Adrian w roli Adriana
Kuba w roli Kubusia
Akt pierwszy
i ostatni.
Scena pierwsza i ostatnia.
Zapchlona i
zapuszczona karczma. Wewnątrz brud, że nawet bakterie nie przeżywają kilku
minut. Jednak dwa odziane ludzkie steki, raczą siedzieć przy stole i
marudzić...
Adrian:
Kubuś! Mój drogi przyjacielu
Któregom
nie widział od lat wielu
Powiedzcież mi cóż cię do mnie
Sprowadza, cóż
leży na sercu Tobie.
Po Twej smutnej mordce baczę
Że cosik skomplikowanego zobaczę
Bo w
oczkach Twych niczego dobrego
Nie widzę choć i nie za wiele tego
złego.
Jakiś takiś sinyś, bladyś, trupim lustrem
Trącasz z dala, jakbyś z
niebios bóstwem
Strąconym między ziemskie padoły
I urobiony smutkiem jak
rolne woły.
No przemów że wreszcie ludzkim głosem
I wyjaw co też tak mąci Twym
losem
A ja w miarę swego doświadczenia
Poddam Cię próbie
uleczenia.
Kubuś:
Obyś okazał się kolego na tyle zdolny
Byś
problemy moje rozwiązać był udolny
Choć widzę, że nie brak Tobie
chęci
Oby w termometrze nie zabrakło rtęci
Bom szczególnej gorączce
uległ
I trochę głupio by było gdybym poległ
Gdym rad zdrów na tym
świecie tkwić
A nie wianki z korzeni pod ziemią wić.
Adrian:
A może tak do sedna?
Czas to kobieta wredna...
Kubuś:
Otóż właśnie! I tu pies pogrzebany
To znaczy kobieta, a ja
zakochany
W niej na zabój tylko teraz kwestia
Jak ją podejść, sprytna
bestia!
Adrian:
Zwolnij z biegu przyjacielu!
Jesteś pewien światła w
tunelu?
Mówisz kobieta i że pogrzebana!
Co z Tobą? Matko kochana!
Kubuś:
No i widzisz, jakim na jej punkcie chory
I nie wiem co czynić,
nigdym do tej pory
Nie cierpiał podobnej dolegliwości
Dałbyś wiarę takiej
przypadłości?
Wiem, żeś zdolny w te sztuczki zawiłe
Boś nowe dziewczę
sprowadzasz co chwilę
Wiec sobiem z miejsca przypomniał ciebie
I w te
pędy pókim jeszcze nie jest w niebie!
Adrian:
Nie jestem w pewnej wiedzy przestwórz motylem
Jednak z tego co
mówisz wynika żeś nekrofilem
I nie znajduję u siebie dla ciebie
pomocy
Szukaj jej z łopatą po zmroku w nocy!
Cóż do tego mają moje za
kobietami wojaże
Swego czasu gęste i zawiłe niczym pasaże?
Ja w
romantyzmie odnajduję swoją przyjemność
Wynoszącą pod niebiosa, a czasem
przyziemność...
Kubuś:
A cóż mnie da panoszenie się z łopatą
Skorom nie dawno widział ją
przed chatą
Całą i jako żywą w pełnej krasie,
I żem piękniejszej - jak mi
zda się -
Wcześniej na oczy nie widział na świecie
Bom momentalnie
oślepł, a przecie
Takie licho bez powodu na łeb nie spada.
A i któż te
wyroki niebios zbada?
Adrian:
Zatem inna prawda ze słów twych wynika,
Wybacz mą reakcję proszę,
panika
Mną zawładnęła na myśl o twym upodobaniu
Wśród grobów przyjemności
poszukiwaniu.
Jednak teraz już wiem w czym tkwi przyczyna
A właściwie w
kim, gdyż ta dziewczyna
Sercem twym całym zawładnęła
A przeto i rozum
pochłonęła!
Kubuś:
Ty mnie lepiej powiedz jakie imię tej choroby
Muszę wybrać się do
apteki leki kupić co by...
Adrian:
Toć to miłość durniu! przyjacielu!
Jesteś szczęściarzem jakich
niewielu
Ten świat raczy na grzbiecie swym nosić
Jakoby jeż ciężar jabłka
znosić,
Za to ileż słodyczy zdobycz mu jego
Przysparza, gdy dotarłszy do
domu swego
Spożyje ją spokojnie i w harmonii
Mając jabłko i ukochaną w
dłoni!
Kubuś:
Tylko jakże to uczynić i jak jeż
Dzierżyć ukochanej dłonie
też?
Łatwo Tobie mówić boś obeznany
I w sidła ochoczo wpadają damy
A
mnie pierwszy raz na głowę
To spada i nic zrobić nie mogę
Bo nie wiem na
czym polega
Zdobywanie kobiet. To mi dolega!
Adrian:
Niechaj cie Kubusiu twój problem nie trwoży
Bo oto w myślach mych
już się tworzy
Boski plan jak cie wyciągnąć z tych opałów
A przysporzyć
jako przyszłemu zdobywcy zapałów
By sięgnąć po tego oto dziewczęcia
duszę
Wyrwać ją niebiosom niczym gruszę
Z gałęzi het wysoko
wiszącej
Na słodkim niebie raźnie błyszczącej.
W gruszy kształcie kobieta zaklęta
A w smaku dusza soczysta
zamknięta
I jeno usta potrafiące czule całować
Byłyby w stanie jej
posmakować.
Bogini Muza formę tę zaczerpnęła
I jako instrument w dłonie
wetknęła
Poetom i muzykom i wdzięcznie opiewali
Jakich że dobroci w
kobiecie doznali.
Koniec
KostucH