The Last of Us,...
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły