Od pierwszych dźwięków "The King Of Sunset Town" słyszymy, że będziemy mieli do czynienia z muzyką trochę inną niż dotychczas. Utwór zaskakuje ogromną przestrzennością i delikatnością. Hogarth jawi się tu jako wokalista o delikatnym, ale dźwięcznym, drżącym głosie. Zmieniło się także podejście do pisania melodii. W porównaniu do utworów z poprzednich czterech krążków mamy tu do czynienia z płynnymi melodiami, łatwo wpadającymi w ucho, by nie powiedzieć, że nawiązującymi nieco do stylistyki pop. W zasadzie zdecydowana większość utworów ("Uninivited Guest" "Easter", "Holloway Girl") to potencjalne przeboje o nieco balladowej nucie. Jeśli dodamy do tego wszechobecne klawisze Marka Kelly oraz piękne, wysmakowane solówki Steve'a Rothery możemy mniej więcej mieć obraz nowego podejścia zespołu do grania
art rocka, który zbliżony jest do aktualnie panujących trendów.
Kto się jednak spodziewa pseudopopowej papki może się mile zaskoczyć. Pomimo swojej przebojowości taki "The King Of Sunset Town" daleki jest od banału, zaś utwór tytułowy czy "Berlin" są pełne dramaturgii i odrobinę nostalgicznego nastroju. Na szczególną uwagę zasługuje zwłaszcza "Berlin", który moim zdaniem jest jedną z rockowych perełek. Kawałek ten nie tylko posiada przepiękną melodię, ale sposób w jaki budowane jest napięcie po prostu olśniewa.
Nie potrafię wskazać słabych punktów tej płyty. Dla fanów starszych dokonań
Marillion największą przeszkodą będzie nie tylko zupełnie inny wokal, ale i dość mocno odświeżony styl zespołu. Nie zmienia to jednak faktu, że dostaliśmy dziewięć naprawdę bardzo dobrych kawałków, pozbawionych banału i tendencyjności. Paradoksalnie nigdy przedtem i potem
Marillion nie nagrał tak równego i solidnego albumu i choćby z tego względu uważam "
Seasons End" za największe dokonanie tej formacji.
Tracklista:
01. The King Of Sunset Town
02. Easter
03. The Uninvited Guest
04.
Seasons End05. Holloway Girl
06. Berlin
07. After Me
08. Hooks In You
09. This Space...
Wydawca: EMI (1988)