W zasadzie od otwierającego album "Splintering Heart" zauważamy, że cos jest nie tak.
Marillion jest tu ugłaskany jak mało kiedy. Bardzo delikatne granie pozbawione budowania napięcia przejawia się nie tylko w pierwszym utworze. Ale to tylko kropla w morzu goryczy. "
Holidays In Eden" bowiem okazuje się być bardziej
pop-rockowym albumem niż
art rockiem. Pierwiastek muzyki progresywnej jest tu bardzo znikomy - zdecydowanie za mały, aby przykryć niedostatki tych 10 mdłych piosenek.
Najdziwniejsze jest to, że każdy z instrumentalistów jak i sam Hogarth brzmią tu naprawdę dobrze. Problem leży więc w braku pomysłów i nieudanej próbie stworzenia muzyki bardziej przystępnej, dla masowych słuchaczy. Patrząc na wcześniejsze dokonania
Marillion to nie ulega wątpliwości, że jest to zdecydowanie najsłabszy album Anglików od czasów debiutu. Okazuje się jednak, że aby pisać proste, chwytliwe piosenki to też trzeba mieć na to pomysł. Tutaj go nie ma.
Tracklista:
01. Splintering Heart
02. Cover My Eyes (Pain And Heaven)
03. The Party
04. No One Can
05.
Holidays In Eden06. Dry Land
07. Waiting To Happen
08. This Town
09. The Rakes Progress
10. 100 Nights
Wydawca: EMI (1991)