I tak też jest. Dostaliśmy kolejny, bardzo podobny do poprzednich krążek, oparty na tych samych schematach granych od blisko dwudziestu lat. Ani to nie jest krążek cięższy, ani brutalniejszy, ani tym bardziej pomysłowy. Wręcz przeciwnie - "Kill" jest mało urozmaicony. Zwolnienia nie są już takie charakterystyczne, po raz wtóry brakuje rytmiki znanej z "Bloodthirst", mamy za to szybkie gnanie do przodu, bezpośrednio i prymitywnie. Dostajemy powtórkę z rozrywki - "Kill" jest odgrzewanym kotletem, brakuje jakichkolwiek nowych pomysłów, poziom instrumentalny też nie uległ poprawie.
Dwadzieścia lat grania jednego i tego samego może się znudzić. Cierpliwość słuchacza też jest ograniczona. "Kill" ze swoją zawartością ma świeżość wędlin z Biedronki, jest wtórny do bólu, mało interesujący i nie wnoszący zupełnie nic do wizerunku zespołu. Kanibale nagrali kolejny rozczarowujący album , który raczej będzie cieszył starych fanów aniżeli pozyskiwał nowych. Mnie ten album nie ruszył zupełnie i z "wielką" niecierpliwością poczekam na kolejny najcięższy i najbrutalniejszy ich krążek.
Wydawca: Metal Blade Records (2006)