Przede wszystkim spodziewałem się nieco bardziej nowoczesnego grania,
bardziej intensywnego. Może i dobrze, że dostałem coś innego, bo to
jest po prostu dobre.
Scarve gra sprawny technicznie thrash/
death metal
ze sporą ilością elektroniki, niekoniecznie industrialnej. Właśnie te
deathmetalowe partie są tymi najbardziej uwypuklonymi, które jako
pierwsze atakują słuchacza. Nie jest to granie przekombinowane, jest
sporo potwórzeń, klasyczny, ale nie zbyt głęboki growling, dobre
techniczne solówki, szybkie tempa, przeplatane wolnymi, no i naprawdę
dobra praca perkusji. Jeśli miałbym porównać wykorzystanie klawiszy do
jakiegokolwiek innego zespołu, byłoby to bezdyskusyjnie Strapping Young
Lad, choć
Scarve gra zupełnie inną muzykę. Tu i ówdzie usłyszymy czysty
wokal, kojarzący się z nieco nowszym tworem - Gojirą.
Pomimo
tego, że
Scarve gra naprawdę dobrze, to nie są dźwięki, które zostaną w
naszej głowie na dłużej. Wszystko jest tu po prostu dobre, ale brakuje
motywów, które by ujmowały. Nawet wykorzystanie elektroniki nie uratuje
płyty od stwierdzenia, że sama warstwa thrash/deathowa jest bardzo
wtórna i nie brzmi świeżo. Owszem, "
Lumineferous" to album energiczny,
mocny, z mięsistym brzmieniem, ale całość trafia jakoś obok. Można
nazwać
Scarve ciekawym zespołem, mającym wizję własnej muzyki, ale
niestety poszczególne utwory nie różnią się znacznie od siebie. Im
bliżej końca płyt, tym dobre wrażenie zanika. Niewiele można zarzucić
Francuzom zarówno od strony instrumentalnej, jak i kompozycyjnej, ale
dreptanie wokół jednego drzewa spowoduje wykopanie głębokiego dołu, z
którego ciężko się wychodzi, a
Scarve ugrzązł po prostu w jednej
koncepcji.
Wydawca: Listenable Records (2002)