Samobójstwo- mechanizm i reakcje społeczeństwa. Strona: 1
Wracać wciąż do domu Le Guin
Paradoks

Samobójstwo- mechanizm i reakcje społeczeństwa. Strona: 1

Artykuł: Samobójstwo- mechanizm i reakcje społeczeństwa

Wysłany: 2007-01-12 17:30

nie napisałem go specjalnie dla DP, tylko jako pracę zaliczeniową na socjologię. okazało się, że ponoć jest niezła, więc wrzuciłem tu.


In Nomine Noctis


Wysłany: 2007-01-13 16:02

zgodzę się. są ludzie uważający, że nie pasują do rzeczywistości obecnego świata i dlatego odchodzą z tego świata bez słowa, niektórych boli sama egzystencja.Każdy przypadek jest indywidualny. Ale społeczeństwo z reguły na każdy reaguje tak samo.


In Nomine Noctis


Wysłany: 2007-01-14 13:52

Dobrze ze poruszyles osobowosc graniczna czyli borderline w artykule chociaz sadze ze tutaj poza wlasnie tym zagluszeniem mozna jeszcze poruszyc dwa typy jej. Jedna to agresja na innych, inna to skierowana na siebie i tu nie tylko zagluszenie ale powiedzialabym ze tez karanie sie w pewien sposob za cos lub tez rozladowanie emocji ktore nie zawsze wiaze sie z zagluszaniem ale i "naturalna" reakcja tej osoby.
Same typy samobojstwa lub proby moga wiele powiedziec o danej osobie. Czesto podciecie sobie zyl lub ciecia charakteryzuja osobe ktora chce jeszcze pomocy i ma nadzieje ze ktos zauwazy to. Oczywiscie zawsze trzeba podejsc indywidualnie do "danego obiektu badan" ale czesto trzeba uogolniac w takich wypadkach.
Mysle czy nie napisac artykulu o autoagresji ale musze sprawdzic czy juz byl.
Hmm I jeszcze pare rzeczy na temat.. Naglasnianie samobojstw pociaga za soba kolejne "ofiary". Zaczynaja widziec droge. Druga sprawa to reakcja spoleczenstwo-ofiara-ciecia. Na poczatku ta osoba mysli ze jej rany widziane przez innych sama nie wiem.. strasza ich, intryguja czy moze maja je za osoby mroczne, szalone, wrazliwe. Szczerze to wiekszosc "normalnych" ludzi (moze mniej wrazliwych) odrzuca lub obrzydza. Z czasem wiekszosc tnacych sie dochodzi do tego samego wniosku wiec czasem warto sie zastanowic czy warto bo slad zostaje do konca. Mozna z niego czerpac sile ale potrafia to tylko silne osobowosci.


"- Ech, bo te wasze demony są jak koty. - Niezależne, piękne, drapieżne...? - Pieprzą wszystko, co nie zdąży uciec i udają, że nic i nikt ich nie obchodzi, a tak naprawdę, to puchate pieszczochy."


Wysłany: 2007-01-14 14:14

Ev-> a moze ona miala tez problem z samoakceptacja i tez chciala zwrocic na siebie uwage ludzi a tylko ten sposob znala.. Tu jest ta cienka granica ktorej nie zauwazaja osoby np tnace sie. Ta granica to wlasnie roznice postrzegania siebie i postrzegania jej przez ludzi. Mozna to okreslic tak: kiedy sie tniesz swiat jest az czarno-bialy a kiedy przestajesz i wychodzisz ze swiata swoich problemow dopiero widzisz ze byl tylko czarno-bialy i zaczynasz dostrzegac inne kolory. Nawet jesli sa to dopiero szarosci.


"- Ech, bo te wasze demony są jak koty. - Niezależne, piękne, drapieżne...? - Pieprzą wszystko, co nie zdąży uciec i udają, że nic i nikt ich nie obchodzi, a tak naprawdę, to puchate pieszczochy."


Wysłany: 2007-01-14 14:26

co do cięcia się. zwykle osoby tną się powierzchownie, niegroźnie, choć blizna zostaje (również w psychice). Według mnie takie postępowanie to fakt: domena młodych goth'ek, ale także wołanie o pomoc, chęć pokazania, że mam problem, nie wiem jak go rozwiązać, ale boje się wprost poprosić o pomoc, bo nie wiem jak. To wyraz bólu duszy, nienawiści do samego siebie, bunt wobec świata.


In Nomine Noctis


Wysłany: 2007-01-14 19:22

Samurajom pomagał służący, ci biedniejsi stosowali tanto. ponadto katana to średni miecz. w filmach przesadzają z długością.


In Nomine Noctis


Wysłany: 2007-01-29 00:18

Średni miecz to wakizashi ewentualnie kodachi. Dłuższym od katany było Tachi inaczej zwane dai-katana <długa katana> .. Rzadko kiedy jednak używano Tachi a katana zazwyczaj była najdłuższa . Zgodze się jednak że w filmach ostro przesadzają. Co do seppuku - z początku w zwyczaju była śmierć zadana sobie rozcięciem w odpowiedni sposób brzucha kataną lub wakizashi tanto stosowano rzadko gdyż jest to broń do zadawania ran kłutych . W późniejszym okresie często popełniającemu seppuku pomagał ktoś obcinając mu głowę po wykonaniu cięcia brzucha przez popełniającego :P


"Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone..." "Lubię oczęta twe, kochanie, Ich blasków zmienność tajemniczą, Gdy je podnosisz niespodzianie I niby modrą błyskawicą Ogarniasz ziemię aż po kraniec....."


Wysłany: 2007-01-29 00:22

Co do klasyfikacji białej broni japońskiej według europejskich standardów różne są opcje :) różna literatura różnie to opisuje i klasyfikuje.


In Nomine Noctis


Wysłany: 2007-01-29 12:19

No ja podaje źródła japońskie i nie literaturę ale cytuję rozmowę z panem Wolnym , który jest senseiem poznańskiej sekcji Kendo i wielokrotnie odwiedza Japonię. Nie myśl ,że chce się teraz kłócić jakoś czy za wszelką cenę Tobie sprzeciwiać po prostu Japonia a zwłaszcza okres sengoku jaki i historia mieczy japońskich bardzo mnie interesują, ja znam taki podział mieczy i pomyślałem że warto będzie uzupełnić ten temat o ów podział. :)


"Nic nie jest prawdziwe, wszystko jest dozwolone..." "Lubię oczęta twe, kochanie, Ich blasków zmienność tajemniczą, Gdy je podnosisz niespodzianie I niby modrą błyskawicą Ogarniasz ziemię aż po kraniec....."


Wysłany: 2007-01-29 17:43

Czasem niedokonczenie proby samobojstwa moze byc wlasnie bo zabraklo tego egoizmu by ludzie po tobie plakali Znalam tez ludzi ktorzy nie widzieli sensu i byli madrymi ludzmi ale chcieli sie zabic Szanuje ich podejscie do zycia, decyzje to ze jednak zostali z bliskimi pozwalajac im byc szczesliwym

Tak mysle ze samobojstwo dotyczy tez powolnego wykanczania sie: anoreksji, bulimii, uzaleznien...


"- Ech, bo te wasze demony są jak koty. - Niezależne, piękne, drapieżne...? - Pieprzą wszystko, co nie zdąży uciec i udają, że nic i nikt ich nie obchodzi, a tak naprawdę, to puchate pieszczochy."


Wysłany: 2007-02-02 20:40

Komu to pomoże?

..chyba jedyną usatysfakcjonowaną osobą może być tylko samobójca. chyba że znajdzie się psychopata dla którego lepiej by było żeby ktoś nie żył. pomogło by mi to na przykład w sposób taki, że nie musiałbym na to wszystko patrzeć, nie musiałby kolejny raz przeżywać zawodów, upokorzeń, zmartwień, depresji.. to wszystko skończyło by się jak nożem uciął..po prostu zrobi się czarno i przestaniemy czuć..


to kiedys napisalem dawno nawno temu...


powiem tylko, że gdy opowiadam komus o sobie, bądź o rzeczach mniej lub bardziej ze mną zwiazanych, ten ktoś robi wielkie oczy i minę z całego, komicznego cyklu pt. "Jesteś pierdolnięty!"


