Długo zabierałem się do napisania tej recenzji. Jak bowiem można określić w kilku zdaniach muzykę, która nie jest podobna do czegokolwiek innego, jest bogatsza niż sezam Ali Baby, bardziej nieprzewidywalna niż poczynania Stalina a zarazem bardziej pokręcona niż wzór na ryzyko portfela akcji.
Zasadniczym dylematem tego wydawnictwa jest jednak to, czy pośród tego bogactwa dźwięków formacja trochę nie zatraciła sensu kompozycji. Utwory mają jednak mało punktów zaczepienia, ciężko tam o melodię, czy jakieś motywy wynikające z siebie. "Disco Volante" w tej materii przypomina zlepek niezależnych, ale płynnie zagranych pomysłów. Kto się spodziewa, że Patton śpiewa tu jak w Faith No More ten także się rozczaruje - próżno tu szukać śpiewnych wokaliz, raczej napotkamy tu jęki i różne dziwaczne dźwięki wydawane z aparatu gardłowego tego znakomitego wokalisty.
"Disco Volante" nie jest muzyką dla każdego, którą łatwo zrozumieć. Ciężko w ogóle powiedzieć, czy tego typu granie w ogóle można rozpatrywać w kategoriach rozumienia. To jest raczej radość tworzenia i kawał dobrej zabawy jaką urządzili sobie muzycy. Na pewno nie jest to album dla miłośników spójnych, wyrazistych kompozycji, a i miłośnicy awangardy uznają zapewne tą płytę za "wyższą szkołę jazdy". Warto jednak jej posłuchać zanim się wyda pochopny osąd.
Tracklista:
01. Everyone I Went To High School With Is Dead
02. Chemical Marriage
03. Carry Stress In The Jaw
04. Desert Search For Techno Allah
05. Violenza Domestica
06. After School Special
07. Phlegmatics
08. Ma Meeshka Mow Skowz
09. The Bends
10. Backstrokin'
11. Platypus
12. Merry Go Bye Bye/Nothing
Wydawca: Warner Bros (1995)