OdleciaÅ‚o ode mnie parÄ™ słów. Gorzkich, ale trwale odcisnęły piÄ™tno na moim Å›wiecie. CzujÄ™ siÄ™ potÄ™gÄ… - wiem, że mogÄ™ niszczyć. Prowadzić wieczne wojny z samym sobÄ…, z ludzkoÅ›ciÄ…, Å›wiatem materialnym. MogÄ™ pisać wiersze, zimne, niszczÄ…ce jak karabin, polujÄ…c na każdÄ… ofiarÄ™. Zdolny aby ewoluować, przeobrażać siÄ™ w bestie i pazurami drapać do krwi skórÄ™ każdego. MogÄ™ splunąć brudem, który we mnie siÄ™ zbiera. Ale we mnie - czÅ‚owieku - bije coÅ›, co mówi mi "przestaÅ„".StojÄ™ przed lustrem i siÄ™ pytam - kim jestem? Co tu robiÄ™? Po co to wszystko. Normalne ludzkie pytania, oczekujÄ…ce na odpowiedź. Dzisiaj odpowiedź jest pozytywna – jutro negatywna. WiÄ™cej negatywów niż pozytywów. Mam ochotÄ™ na wiele rzeczy, ale wybić siÄ™ nie mogÄ™. MówiÄ… na mnie tchórz - ale przecież, ja niszczÄ™. Gdybym mógÅ‚ stać siÄ™ IstotÄ… wszechwÅ‚adnÄ… - zniósÅ‚ by wszystko w proch i pyÅ‚. Ludzie nie majÄ… litoÅ›ci, wiÄ™c i ja jej bym nie miaÅ‚. A potem lament, wszÄ™dzie sÅ‚yszalny, grajÄ…ce organy koÅ›cielne, ich oddźwiÄ™k by siÄ™ unosiÅ‚ do Å›wiatów jeszcze nie odkrytych. Ba! Nawet nie stworzonych. KtoÅ› z boku powiedziaÅ‚ - to przez zazdrość. SpojrzaÅ‚em - spÅ‚onÄ…Å‚ w moich oczach.
Zazdrość.
Urodziłem się w rodzinie - gdzie wiele chwil pięknych nie było. Ojciec dla relaksu brał butelkę i uderzał siłą w moją głowę. Myślę, że kilka kawałków szkła pozostało w moim umyśle. Czuję się jak Kaj w "Królowej Śniegu" Andersena, który nie widzi ciepłego uczucia, lecz sople. Nic go nie rusza. Może i ze mną tak jest? Ale czy na pewno?
W telewizji leci dziennik. Dzisiaj tragedia za tragedią. To zadziwiające jak świat siebie nienawidzi. Jak ludzie siebie tępią. Obrzucają się błotem. Zero szacunku totalnego. Zapomnieli - kim są. Egzystują, jak roboty. Dobrze im tak. Niech wyginą - bo mnie to boli.
Powiedziała, że nie może być ze mną. Bo mnie nie poznaje. Zmieniłem się bardzo i to ją przeraża. Uważa, że mnie nic nie rusza. A nawet, że mi tak pasuje. I tak nie zrozumie. Wytłumaczyłbym jej o co w tym wszystkim chodzi. Dlaczego wiecznie mi zimno, że to przez butelkę, której liczby już nie mogę zliczyć. Powiedziałbym jej, że płakać mi się chce. Że chcę krzyczeć. Że nie lubię być przytulany, choć tego chcę. Że wstyd mojego "ja" mnie tuli. Nie zrozumiała by mnie, że we mnie jest zło, ale nie stworzone przez ze mnie. Lecz przez kogoś innego. Taka polityka. Rodzisz się - i ktoś chce abyś był lekarzem, prawnikiem, strażakiem, sprzedawcą, politykiem a nawet prezydentem. Niby wszystko dla ciebie robią dobrze, ale w tobie powstaje zło. Moja biedna - ile bym dał, aby głaskać ją opuszkami palców, przytulić, ucałować. Oddać siebie. Niestety nie mogę. Trudno mi tak. Nie zrozumie. Pozostaje Mój wzrok - i jej oddalający się świat.
WstajÄ™, ubieram siÄ™, zamykam drzwi. SchodzÄ™ po schodach, wkraczam w Å›wiat nieczysty. W Å›wiat miecza kÅ‚ujÄ…cego każdy mój skrawek psychozy. Wszystko jest iluzjonistyczne. Skrzynka jest iluzjÄ… - a w niej koperty. ProszÄ™ zapÅ‚acić za miesiÄ…c. ProszÄ™ spÅ‚acić dÅ‚ug. I kolejny... kolejny... setki. Straszne, że ludzkość zapomniaÅ‚a kim jest – bogiem staÅ‚ siÄ™ tutaj pieniÄ…dz.
Ale tego już nikt nie zrozumie. Wy też nie zrozumiecie. I nie wierzcie we mnie.