No właśnie - muzykę tego zespołu porównałbym właśnie do Martyr, tyle że
Capharnaum gra odrobinę szybciej i dynamiczniej. 8 utworów i 29 minut technicznego, odrobinę popisowego
death metalu, pełnego bardzo technicznych, aczkolwiek pomysłowych solówek, rewelacyjnej gry 18-letniego perkusisty i plumakającego, często wychodzącego na pierwszy plan basu.
Niestety jest też parę minusów - riffy są kompletnie bezpomysłowe, brzmienie dosyć suche, płytkie, a wokalista balansuje na pograniczu
death metalu i hardcore'a, często nie wpasowując się w motorykę utworów. Brak tutaj nonszalancji Necrophagist czy totalnego zagmatwania Psycroptic.
Utwory są dosyć połamane, ale mają bardzo przejrzystą formę. Każdy utwór jest inny i raczej nie ma mowy o powtarzaniu patentów. W efekcie dostaliśmy bardzo dobrze zagrany album, na pewno wybijający się ponad przeciętność i będący jednym z ważniejszych w tym gatunku. Fani Necrophagist, Death czy Psycroptic powinni polubić ten album, jednakże wszystkie w/w kapela ja stawiam wyżej niż
Capharnaum.
Wydawca: Willowtip Records (2003)