Mroczni po 30stce Dodano: 2012-12-11 22:54
Goci i metale po trzydziestce z całego świata ujawnijcie się!!! Ostatnimi czasy towarzyszy mi nieodparte wrażenie, iż jest to gatunek wymierający. Wielce boleję nad tym, iż ludzie niegdyś oddani sercem i duszą klimatycznej i ostrej muzie, dziś wbijają się w garnitury i twierdzą, że dawno wyrośli z tych klimatów. Spotkania z nimi to jałowe gadki o pracy, zakupach, kasie i codzienności. Na palcach jednej dłoni mogę policzyć tych, którzy pozostali wierni swym ideałom i stylowi życia. Dlaczego tak się dzieje. Nawet Luis Cypher
rwie włosy z głowy...
Dodano: 2012-12-12 00:04
Akurat ja należę chyba bardziej do tej drugiej grupy niż do pierwszej (metal jednak rządzi
) i jakoś faktycznie coś nie mogę "wyrosnąć" z klimatu :-)
Dodano: 2012-12-12 09:26 Zmieniono: 2012-12-12 09:26
Ani metal ze mnie, ani goth... Pomimo słuchania także tychże gatunków muzycznych.
Na pewno rockowiec z krwi i kości
Wiek nie ma nic do tego 
jam cłek wolny lec ślebodny ;)
Dodano: 2012-12-12 11:08
a ja już czterdziestki dobijam i wraz z wiekiem coraz bardziej klimacieję, uwielbiam chodzic w glanach, bojówkach i skórach i tak mi już raczej pozostanie, na szczęście małżonka także, skosiliśmy tej jesieni masę koncertów i było pięknie, fakt ludzie się wykruszają z takiego stylu życia, nawet muzy przestają słuchać, dla mnie metal i gotyk to nie tylko muzyka to troche sposób na życie, to cała paleta przeżyć duchowych i emocji, pozwala przetrwać ciężkie chwile ale też potrafi uskrzydlić, a powiększanie płytoteki to czysta przyjemność
Dodano: 2012-12-12 11:11
A zatem jesteście! Witajcie!
Pisząc pierwszego posta nie tyle myślałam o konkretnej muzie, co raczej klimatach (im bardziej mroczne, tajemnicze, natchnione tym lepiej), a już na pewno ludziach z pasją. Tych niestety jest coraz mniej. Im więcej lat przybywa, tym bardziej topnieje grono znajomych, którzy są światłem (bądź cieniem) w szarości, która nas otacza i którzy potrafiliby fascynować. Coraz więcej osób dołącza do bezbarwnego grona ludzi powielających schematy oraz z niesmakiem patrzących na tych, co się nie dostosowali. W najlepszym przypadku stają się po prostu nudni. A nawet jeśli są jeszcze tacy, co rozpaczliwie usiłują pamiętać kim niegdyś byli, zwykle towarzyszą im „połówki”, które skutecznie ściągają ich na ziemię. Osobiście mam szczęście – kroczy przy mnie „jeden z naszych” - mężczyzna bardziej mroczny niż ciemna noc listopadowa. Do tego grupka natchnionych bliskich przyjaciół, jednak wciąż jest nas bardzo niewiele. Na tyle mało, aby szukać kontaktu z innymi zagubionymi duszami. Stąd moja zupełnie świeża obecność na Darkplanet. Jest wiele rozmów, które można by przeprowadzić, wiele projektów, które można by wprowadzić w życie, ale do tego potrzebni są inni...
Dodano: 2012-12-12 11:37
| nemeyeth napisał(a): |
| skosiliśmy tej jesieni masę koncertów i było pięknie, fakt ludzie się wykruszają z takiego stylu życia, |
A propos koncertów... (mam na myśli choćby niedawne Katatonii, Anathemy, Paradise Lost, Lacrimosy, Moonspell itp.) To też jest dość znamienne, że na większości z nich dominują totalne młodziaki. Obecność młodej wiary zawsze mnie raduje, jednak przykre jest to, że trzydziestolatkowie i więcej stanowią osamotnione wyspy w morzu młodszych fanów. Choć czasem pojawiają się osoby ok 50. Bardzo mnie to wzrusza. Szczególnie jeśli towarzyszą im dzieci / wnuki (?)