Wysłany: 2007-02-02 22:47

Najczęściej samobójstwo lub autoagresja jest wołaniem o pomoc, ale także świadczy o braku rozsądku, który dba o nasze bezpieczeństwo. Ktoś, kto się kaleczy, robi to pod wpływem chwili, zdenerwuje się czymś i myśli, że jeśli się potnie, to wszystkie kłopoty znikną, ale to nieprawda. Wiem to z własnego doświadczenia.
A wracając do tematu samobójstwa- takie osoby zazwyczaj mają jakieś problemy, lecz tłumią wszystko w sobie. Nie potrafią sobie z tym poradzić i nie widzą innego wyjścia niż pozbawienie się życia. Miałam kolegę. Zawsze był uśmiechnięty, roześmiany, lubiany przez całą szkołę. Nie było po nim widać, że ma jakieś problemy, nigdy o tym nie wspominał. W piątek w szkole śmiał się, żartował, a następnego dnia dowiedziałam się, że popełnił samobójstwo. To był dla mnie wielki szok. Od razu pojawiło się pytanie: czemu to zrobił? Przecież nie miał żadnych problemów, czy zmartwień. Jak się dowiedziałam kilka dni później, miał poważne problemy w domu, tłumił wszystko w sobie. Cały smutek, żal, nienawiść, upokorzenie i po prostu nie wytrzymał. Postanowił pozbawić siebie życia, aby nie musieć znosić tego wszystkiego.
Znałam go tylko kilka miesięcy, i to niezbyt dobrze, ale strata osoby, która sama pozbawiła siebie życia, była dla mnie bardziej bolesna. Po śmierci samobójczej dręczy nas sumienie, bo nie pomogliśmy tej osobie, nie powstrzymaliśmy jej od tego czynu.
Samobójstwo to nie jest wyjście...



Wysłany: 2007-02-16 21:04

Ludzie popełniają samobójstwa, bo sobie w życiu nie radzą. Zazwyczaj człowiek nie jest wszystko wiedzący, więc jak czegoś nie wie to pyta innych. Problem jest właśnie z tym pytaniem. Tak to się już dzieje, że w wielu rodzinach nie ma nawyku rozmowy na tematy trudne. Znam wiele takich rodzi, niby szczęśliwych, ale gdy są problemy, to każdy liczy, że to się jakoś rozejdzie po kościach, albo mają po prostu nadzieję, że inni tą sprawę jakoś sami rozwiążą. Wychodzi to oczywiście od rodziców, ale oni przecież też się gdzieś nauczyli nie rozmawiać. Jeśli człowiek jest chowany w takim klimacie nie uczy się rozwiązywać problemów od innych, musi sam to robić. Jeśli jest tak dobrym życiowym samoukiem to się nauczy i wpożo. Ale wielu ludzi nie ma dobrego kontaktu z rzeczywistością, z otoczeniem, innymi ludźmi, nie potrafi się uczyć od innych, więc gdy problem się pojawia to brną w niego i on pozostaje w ich umyśle jako porażka, która gdzieś tam ponieśli. Jak już tych porażek się nagromadzi to dopiero jest problem, bo człowiek jest wtedy jednym wielkim kompleksem. Jak już jest tym wszystkim tak przytłoczony że ciśnienie w głowie już go rozsadza może zacząć poszukiwać innego rozwiązania. jak ktoś całe życie nie był nauczony kontaktu z ludźmi, to wątpię aby doszedł do wniosku, że taka udawana próba samobójcza będzie dobrym sposobem na skontaktowanie się z innymi ludźmi, którzy mogliby mu pomóc. On po prostu dochodzi do momentu, w którym, w jakimś obłędzie uważa, że to jedyne dobre rozwiązanie. Wiem, że to ogólnikowe stwierdzenie no ale zaznaczyłem w ankiecie, że nie popełniałem nigdy samobójstwa i nie wiem co myśli człowiek, który jest naprawdę zdecydowany na samobójstwo. Uważam, że samobójca w momencie popełniania tego czynu nie jest osobą normalną. Że jest jakoś niepoczytalny.
Myślę, że jeśli ktoś popełnia samobójstwo na niby, to jest to osoba, która tak naprawdę ma kontakt z ludźmi, nieraz już komuś mówiła o swych problemach, a mimo to sobie z nimi nie poradziła. Prawdziwi samobójcy moim zdaniem mają problemy z kontaktem z otoczeniem. Zatem kluczem do ograniczenia samobójczych udanych prób jest „rofilaktyka” w postaci stwarzaniu ludziom możliwości życia w normalnym świecie. Jest to świat, w którym człowiek nie żyje sam. W którym ma kochającą rodzinę. Rodzina ta nie pozostawia go samemu sobie nigdy, zawsze jest dla niego otwarta, od najmłodszych lat uczy go, że ma się do kogo zwrócić z problemami. Wychowując się w takiej rodzinie, człowiek wie, że wszystkie problemy są do rozwiązania i że jeśli on tego nie potrafi zrobić, to potrafi to kto inny.

W powyższym rozważaniu nie brałem pod uwagę takich przypadków jak samobójstwa prowokowane narkomanią, długotrwałą choroba psychiczną itd.

Przyznam, że temat jest ciekawy, zwłaszcza wśród gotykowych klimatów można znaleźć ludzi, którzy mogą mieć dużo do powiedzenia. Dobrze, że się go tu podejmuje. Przerywniki o białej broni dalekiego wschodu też dają radę heh


Nie pracujesz - nie masz


Wysłany: 2007-02-16 22:38

margott (Bicz)
margott
Posty: 310
Piekary Śląskie

samobójstwo to tchórzostwo i pójście na łatwiznę. Oj, jaka/i jestem biedny, nie radzę sobie, no to jazda, już po mnie. To odebranie sobie resztek honoru i godności. Nie wyobrażam sobie, co musiałoby się zdarzyć, żebym się zabiła. To niegodne normalnego, mądrego człowieka. Dość na ten temat z mojej strony, takie mam zdanie.


"Kto ma miękkie serce, musi mieć twardą dupę"


Wysłany: 2007-02-21 23:50

[quote:7cb13c38e3="margott"]samobójstwo to tchórzostwo i pójście na łatwiznę. Oj, jaka/i jestem biedny, nie radzę sobie, no to jazda, już po mnie. To odebranie sobie resztek honoru i godności. Nie wyobrażam sobie, co musiałoby się zdarzyć, żebym się zabiła. To niegodne normalnego, mądrego człowieka. Dość na ten temat z mojej strony, takie mam zdanie.[/quote:7cb13c38e3]

Margott, aby to zrobić potrzeba wiele odwagi, ale z drugiej strony masz rację. To także brak odwagi, aby walczyć z jakimś problemem. Ale czasami ten problem jest tak poważny, że niektórzy, zwłaszcza ci słabi psychicznie nie potrafią sobie z tym poradzić. Dla nich życie jest katorgą i za wszelką cenę próbują je sobie odebrać.



Wysłany: 2007-02-22 00:18

U nas w Krakowie na Miasteczku Studenckim AGH to mamy co troche jakieś samobójstra, a dokładniej "skoczków olimpijskich" (Olimp - nazwa 15 piętrowego akademika) i to w dobrym stylu :twisted: ostatnie było jakiś niecały miesiąc kolo sobie chciał sprawdzić widocznie jak sie skacze z 15 piętra jeno spadachrona zapomniał i na chodniczku wylądował :twisted:
Ale trzeba nadmienić ze coś sie długo na to zbierał, gdyż ogólna statystyka wynosi jakies 1 skoczek na pół roku, a na tego trza było czekać aż całe 2 lata.
Bo ostatni to sobie własnie 2 lata temu z lodóweczką wyskoczył :twisted: ale to nie była słynna "Misja na Marsa" :twisted:


We must...


Wysłany: 2007-02-22 18:53

margott (Bicz)
margott
Posty: 310
Piekary Śląskie

właśnie, to dotyczy ludzi słabych psychicznie, bo ci którzy są "mocni" dadzą sobie jakoś radę. Pewnie trzeba odwagi do rozstania się z tym światem, ale potrzeba jej do samego dokonania samobójstwa, do pokonania bólu itd, natomiast sama decyzja o tym jest może nie stuprocentowym, ale pewnego rodzaju tchórzostwem...


"Kto ma miękkie serce, musi mieć twardą dupę"


Wysłany: 2007-02-22 19:04

To nie jest tchurzostwo. Czasami ma sie po prostu dość i najlepszym rozwiązanie m jest śmierć i nie jest to tylko chwilowe ale trwa to dość długo i jest to świadomo i przemyślama decyzja.
Faktem jest również iz zarzają sie dość czesto a w zasadzie wrecz najczęsiciej przypadki inne podchodzące pod słabą psychike zwrucenie uwagi itp.
W końcu ilu mamy niedoszłych samobojców na co wskazuje ankieta chociażby. Nie twierdze ze wszyscy ale większość z tych osóbwybiera taką śmierć która zakłada jakąś możliwość przeżycia, odratowania, śmierć która nie jest natychmiastowa czyli jest możliwość ze ktoś to zauwarzy, a totem zabwa w dlaczego :lol:


We must...


Wysłany: 2007-12-25 12:15

AngelOfDeath (Bicz)
AngelOfDeath
Posty: 162
gdzieś w Gnieznie

[quote:d41e3aaf61="Dark_Viper"]zgodzę się. są ludzie uważający, że nie pasują do rzeczywistości obecnego świata i dlatego odchodzą z tego świata bez słowa, niektórych boli sama egzystencja.Każdy przypadek jest indywidualny. Ale społeczeństwo z reguły na każdy reaguje tak samo.[/quote:d41e3aaf61]

Wrócę do wcześniejszej wypowiedzi.

Zgodzę sie z tobą że każdy przypadek jest inny ale w większości przypadków chodzi o to samo.
Osobiście znam dwa takie przypadki.
Jeden z moich kolegów próbował popełnić samobójstwo w pracy tzn. próbował się powiesić ale mu przeszkodzono ( myślę że o to mu chodziło). Nieszczęśliwie się chłopak zakochał. Skończyło się na tym że na pół roku spędził w szpitalu psychiatrycznym. Po powrocie już nie był taki sam jak przedtem , jakby mu się osobowość zmieniła. W jego przypadku była to próba zwrócenia na siebie uwagi a nie konkretny zamiar popełnienia samobójstwa.
A drugi przypadek to również kolega który powiesił się na strychu swojego domu. A dlaczego? Podobno z powodu szkoły i braku oparcia w rodzinie. A dokładniej nauczycielka matematyki w klasie maturalnej nie chciała mu postawić pozytywnej oceny na koniec roku która dopuszczała by go do egzaminu maturalnego. Jego rodzice też go nie wspierali gdyż uważali że i tak nie zda matury. Pewnie się nie spodziewali że było to dla niego tak ważne i że posunie się do samobójstwa. Szukał zrozumienia i wsparcia lecz go nie znalazł.

Przykre lecz prawdziwe.


Odważni nie żyją długo, ale tchórzliwi nie żyją wcale..


Samobójstwo Wysłany: 2018-10-30 22:45

Ja 10 lat temu próbowałem popełnić samobójstwo. Towarzyszyła mi wtedy beznadzieja, brak zrozumienia, poczucie niedostosowania do świata, poczucie wyobcowania, że nie pasuję w ogóle do tego świata, i co najgorsze, nie będę nigdy w stanie się dostosować do świata, choć w głębi pragnąłem być taki jak inni, to wyobcowanie, które na swój sposób można nazwać indywidualizmem, sprawiało, że chciałem być silniejszy, bardziej szorstki, zupełnie jak w piosence Dżemu pt. "Whisky" - "po ich stronie być[...]". A pewnie to wszystko wynikło z jednej cechy, której chyba do tej pory nie lubię, ale jednak dziś jakoś z nią żyje - nadwrażliwości. Jak widać, samobójstwo się nie udało, w efekcie czego wylądowałem w szpitalu psychiatrycznym. Tam u mnie zdiagnozowano pewne zaburzenie psychiczne, o którym tu nie chcę wspominać, ale moim zdaniem zaburzenie psychiczne wynikło z nadwrażliwości, gdyż od zawsze byłem człowiekiem mocno wrażliwym, więc nadwrażliwość mi towarzyszyła od zawsze. Dopiero po próbie samobójczej potrafiłem nazwać to, co było efektem nadwrażliwości, i nie wiem, czy ta nadwrażliwość nie jest do dziś obecna wśród wielu gotów. Na szczęście nie popełniłem samobójstwa, i dobrze, że żyję, bo uratowała mnie pewna pani psycholog, która pozwoliła zrozumieć to, co się dzieje w mojej głowie, i teraz wiem: nigdy się nie należy bać prosić o pomoc - jak nie do przyjaciół ani nikogo z rodziny, to trzeba się udać po pomoc do szkolnego psychologa albo nawet do zwykłego psychologa, albo zadzwonić na infolinię psychologiczną. Ja, mówiąc o samobójstwie, nigdy nie uważam takich terminów jak "tchórzostwo" albo "odwaga", bo to ani jedno, ani drugie, tylko po prostu to, co na początku opisałem + dochodzą samobójstwa wynikłe praktycznie tylko ze zdarzeń życiowych typu nieszczęśliwa miłość, śmierć bliskiej osoby, utrata pracy, kalectwo, choroba itp., choć oczywiście może mieć coś wspólnego z nadwrażliwością, ale nie zawsze. Samobójstwo to nie rozwiązanie - gdy sami sobie odbierzemy życie, nigdy nie możemy wiedzieć, co czeka nas po drugiej stronie, i nie chcę nikogo tu straszyć piekłem, ale tak właśnie jest. Samobójstwem przekreślamy to, co może nas spotkać dobrego w przyszłości. Po tej próbie samobójczej dowiedziałem się, że jednak miałem piękne chwile w przeszłości i to niemało - muzyka, koncerty, mecze, podróże, książki, spotkania. I dlaczego takich chwil nie miałbym mieć w przyszłości, a nawet teraz? Niestety, nadwrażliwość wzięła górę, to, co mi doskwierało i dołowało, zdominowało mnie całkowicie, i omal nie doszło do tragedii, żeby zrozumieć, że nie warto ulegać temu, co po prostu nam nie odpowiada w tym świecie, cokolwiek by to nie było. Ale teraz też już wiem, że ludzie podejmujący próby samobójcze albo nawet ich dokonujący, nie są ani odważni, ani tchórzliwi, są po prostu ludźmi, którzy z racji zespołu swoich cech, światopoglądu czy napotkanej sytuacji życiowej nie widzą innego wyjścia z sytuacji, choć na pewno niejeden by bardzo chciał żyć, niestety, czasami kończy się to śmiercią. Wbrew pozorom, ja mimo próby samobójczej chciałem nadal żyć, ale nie wiedziałem po prostu jak. Dodam, że w starciu z myślami samobójczymi pomaga mi też religia, choć pewnie niektórzy dojdą do wniosku, że jestem przez nią manipulowany i tym bardziej będę skłonny do popełnienia samobójstwa, ale dziwnym trafem tak nie jest. Wyszedł z tego niemały elaborat, może nawet pompatyczny, ale chciałem dołożyć swoje trzy grosze do tematu, żebyście zobaczyli, jak to wygląda z perspektywy osoby, która chciała sobie odebrać życie. I tyle .



Login

Password


Załóż konto / Odzyskaj hasło