Nie jest to improwizacyjne granie w stylu Necrophagist, nie jest to też klasyczne granie pod Death, Cynic, Atheist, Martyr czy Pestilence, ale nie jest to też tak zwarte i brutalne granie jak Psycroptic czy Spawn of Possession. Zespół w jest często opisywany jako bardziej brutalne i techniczne wcielenie Black Dahlia Murder i szczerze mówiąc nie byłoby to dużym błędem. Osobiście od siebie dodałbym nutke bezdusznego grania debiutanckiego Necrophagist, odrobinę deathcore'owych riffów w stylu Job For A Cowboy, bezpośredniej łupaniny a la Cannibal Corpse i czyścutkich, gęstych solówek jakich nie słyszałem w żadnej innej deathmetalowej kapeli. Muzycy łamią rytm, udziwniają riffy - momentami zalatuje Dream Theater, innym razem Sleep Terror lub Necrophagist, a jeszcze innym razem Kanibalami. Wokale też raczej w deathcore'owej estetyce - mamy głęboki growling, mamy też i skrzek.
Fenomen tego krążka leży jednak nie w bezbłędnym poziomie wykonawczym, ale w potężnym ładunku energetycznym jaki ten album niesie. W zasadzie zespół raczej preferuje gęste granie, a technika objawia się raczej w połamanych dźwiękach aniżeli w jej improwizacyjnym charakterze, ale dzięki temu "
Akeldama" stanowi mocny, półgodzinny monolit. Paradoksem jest, że na płycie gra czterech różnych perkusistów, ale mimo to różnice w stylu gry są bardzo niewielkie - w jednym utworze jest odrobinę szybciej, w innym, słychać trochę bardziej arytmiczne granie, ale generalnie perkusja jest bardzo mocnym punktem tego wydawnictwa. Dodać także należy, że płyta ma soczyste brzmienie, toteż i sama muzyka rozkłada na łopatki.
Rok 2006 był obfity w świetne krążki deathmetalowe - bezkonkurencyjny był Martyr, ale Decapitated, Deicide, Krisiun też wydali mocne płyty. Pośród tego grona znalazło się też miejsce dla debiutu
The Faceless, który rzeczywiście jest ogromnym powiewem świeżości, nawet jeśli nie jest to do końca nowatorskie granie. W grunt że jest technicznie, jest energicznie i chce się tego słuchać - a to chyba jest dobry znak.
Wydawca: Sumerian Records (2006)