Dodano: 2012-12-12 18:09 Zmieniono: 2012-12-12 18:10
Eeeee, nie do końca, przynajmniej jeśli chodzi o stare zespoły. Jak byłam na koncercie Fields of the Nephilim(tym pierwszym w Polsce) to byłam chyba najmłodsza... czułam się wręcz jak maskotka XD. Niestety jeśli chodzi o nieco młodsze zespoły to rzeczywiście, przewaga młodzieży:) Ja tam z muzyki nie mam zamiaru wyrastać, natomiast wyrosłam z "wyglądania" :) Jak tak dalej pójdzie, to po 30-stce nie zostanie nic z "klimatów" w mojej szafie
Dodano: 2012-12-12 21:02
Witam kolejną osobę. :-) Co do Fields of The Nephilim, to muszę się zgodzić. Byłam na ich koncercie w Mega Klubie w Katowicach mniej więcej półtora roku temu. Towarzystwo faktycznie było wiekowo mieszane. Osobiście mam wrażenie, że im mocniejsza muzyka, tym młodsze towarzystwo.
Jeśli chodzi o ubrania, to ja stanowczo nie pozbywam się moich gotyckich fatałaszków. Wprost przeciwnie, mam coraz większą kolekcję. Na pewno plusem jest to, że mogę je nosić na co dzień, a nie od święta. W mojej pracy każdy ubiera się wedle uznania (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku).
Dodano: 2012-12-12 21:22 Zmieniono: 2012-12-12 21:25
WARNING:
| LuthienYavetil napisał(a): |
| Spotkania z nimi to jałowe gadki o pracy, zakupach, kasie i codzienności. |
Mój tekst jest właśnie głównie o pracy, kasie i codzienności. Jak nie pasi, to nie czytać dalej.
YOU HAVE BEEN WARNED.
Zacznę od tego, że mi dopiero po 30-tce zaczyna klimat wracać.
Miałem kilka lat przestoju i odejścia od ideałów. Powody - oczywiście finansowe. Trzeba było się ustawić, zarabiać kase a nie myśleć o wyższych wartościach. xD
Jak bardzo musiałem wszystko olać, niech powie fakt, że zupełnie przegapiłem dwie kolejne płyty mojej ukochanej kapeli (nie powiem jakiej, bo aż mi wstyd za to jak dałem d....). Teraz dopiero nadrabiam.
Po kilku latach wreszcie mogę wrócić w klimaty, czy raczej zrzucić maskę pozorów, bo tak na prawdę nigdy nie odszedłem, tylko nie było czasu no i trzeba było się maskować z poglądami. Co więcej, w bliższej lub dalszej przyszłości marzy mi się współpraca z innymi ludźmi z klimatów na polu czysto biznesowym. Czyli przyjemne z pożytecznym. Na tej zasadzie, że skoro masoneria może, skoro mafia może, skoro (podobno rządząca światem) żydowska konspiracja może, to dlaczego ludzie spod znaku metalu nie mieli by nie tworzyć własnego klanu typu ręka rękę myje? Nieraz zdarzało mi się iść na duże ustępstwa tylko i wyłącznie dlatego, że w kontrahentach rozpoznawałem ludzi z klimatów. ^^
A tak ogólnie, to tym tematem poruszasz bardzo ważny problem.
Bo fakt, że ludzie się spłycają, ograniczają tylko do egzystencji typu zakupy, kasa, praca...
Ale to jest tylko objaw choroby.
O wiele ważniejsze jest zdiagnozowanie przyczyny: dlaczego to robią?
Założę się że w 90% przypadków to nie jest jakieś wypalenie się poglądów czy znudzenie klimatami, tylko to samo, co mi się przytrafiło, czyli po prostu pęd za kasą, próba ustawienia się w życiu. No bo jasne, można się włóczyć po koncertach i całe miesiące spędzać w trasie kiedy jest się jeszcze na garnuszku rodziny. Potem ludzie się usamodzielniają i pojawia się problem, że nie ma co do gara włożyć. I zamiast biletu na koncert kupuje się chleb i masło. xD I kilogram ziemniaków.
W moim przypadku do tego doszły wyjazdy... Anglia, Niemcy... ciężko było utrzymywać z kimkolwiek kontakt.
W dzisiejszych czasach niestety nie da się przeskoczyć problemu pieniędzy. Tylko że to niekoniecznie musi być problem. Jest mnóstwo ludzi z klimatów, którzy mają kasę. Myślę, że portale tego typu to duży krok w dobrym kierunku. Wszystko co pomaga w tworzeniu jakiejkolwiek mniej lub bardziej zrzeszonej ekipy może sporo pomóc tym, którzy są np na rozwidleniu dróg - w momencie kiedy jedna z nich prowadzi w kierunku wierności ideałom z dużym prawdopodobieństwem skończenia na ulicy a druga prowadzi do garniturów i walenia pokłonów aż do podłogi przed spasionymi prezesami, ale z kolei zawsze pełnego gara i bmw w garażu. Wiele osób w takiej sytuacji niestety wybiera to drugie - rozsądek wygrywa z sercem. A tak być przecież nie musi. Myślę, że w mamy w branży wystarczająco dużo funduszy żeby dać ludziom możliwość wystartowania w życie bez konieczności pozbywania się ideałów. Kwestia tylko dobrej organizacji i wzięcia problemu za mordę.
Nie chodzi mi w tym momencie o to, że chcę tu i teraz smarować wielki, patetyczny Manifest pod tytułem "Panowie prezesi spod znaku metalu, ujawnijcie się i weźcie pod skrzydła ludzi z klimatów" Tak tylko luźno rzucam swoje przemyślenia, może padną na jakąś urodzajną glebę. Ja np mam teraz spore możliwości i spotykając kogoś takiego jak ja sprzed kilku lat bardzo chętnie zrobiłbym wszystko, żeby on(ja) nie musiał dla pieniędzy zrywać ze wszystkim, co dotychczas było całym jego życiem. Żeby nie było, że tak tylko pieprzę na pusto - tu na forum kilka dni temu dałem ogłoszenie, że mam pracę dla programisty. Mogłem to dać na gumtree albo gdziekolwiek indziej, ale tego nie zrobiłem. Mam już jedno zgłoszenie i najprawdopodobniej się dogadamy. "To taki mały krok człowieka, ale wielki krok ludzkości." xD
Tak sobie teraz myślę, że jakbym miał kilka milionów to chyba założyłbym jakąś fundację w tym kierunku. xDDD Może kiedyś...
A co do koncertów - to wszystko zależy od wieku kapeli. Te młodsze będą skupiać młodych, ale te które istniały ponad 20-30 lat temu ciągle trzymają starą gwardię. Wystarczy iść np na koncert jakiegoś Iron Maiden albo Vadera. Ja w wieku 30 lat na Ironach byłem jednym z najmłodszych xD Paradise Lost też zaliczam do takich zespołów. Moonspell i Lacrimosa to już późniejsze lata. Ludzie po 30 nie słuchali ich ssając cycka matki. Niekoniecznie więc się z nimi utożsamiają.
Ja zawsze mówię, że metal jest jeden.
Dodano: 2012-12-12 21:52
| Albert napisał(a): |
| Po kilku latach wreszcie mogę wrócić w klimaty, czy raczej zrzucić maskę pozorów, bo tak na prawdę nigdy nie odszedłem, tylko nie było czasu no i trzeba było się maskować z poglądami. |
Fajnie jest czytać, że pomimo kilkuletniej "metalowej abstynencji", powróciłeś do źródła. Myślę, że jest to odosobniony przypadek. Rozumiem, że czasami życiowe okoliczności (nieklimatyczny partner, praca itp) powodują czasowe zawieszenie, jednak w przypadku większości osób są to zmiany bezpowrotne. Sama wielokrotnie próbowałam klimatycznie reaktywować kilkoro moich znajomych (wyjścia na koncerty, wyjazdy na festiwale, imprezy itp.). Niestety pomimo moich usilnych starań nic z tego nie wychodziło. I nie była to kwestia braku funduszy. Najgorsze jest to, że zaprzestali słuchania ukochanej muzyki, co przecież można czynić w wielu sytuacjach. Nawet jeśli domownikom nie odpowiada ostrzejsze brzmienie, od czego są słuchawki?
Zgadzam się jednak, że prawdziwie metalowa / gotycka dusza pozostanie mroczna na zawsze.
Dodano: 2012-12-12 22:05 Zmieniono: 2012-12-12 22:06
do Albert Bicz
po części masz rację, aczkolwiek myslę że wszystko można jakoś pogodzić, nie trzeba mieć od razu bmw i willi w Konstancinie, mi wystarczy własny nieduży kąt urządzony wedle uznania niekoniecznie wystawnie, ukochana bratnia dusza u boku, tani ale piękny hyundai, dobry sprzęt muzyczny, parę groszy na koncert od czasu do czasu i kilka nowych płyt, nie mam zamiaru prowadzić żywota jak zwykli zjadacze chleba bo tak nakazuje codzienność. Nawet w niej można zachować własne idee chodząc dzień w dzień do pracy, wykonując setki szarych rzeczy w życiu, wszystkiemu można nadać własny sens i odnajdywać w życiu tą atmosferę melancholii i romantyzmu, czasem to trudne fakt ale warto walczyć o każdą gotycką chwilę
"w sercu każdego człowieka tkwi symbol siły głębokiej o mocy wszystkim dostępnej lecz wciąż niestety uśpionej, możesz swe oczy dłońmi przesłonić lecz blask jej pozostanie nieskończony"
Dodano: 2012-12-12 22:11
widzę, że wszystkim metalom po 30tce się tutaj powodzi - nic tylko pozazdrościć
a że można spotkać osoby z tej subkultury na wyższych stanowiskach, np. w zarządach firm - to fakt - tylko niestety zwykłemu zjadaczowi chleba to nie pomaga, w robocie trzeba udawać jakąś kompletnie nijaką osobę, bo inaczej stwierdzą, że "nie pasujesz charakterem do zespołu"...
"Make Foch Not War" "Nic nie może się zmarnować"
Dodano: 2012-12-12 22:37
| minawi napisał(a): |
| niestety zwykłemu zjadaczowi chleba to nie pomaga, w robocie trzeba udawać jakąś kompletnie nijaką osobę, bo inaczej stwierdzą, że "nie pasujesz charakterem do zespołu" |
No ja akurat jestem zwykłym, szeregowym pracownikiem. Robię swoje, ubieram się jak lubię, a i delegację z zagranicy w glanach i bluzeczce z wampirem przyjmowałam.
Nie mam z tym absolutnie problemu. Oceniana jest moja praca, a nie wygląd. No może poza kilkoma pańciami, którym w głowie się nie mieści jak można tak dziwacznie i niedojrzale wyglądać. I "wierzyć w Harrego Pottera i Władcę pierścieni"
To cytat autentyczny.
Dodano: 2012-12-12 22:53
Ja akurat mam na umowie "wygląd godny pracownika bankowego". Muzy słucham głównie w MPK, bo lubię się na niej skupić, a nie że leci mi gdzieś w tle przy codziennych zajęciach. A koncerty... Często po prostu jestem zbyt zmęczony, aby się dobrze bawić, a tym bardziej jechać do innego miasta na koncert. Jak na początku roku trzeba zaplanować 70% swojego urlopu, to potem trudno coś wykroić. Albo ma się czas albo kasę. Zwłaszcza jak jest się na etapie ustawiania się :)
Suffer the pain of discipline or suffer the pain of regret!
Dodano: 2012-12-12 22:54
Tak samo zapewne Tobie nie mieści się w głowie jak można tak zrzędzić, marudzić na twój wygląd i oglądać seriale typu "G jak Gówno" itp.
Niestety mamy krwiożerczy kapitalizm i ażeby przeżyć trzeba czasem mieć tzw. dwie garderoby (praca, ciuchy klimatyczne po pracy) a także puszczać oko do tych, z którymi się pracuje.
Znam trochę ludzi, którzy po zarobieniu kasy (lub dalej ja zarabiając) realizują swoje marzenia z młodości. Książki, płyty na 180 gr winylach, wyjazdy na koncerty ulubionych zespołów za granicę. A wygląd... często to tylko pozory, wygoda bądź kwestia przyzwyczajenia się.
jam cłek wolny lec ślebodny ;)
Dodano: 2012-12-12 23:00 Zmieniono: 2012-12-12 23:01
Dodam jeszcze ciśnienie w korporacjach, aby wolny czas spędzać z ludźmi z pracy, bo się nie integrujesz i psujesz atmosferę w zespole. Prowadzi to do tego, że z ludźmi z poza firmy nie ma za bardzo o czym rozmawiać.
Suffer the pain of discipline or suffer the pain of regret!
Dodano: 2012-12-12 23:03
| CrommCruaich napisał(a): |
| Dodam jeszcze ciśnienie w korporacjach, aby wolny czas spędzać z ludźmi z pracy, bo się nie integrujesz i psujesz atmosferę w zespole. Prowadzi to do tego, że z ludźmi z poza firmy nie ma za bardzo o czym rozmawiać. |
Bo o to właśnie chodzi korporacjom
Masz być bezwolną, niemyślącą, wyrabiającą normy marionetką.
jam cłek wolny lec ślebodny ;)
Dodano: 2012-12-12 23:04
| CrommCruaich napisał(a): |
| Ja akurat mam na umowie "wygląd godny pracownika bankowego". Muzy słucham głównie w MPK, bo lubię się na niej skupić, a nie że leci mi gdzieś w tle przy codziennych zajęciach. A koncerty... Często po prostu jestem zbyt zmęczony, aby się dobrze bawić, a tym bardziej jechać do innego miasta na koncert. Jak na początku roku trzeba zaplanować 70% swojego urlopu, to potem trudno coś wykroić. Albo ma się czas albo kasę. Zwłaszcza jak jest się na etapie ustawiania się :) |
Wcześniej też pracowałam w banku, ale nie na pierwszej linii frontu, więc delikatny gotyk w ubiorze dało się przemycić. Rzeczywiście w takich instytucjach istnieje problem z planowanymi urlopami. Chciałam jednak zaznaczyć, że opierających się znajomych ciągnęłam na koncerty głównie w weekend i w mieście zamieszkania. To, że nie chcieli iść było więc przejawem braku entuzjazmu. Przyznam, że sama często idąc na koncert czuję się zrąbana i boję się, że nie dam rady. Kiedy jednak jestem na miejscu, totalnie odżywam (poza ziewaniem pomiędzy kapelami). Niejednokrotnie zdarzało mi się iść na koncert w tygodniu.
Dodano: 2012-12-12 23:07 Zmieniono: 2012-12-12 23:09
Niestety coraz częściej odpuszczam. Znajomi siedzą w pracy, albo niańczą dzieci, a ja stoję pod ścianą z piwem i nawet nie ma z kim pogadać, bo dookoła sami małolaci.
| JancioWodnik napisał(a): |
| [quote:f28c72b6fd="CrommCruaich"]Dodam jeszcze ciśnienie w korporacjach, aby wolny czas spędzać z ludźmi z pracy, bo się nie integrujesz i psujesz atmosferę w zespole. Prowadzi to do tego, że z ludźmi z poza firmy nie ma za bardzo o czym rozmawiać. |
Bo o to właśnie chodzi korporacjom
Masz być bezwolną, niemyślącą, wyrabiającą normy marionetką.[/quote:f28c72b6fd]
Przyznam się, że sprzedałem się za kasę. Swoje myślę, a płacą mi dwa razy tyle co poprzednia firma. Nie mówiąc już o premii.
Suffer the pain of discipline or suffer the pain of regret!
Dodano: 2012-12-12 23:36 Zmieniono: 2012-12-12 23:36
| CrommCruaich napisał(a): |
| Niestety coraz częściej odpuszczam. Znajomi siedzą w pracy, albo niańczą dzieci, a ja stoję pod ścianą z piwem i nawet nie ma z kim pogadać, bo dookoła sami małolaci. |
No to może trzeba sobie nowych znaleźć o podobnych zainteresowaniach co z Tobą to piwo chlapną i pogadają
jam cłek wolny lec ślebodny ;)
Dodano: 2012-12-13 00:02
| JancioWodnik napisał(a): |
| [quote:31fcc2cbb0="CrommCruaich"]Niestety coraz częściej odpuszczam. Znajomi siedzą w pracy, albo niańczą dzieci, a ja stoję pod ścianą z piwem i nawet nie ma z kim pogadać, bo dookoła sami małolaci. |
No to może trzeba sobie nowych znaleźć o podobnych zainteresowaniach co z Tobą to piwo chlapną i pogadają
[/quote:31fcc2cbb0]
Ależ są. Ale to raczej miłośnicy pisania czystego kodu lub fotografii analogowej niż machania głową na koncertach.
Suffer the pain of discipline or suffer the pain of regret!
Dodano: 2012-12-13 00:37
albo nie mają kasy na koncerty i mieszkają za daleko 
"Make Foch Not War" "Nic nie może się zmarnować"
Dodano: 2012-12-13 04:25
| CrommCruaich napisał(a): |
| Niestety coraz częściej odpuszczam. Znajomi siedzą w pracy, albo niańczą dzieci, a ja stoję pod ścianą z piwem i nawet nie ma z kim pogadać, bo dookoła sami małolaci.
|
Bez przesady
Na koncerty nie chodzą sami małolaci. A zresztą co złego jest w tym by z nimi pogadać?
A kwestia chodzenia samemu na koncerty już była poruszana na lastfm przy okazji jednego z poznańskich koncertów. Mam wrażenie, że niektórzy uważają, że iść samemu na koncert to coś złego, że nie można się dobrze bawić...no bo jak?? przecież jestem sam.
A znajomi? No niektórzy sobie odpuścili koncerty i co? Zrobisz tak samo, hm?
Pamiętam gdy pod koniec wakacji próbowałam namówić znajomego na koncert - a to nie pasował klub a to coś z zespołem też mu nie grało - oszaleć można
Koniec końców poszłam sama, bez oglądania się na niego. I tak robię cały czas - jeśli nikt ze znajomych nie idzie na koncert - trudno...ich sprawa ;] Zatrzymują mnie tylko dwie rzeczy - kasa i czas...
Żeby nie było totalnego offtopa - tak, jestem po 30tce
Nothing's Impossible...
Dodano: 2012-12-13 10:49
| Mereth napisał(a): |
| ...I tak robię cały czas - jeśli nikt ze znajomych nie idzie na koncert - trudno...ich sprawa ;] Zatrzymują mnie tylko dwie rzeczy - kasa i czas...
|
Rzeczywiście nie warto rezygnować z koncertów tylko dlatego, że znajomi wydziwiają lub nagle mają tysiąc pilnych spraw do załatwienia. Szkoda tracić coś wyjątkowego...
Jeśli chodzi o kasę, to staram się, aby na koncert ukochanej kapeli jakoś odłożyć nieco grosza. Zawsze można zrezygnować z czegoś innego. To kwestia priorytetów. Tak jak wybór pracy pomiędzy, tą w której dręczą, męczą i usiłują przerobić wszystkich na jedną wielką szarą masę i taką, w której jest więcej wolności. Kilka lat temu stanęłam przed wyborem pomiędzy większą kasą w korporacji, której nie cierpiałam i w której czułam się ograniczana, a głodową niemal pensją w miejscu, które pozwala zachować więcej luzu i każdy może być sobą. Wybrałam to drugie. I cóż... Milionerką może nie będę, ale jestem niezwykle szczęśliwym człowiekiem. Nie czuję się tam ograniczana. :-) :-) Wolę mniej pieniędzy i więcej czasu na prawdziwe życie, niż opływać w luksusy i żyć w ciągłym biegu i stresie.
Co do dzieci, to moim zdaniem i one bywają "idealną" wymówką, aby wymigać się od spotkań i imprez. Znam kilka par, które posiadają potomstwo, a mimo to niemal zawsze można na nich liczyć. Zaznaczę, że nie wszyscy z nich mają babcie i dziadków pod ręką. Często muszą ostro kombinować, aby wziąć udział w jakimkolwiek przedsięwzięciu. Takich osób jest jednak coraz mniej. Większość osób wykorzystuje fakt posiadania dzieci, aby się izolować, czy też spotykać z bardziej "odpowiednimi" osobami...
Dodano: 2012-12-13 11:06 Zmieniono: 2012-12-13 11:27
Na ukochaną kapelę zawsze (no prawie
znajdą się drobniaki. Wiesz, ja chodzę na różne koncerty - nie zawsze to zespoły z mojej czołówki...zdarzało mi się chodzić na koncerty zespołów, których nie znałam albo znałam tylko z jednego czy dwóch kawałków
Po prostu lubię muzykę na żywo :)
A dzieci - to kwestia podejścia rodziców i ich otwarcia na świat. Jeśli naprawdę uważają, że w momencie pojawienia się dziecka, należy ograniczyć kontakt ze światem...to im szczerze współczuję bo wychodzi na to, że posiadanie dziecka nie jest radością a tylko ciągłym ograniczaniem siebie. A chyba nie o to w tym wszystkim chodzi
Nothing's Impossible...