Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Recenzje :

Cannibal Corpse - Eaten Back To Life

Tampa Bay, Cannibal Corpse, death metal, Eaten Back To Life, Alex Webster, gore, Bob Russay, Chris Barnes, Jack Owen

Z dala od Tampy i Florydy, gdzie rodziły się największe death metalowe potęgi, jakby na uboczu, w mieście Buffalo, w stanie Nowy Jork, przy granicy z Kanadą, z połączonych sił kilku lokalnych bandów, w 1988 roku powstała jedna z ikon i najbardziej rozpoznawalnych legend gatunku. Pięciu chłopaków, zapatrzonych w zespoły thrash metalowe, postanowiło grać najbrutalniejszą muzykę jaką potrafili sobie wyobrazić, przebijając wszystko, co do tej pory zostało stworzone. Do tego przyjęta została obrzydliwie krwista i bestialsko zwyrodniała konwencja tekstów i grafik, co na zawsze już stało się znakiem rozpoznawczym Cannibal Corpse.

Wydane już rok później demo „Cannibal Corpse” musiało się odbić szerokim echem skoro zespołem zainteresowała się tak już uznana na rynku heavy i thrash marka, jak Metal Blade Records. Współpraca zaowocowała wydanym w 1990 roku debiutem „Eaten Back To Life”. Znalazło się na niej wszystkie pięć kawałków z demówki oraz sześć nowych utworów. Cannibal Corpse od początku kroczył własną, bryzgającą śmierdzącą posoką ścieżką i odróżniał się od szwadronów z Florydy tworząc odrębną odmianę brutalnego śmierć metalu, określaną jako gore. Podgatunek ten charakteryzuje się nie tylko najbardziej terrorystyczną death łupaniną na wiosłach i perkusji, ale również psychopatyczną i zgniłomięsistą warstwą tekstowo-graficzną.
   

Często ta konwencja wywołuje bardziej uśmiech niż przerażenie, no przynajmniej dla kogoś obeznanego z tematem. Również okładka, jak i grafika wewnętrzna do „Eaten Back To Life” nie wiadomo, czy jest bardziej groźna czy śmieszna. Cmentarz, zombie i porozrzucane ścierwo wesoło witają odbiorcę, a całe teksty, wzbogacone jeszcze o obłąkanych szaleńców, ich przypadkowe ofiary i zwyrodniałe dewiacje, umilają słuchanie muzyki. Oczywiście jak się śledzi teksty, bo jak nie trudno się domyślić wokalista Chris Barnes do klasycznych bardów nie należy. Na marginesie dodam, że śledzenie tekstów nie jest łatwe i przynajmniej mi sprawiło trochę trudności. Po pierwsze musiałem popracować trochę więcej niż zwykle ze słownikiem, by rozszyfrować różne dziwne wyrazy, które okazały się być jelitami, trzustkami, chrząstkami i innymi pęcherzami, a po drugie teksty są napisane na tle czarno-białego zdjęcia zespołu i w tych dolnych, bardziej czarnych rejonach okładki, bardzo ciężko jest je w ogóle rozszyfrować. Tak jest na mojej kasecie wydanej przez Metal Mind, może na płycie jest inaczej.
   

Jak już jesteśmy przy wokalu to nie jest to jeszcze głęboki growling, a raczej taki zdarty i krzyczący. Słowa jednak są niewyraźne i pozjadane. Często Chris pędzi niemiłosiernie wyrzygując swoje kwestie o eksperymentatorach lubujących się w krojeniu i zjadaniu sztywnych korpusów i ich tryskających zewsząd wnętrzności oraz odbywaniu z nimi stosunków płciowych. Lub odwrotnie, bo w „The Undead Will Feast” to gromady ożywających umarlaków zalewają ludzi, tak że aż oceany gotują się krwią ich ofiar. Jedyną ucieczką z tej sytuacji jest samobójstwo. Wszystko to jest na jedno kopyto i po wczytywaniu się w kolejne kawałki robi się dość monotonne.
   

Muzyka oparta jest na prostych, ale bardzo mocnych i totalnie uderzających riffach, w których nie znajdziemy za grosz melodyjności tylko bulwersującą, niszczycielską siłę rażenia. Do tego perkusja łupie niemiłosiernie, a mimo to nie przeszkadza to temu, żeby w całej tej bestialskiej lawinie bardzo konkretnie odnalazł się bas. Alex Webster, jeden z najlepszych basistów i ikona metalu, współzałożyciel i wieczny członek Kanibali, już na swoim pierwszym albumie pokazał klasę i wykorzystał możliwości swojego instrumentu.

Pierwszy „Shredded Humans” jest jednym z dłuższych i bardziej rozbudowanych utworów. Pod koniec mamy dwie solówki, obu gitarzystów. Solówki występują w czterech kawałkach i za każdym razem parami. Najpierw zawsze jest Solo: Bob i zaraz Solo: Jack. Dobrze, że są, ale śmiem twierdzić, że nie jest to akurat zbytni atut tego wydawnictwa. Ten numer otwierający stał się jednym ze szlagierów grupy. W „Mangled” słowo tytułowe, wplecione w wokalizę Chrisa, kilkukrotnie wykrzykują Glen Benton z Deicide i Francis Howard z Incubus. Ten sam duet ma swoje słowo, tym razem „maggots”, w drugim największym klasyku i hicie koncertowym „A Skull Full Of Maggots”. Krótki, ale wbijający w ziemię kiler budzi emocje wiele lat po swym parszywym poczęciu. Szczególnie zwracam uwagę na ryki Chrisa przed głównym motywem wokalnym. Bezcenne :)
   

Jeden z takich najfajniejszych fragmentów z udziałem wokalu jest w piątym „Scattered Remains, Splattered Brains” i niech na zakończenie podsumuje opowieść o pierwszym albumie Cannibal Corpse: „Hack, slice, chop, carve, rip and tear, carving up your eyeballs, watch them sit and stare.”

Tracklista:

01. Shredded Humans
02. Edible Autopsy
03. Put Them to Death
04. Mangled
05. Scattered Remains, Splattered Brains
06. Born in a Casket
07. Rotting Head
08. Undead Will Feast
09. Bloody Chunks
10. A Skull Full of Maggots
11. Buried in the Backyard

Wydawca: Metal Blade Records (1990)

Ocena szkolna:5+

Komentarze
leprosy : Kwintesencja tego co działo się w tym gatunku w latach 90-tych. Z jed...
zsamot : Pamiętam pierwsze chwile z kasetką z MG. Powalała, do tego tłumacz...
rob1708 : jak najbardziej klasyk
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły