Zmierzch Bogów
Wracać wciąż do domu Le Guin
Blog :

Straszna bajka - część 1

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami żył sobie w wielkim zamku stary król Edmundyk. Król Edmundyk nigdy nie był żonaty, bo kobiet nie lubił od wczesnych lat dziecinnych, kiedy to ukochana jego niania
Brunhilda okazała się chłopem w przebraniu.
Od tej pory Edmundyk z podejrzliwością podchodził do każdej niewiasty, lękając się ze pod sutymi spódnicami nadobnych dam, kryją się włochate nogi i jeszcze coś gorszego.

Jedyną rzeczą, która go tak naprawdę w związku z bezżennym stanem martwiła był brak dziedzica. Co by tu zrobić aby się nie narobić a dziedzica zrobić – przemyśliwał dniami i nocami stary król – i nic nie przychodziło mu do głowy.
Postanowił zatem Emeryk zwołać na radę najznamienitszych mędrców w państwie i ich o pomoc prosić

Jak postanowił tak zrobił – w mig po królestwie rozeszła się wieść, że król zaprasza na naradę mędrców, czarodziejów i czarownice, mądre baby ze wsi i starych owczarzy.

Wnet nalazło sie do pałacu oberwańców wszelkiej maści, a wszyscy mienili sie mędrcami i czarownikami. Rozlazło sie toto po zakamarkach zamkowych, najwiecej zaś do piwnic - i zaczęło wyżerać i wypijać królewskie zapasy. W zamku odprawiały sie też dzikie orgie i bijatyki - nie bylo dnia w którym
któryś z mędrców nie zostałby ranny a przynajmniej poturbowany. Rady na zmartwienie króla jak nie było jednak tak nie było. Niektórzy radzili co prawda aby Edmundyk nacierał się co rano komarzym sadłem, albo poil przed
snem wodą siarczaną - ale ze to ewidentnie glupie rady były - więc król nawet spróbować nie raczył.

Trwał zatem burdel w zamku dalej - a król ze zmartwienia gryzl własne kalesony, gdy tu dnia pewnego przyszedł na zamek mlody żaczek. Cudne bylo to chłopię liczka gładkiego, oczków bławych i usteczek różanych. Stanął ów żaczek przed edmundykiem i tak powiada:

- Mości królu, znam ja radę na twą niedolę i płakanie, otrzyj więc już oczęta i sługi swego racz wysłuchać. Z gwiazd wyczytałem wczoraj, że twoje marzenie o dziedzicu się spełni. A owóż co musisz zrobić: W noc czarną gdy księżyc w pełni wzejdzie na niebie wyjdziesz królu z zamku i udasz się do kaplicy w której spoczywają twoi przodkowie. Stoi w owej kaplicy siedem czarnych trumien. Na każdej trumnie krzyż mosiężny mocno przymocowan. Aby się stało czego pragniesz musisz królu, gdy zegar na wieży północ wybije, przekręcić te krzyże na odwrót – to jest nogami do góry i czekać na znak od przodków – oni to wyjawią ci co robić by dziecięciem się, nie zrodzonym z kobiety cieszyć.

Król wysłuchał żaczka, podrapał się po łysej głowie i postanowił sposób wypróbować. Najpierw wywiedział się u nadwornego astrologa kiedy następna pełnia pojawi się na niebie, a później z niecierpliwością czekał upragnionej nocy.

Noc owa nadeszła wkrótce – i oto król z lękiem, ale i nadzieją w sercu udał się do kaplicy z prochami swoich przodków. Tak jak radził mu żaczek, zaczekał do północy – a gdy zegar wybił oznaczoną godzinę wziął się starowina do przekręcania krzyżów na grobach. Zaledwie przekręcił ostatni krzyż z pierwszego grobu dobył się głos pra-pra dziada królewskiego: O któż mi użyczy toaletowej bumagi, ten nagrodzon ode mnie będzie. Król Edmundyk rozpoczął przeszukiwanie kieszeni swego płaszcza w poszukiwaniu papieru, a tu następny głos woła:

- Papieru, papieru toaletowego uzyczcie – a wszystko co zechcecie dam.
Zacieklej jął tedy Edmundyk szatki w poszukiwaniu drogocennego papieru przetrząsać, a tu następne głosy się odzywają! Na koniec przypomniało się staremu, że trocha papirusu w prawym bucie upchał – bo piętę mu wycierał – i zanim ostatni glos przebrzmiał triumfalnie papier na trumnę rzucił.

Z trumny wysunęła się cienka, kościotrupia łapka i papirus do środka wciągnęła.
Po chwili ozwał się głos:
- O Edmundyku, za to żeś mię w nieszczęściu poratował nagrodzon będziesz – wracaj teraz do zamku i wskakuj szybciutko do łóżka, nakryj się na głowę kołderką i śpij. Rano w komnacie twej pojawi się upragnione dziecię.
Edmundyk z radości podskoczył trzy razy do góry i jak młodzieniaszek jaki wyrwał z kopyta do zamku. Tam wgramolił do łóżka, jak mu kościotrupek poradził, głowę puchową kołdrą nakrył i pełen dobrych myśli zasnął.

Rano obudziła Edmundyka dziwna, nieprzyjemna wilgoć stóp. Zaciekawiony król odrzucił z ciała ciepłe okrycie i oto, oczom jego, ukazało się w nogach łoża malutkie, rozkoszne dziecię.
I miał już uradowany król cudownie zesłanego potomka do piersi porwać, gdy nagle ten jęzor wysunął (a długie miał języczysko niepomiernie) i stopy królewskie z lubością lizać zaczął.

- O dziadku i wnuczku! Fetyszysta! - jęknął król – i stopy od dziwnego stworzenia szybko odsunął. Po krótkiej chwili zastanowienia doszedł jednak do wniosku, że dziecię można przecież oduczyć dziwnego zachowania, i do serca jego na nowo czułość do kruszyny napłynęła. Nie wiedział stary król, że czeka go jeszcze jedna niespodzianka

- Mój ci on przecie, mój – wykrzyknął z radości wielkiej – i synka umiłowanego do piersi porwał. Tulił więc dzieciatko do siebie, do góry z radości podrzucał, po główce całował, gdy nagle z pieluszek jakieś złowonny zapach poczuł. Zdrowy chłopak!, ucieszył się Edmundyk, i do przewijania zabrał – gdy tu nagle – z pieluszek – babskie przyrodzenie ku niebu błysnęło!!!

Aaaaaaa!!! – wrzasnął z przerażenia królewski rodzic – oszukali mnie przodkowie!!! – toć chłopię miało być, a nie dziewucha!!!! – po czym w szale dziecię za nóżki złapał i za okno ciepnął.

Mała królewna tylko odnóżami dolnymi zdołała w locie fiknąć – i już jej w komnacie nie było. W zamku pozostał po niej tylko zapach zapaskudzonej pieluszki , obślinione prześcieradła w nogach królewskiego łoża i jej królewski tatuś.

Królewski tatuś przez trzy dni był w szoku – aby z niego wyjść latał po zamku z obnażonym mieczem i kłuł nim w zad kogo tylko spotkał na swojej drodze. Miało to swoje dobre strony, bowiem przerażeni szaleństwem swego władcy jasnowidze i mędrcy zaprzestali wyżerać zapasy z królewskiej piwnicy i w krótkim czasie wynieśli się z zamku. Sęk w tym ze z mędrcami i czarownicami z zamku wynieśli się również kucharze, stajenni , damy dworu – i cała reszta służących, których król Edmundyk również porządnie swoim mieczem wystraszył. Przyszło więc dziadydze na stare lata pozostać samotnie w wielkiej budowli, gdzie jedynymi jego towarzyszami pozostały szczury, myszy i pająki. Od czasu do czasu odwiedzały go również wrony i lelki – ,które skrzecząc wieczorami na dachu przepowiadały dziadowi rychłą śmierć.

Zostawmy jednak podłego króla Edmundyka i zwróćmy oczy na jego biedne dziecię, które wypadając przez okno pałacu nie zginęło, a jedynie wpadło w nurty płynącej pod oknami rzeki Śmierdziczki. Smierdziczka łagodnie przyjęła w swe nurty nieoczekiwany podarunek – i na przekór prawom fizyki – nie utuliła go od razu w swym wodnym łonie – a poniosła bezpiecznie ku brzegom i wyrzuciła na plaży przed chatą starych rybaków.

Rybacy byli dobrymi, pracowitymi i pogodnymi, choć bardzo ubogimi ludźmi. W ich chatce mieszkała bowiem straszliwa potwora, która pożerała wszystko co stary rybak zarobił – tak, że na stole starego Mateusza i Pelagii (tak zwała się
para) rzadko uświadczyć można było kawałek suchego chleba. Przerażający potwór ów żył sobie pod świętym obrazem na ścianie – a miano jego było – straszna kulka.

Straszna kulka pojawiła się w checzy rybaków gdy byli jeszcze młodzi i piękni – a było to tak. Pewnego pięknego dnia siedzieli sobie Mateusz i Pelagia za stołem i pojadali zupę rybną ze wspólnej misy pogryzając ją białym,
pszennym chlebkiem. Mateuszowi zebrało się na krotochwile, i zamiast po bożemu spożywać posiłek jął rzucać w żonę gałeczkami z chleba majtając jednocześnie nogami pod stołem. Nie wiedział nieszczęsny co za kara go czeka za takie zachowanie!

Oto jedna z gałeczek wyrzuconych jego ręką wydała nagle z siebie dziki odgłos: Blrp, flrp, blrp – i wczepiła się w policzek poczciwej Pelagii. Gałeczka bowiem zmieniła się w przerażajacą, zębatą straszną kulkę, której zadaniem było kąsać i pożerać wszystko co zdrowe, rumiane i świeże. Złość i
wściekłość strasznej kulki była tak wielka, że odgryzła rybaczce cały policzek zanim Mateuszowi udało się ruszyć żonie na pomoc. Od tego dnia straszna kulka rozpanoszyła się w chacie rybaków, którzy pojawienie jej uznali za karę bożą – i z pokorą przyjeli na się tego gnębiciela.

C.d.n.
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły