Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Elixir Of Distress - Przeklęta Wyspa

Kontynent, Elixir Of Distress, Przeklęta Wyspa, black metal

Półtora roku po debiutanckiej płycie „Kontynent” Elixir Of Distress zabiera nas na kolejną syberyjską katorgę zatytułowaną „Przeklęta Wyspa”. Będziemy się bać, będziemy jechać długo w strasznych warunkach, będziemy ryć zmarzniętą ziemię kilofem przy kilkudziesięciostopniowym mrozie, będziemy otępiali z głodu, będą nas gryźć wszy, aż w końcu zachorujemy i zostaniemy bezwładni, „Rozcierani na stokach wzgórz lodowej pustyni”. Z przeklętej wyspy nie ma odwrotu…

Nie wyobrażam sobie muzyki, która mogłaby lepiej oddać tą koszmarną rzeczywistość od surowego i mroźnego black metalu. Elixir Of Distress ubrał gułag w ponurą melodię najczarniejszej ze sztuk, ale jednocześnie wyciągnął z niej uczucia. Ból, rozpacz, cierpienie, beznadzieję… Dzieje się to za pomocą długich i atmosferycznych gitarowych pasaży, okraszonych miarową perkusją z dużym udziałem talerzy. Dźwięki są płynne i ciągnące się rozwlekle falującymi riffami. Można w nich utonąć, wpaść w pewnego rodzaju hipnozę i wtopić się w ten nieludzki, mroźny świat. Utworów jest pięć, ale ja zupełnie ich nie rozróżniam, nie ma takiej potrzeby, nie ma to w ogóle sensu. Przecież droga będzie trwała wiele dni, tysiące kilometrów pośród wiecznej zmarzliny. Wszędzie tylko bezkresna lodowa pustynia i ten okrutny los, który wyniszczy ciało i doprowadzi do nieuchronnej zguby. Wszystko zlewa się w jedną całość, jest siermiężne niczym mróz, dmie niczym wicher, otumania niczym głód. Wszystko jest nicością.

Wokal do tego jest charczący, nieco wycofany, ale zrozumiały. Bez tekstów zostałoby mi wiele białych plam, tak jak to było w przypadku „Kontynent”, ale tu na szczęście są i po prześledzeniu ich nie ma problemu z rozszyfrowywaniem sensu. Głos jest jednostajny i pełni typową rolę narratora. Nie ma w nim emocji, podkreśleń, modulacji, zmian barw ani tym bardziej śpiewu. Jest szary, bezbarwny, pusty i martwy. W innym wypadku uznałbym to za wadę, ale tutaj jakoś to pasuje. Ukazane są potworne sceny, opowiedziana jest tragedia. Trudno by było o śpiew.

Do tego jest parę dodatkowych odgłosów, choć niewiele i tylko jako wstępy do utworów. Jedzie więc pociąg i wieją wichry, ale tak sobie myślę, że pod tym względem akurat jest ubogo i tych elementów obrazujących sytuacje mogłoby być trochę więcej.

„Przeklęta Wyspa” nie jest jakimś przejawem wybitnego instrumentalizmu czy też kompozycyjności. Tak jak pisałem muzyka jest wkręcająca, lecz nieurozmaicona. Ma momenty narastające, ma przyspieszenia, wyłaniające się na pierwszy plan zagrywki, ale jednak wciąż sprawia wrażenie niezmiennej. Niemniej ma to swój swój urok, tworzy to klimat, oddaje bezsilność, ukazuje ogrom cierpienia. Tej płyty się słucha jak książki i jak książkę się ją przeżywa. Jest historią o ludziach, którzy już umarli. A co najbardziej przerażające - jest historią prawdziwą.

Tracklista:

1. Oczekiwanie
2. Etap
3. Na Północ
4. Przeklęta Wyspa
5. Cynga

Wydawca: Elixir Of Distress (2019)

Ocena szkolna: 4+

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły