Okładka ukazująca zgniłego trupa na cmentarzu, wyjadającego własne wnętrzności, jest bardzo komiczna, choć już sam motyw mógł prawie dwie dekady temu szokować. Muzyka zawarta na krążku była także pewnym novum - nikt przedtem nie wpadł, aby grać tak nieczytelną muzykę. Tak się bowiem składa, że "Eaten Back To Life" to jedna, wielka dzicz i łupanina. Ciężko mówić tu o jakichkolwiek strukturach czy wyrafinowaniu - zespół gra bardzo bezpośrednio, perkusja gna do przodu bez zbędnych przejść, gitary piłują, a wokal jest kompletnie nieczytelny. Z drugiej jednak strony krążek ten wydaje się być o wiele bardziej ambitny od ówczesnych gringcore'owych dzieł - Napalm Death "Scum" oraz Carcass "Reek Of Putrefaction".
Cannibal Corpse pokazało ich własną wizję death metalu - szybkiego, bezpośredniego, dzikiego, brutalnego. Wtedy ta muzyka mogła robić wrażenie, a nawet szokować. Ciężko jest jednak zachwycać się czymś co samo w sobie jest chaotyczne i robi wrażenie jakby muzycy chcieli dać upust agresji i swoim wybujałym fantazjom. Niestety - "Eaten Back To Life" nie przedstawia żadnej interesującej wartości muzycznej - określa jedynie styl zespołu, któremu jest on wierny do teraz. "Eaten Back To Life" jest przejawem młodzieńczej werwy, ale zdecydowanie jednym z najsłabszych wydawnictw zespołu.
Wydawca: Metal Blade Records (1990)