Paradoks
Ohlsson
Recenzje :

Therion - Secret Of The Runes

Deggial” przed Therion, Secret Of The Runes, metal, Christofer Johnsson

Po tak wybitnym dziele jak „Deggial” przed Therion stało bardzo ciężkie zadanie, jak tu znowu zabłysnąć i oczarować publiczność. Droga do celu wydawała się jednak przewidywalna i nią właśnie zespół podążył. A więc jeszcze bardziej orkiestralnie, z jeszcze większym rozmachem, jednocześnie coraz bardziej gubiąc związek z ciężkimi brzmieniami. Przy takim podejściu można wpaść w pułapkę przesady, powtarzalności i utraty tożsamości, ale nie w przypadku Therion. „Secrets Of The Runes” to płyta tak piękna, tak emocjonalna i tak wciągająca, że o żadnej zadyszce nie może być mowy.

Znaleźliśmy się oto w zaklętym runicznym kręgu, a każdy utwór obrazuje nam kolejny pejzaż z nordyckiej mitologii, o którym możemy przeczytać krótki wstęp, wyjaśniający kontekst i sens tekstu. To ważne, tym bardziej że część z nich jest po szwedzku, a jeden po niemiecku. Podczas śpiewania jednak ginie to w tej podniosłej operze o wielu głosach. Jak się człowiek wsłucha to rozpozna języki, ale tu warto skupiać się nie tyle na treści co na jakości tego śpiewu. Całe „Secret Of The Runes” jest bowiem płytą bardzo wokalną, tak właśnie jak opera. Fantastyczne chóry wyciągają podniebne tonacje i dodają niesamowitej energii i polotu damskim oraz męskim, wysokim oraz niskim popisom solowym. Takie „Asgärd” czy „Nifelheim” to jest po prostu majstersztyk, gdzie te głosy wprost wirują kalejdoskopem barw i unoszą się w świetlistych konstelacjach.

Drugą taką ogólną cechą „Secret Of The Runes” jest spokój. W większości jest to muzyka płynąca delikatnie i zachwycająca swoim urokiem oraz tajemniczością. I naprawdę nie musi być szybko żeby było ciekawie, bo Therion rozsiewa wokół siebie swoją fantastyczną, baśniową aurę we wszystkich poważnych i dostojnych kombinacjach. Gra jest krystalicznie czysta, z dużym udziałem całej plejady instrumentów smyczkowych, strunowych i dętych, które, wraz z chórami, tworzą wielką mistyczną orkiestrę. Jest to granie uduchowione, barwne i trafiające do świadomości. Jest jakby wycinkiem innego świata, z którym swobodnie można się połączyć, wejść w niego i dać się pogrążyć. Tej muzyki można nie tylko słuchać. Można w niej być.

Ale gitar i perkusji też jeszcze trochę zostało. W „Vanaheim” znajdzie się nieco ostrości i szybsza solówka, czasem pojawia się trochę ciężaru w przewodnich riffach, jak w numerze tytułowym czy najbardziej przebojowym, otwierającym „Ginnungagap”. Przytłacza również "Schwarzalbenheim" cięćkim niemieckojęzycznym chórem, choć akurat w tej rozbudowanej pieśni nie brak i dużej dawki epickości. Therion buduje swój wszechświat wielowarstwowo, korzystając z wszechstronnej potęgi muzyki i wspaniale łącząc elementy metalowe, klasyczne i mityczne w fascynującą i niepowtarzalną sztukę.

Ja, mimo wszystko, uważam, że „Secret Of The Runes” nie dorównuje „Deggial”, ale zdaję sobie sprawę z tego, że jest inna. Bardziej liryczna i odprężająca. Tu już każdy będzie miał swoje zdanie, ale chyba nikt nie zaprzeczy, że jest to kolejny, najwyższej próby, wytwór zawrotnej wyobraźni maestro Christofera i jego bardzo licznych współpracowników.

Tracklista:

01. Ginnungagap
02. Midgård
03. Asgård
04. Jotunheim
05. Schwarzalbenheim
06. Ljusalfheim
07. Muspelheim
08. Nifelheim
09. Vanaheim
10. Helheim
11. Secret Of The Runes

Wydawca: Nuclear Blast (2001)

Ocena szkolna: 5+

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły