Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Recenzje :

Thanateros - On fragile Wings

On Fragile Wings, Thanateros, folku metal, gothic metal

„On Fragile Wings” to w sumie już szósta płyta Thanateros, a druga po reaktywacji zespołu w 2018 roku. Jest to muzyka utrzymana w bajkowej osnowie, gdzie jest trochę folku i trochę gotyku, trochę żywotności, a więcej ukojenia. Mieszanka nastrojów rozciągnięta jest na przestrzeni godziny i dwunastu kawałków, które dają różnorodną paletę emocji.

Już intro „Kybalion (Time To Fly)” wprowadza w ten magiczny świat. Nakłania do relaksacji i uregulowania oddechu, co ma pomóc w rozciągnięciu kruchych skrzydeł i uniesieniu się w muzycznej przestrzeni. Przy pierwszym „Burn” nie powinno być z tym problemów, bo jest to przebojowy i energetyczny numer, ze wzniosłym refrenem i fajnymi skrzypcami. Jeśli chodzi o skrzypce to jest to istotny instrument, który nadaje dużo kolorytu w wielu miejscach, a szczególnie w bardzo melodyjnym „Coven Of The Drowned”. Obok wspomnianego „Burn” jest to najbardziej wpadająca w ucho piosenka, dodatkowo przykryta szumiącymi falami, zgodnie z tytułem, bo przecież dzieje się pod wodą. Według mnie zdecydowanie są to dwie najlepsze pozycje na płycie.

Gdzie indziej jest różnie, bo są utwory, albo ich fragmenty, jak w „Passengers”, bardziej zwarte i mocniejsze, ale niestety dużo jest takiej rozciągłej sentymentalności i w pewnym momencie można sobie zdać sprawę, że ten klimat właściwie jest przeważający. Jak ktoś lubi się pławić w atmosferyczności to powinien być usatysfakcjonowany, ja uczucia mam mieszane. Jak dochodzi do refrenu „We are the ravens, we’re not the larks” to moje wrażenie jest dokładnie odwrotne. Poszedłbym nawet dalej i nadał im status motyli. W ogóle cała druga połowa staje się bardziej miałka i momentami wręcz ciapowata. O ile „Source Of It All” jeszcze się rozkręca, to już „Solitude” jest mocno przybity, mocniejszy „Fading” razi smętnym refrenem, a „Nothing Lasts Forever” z założenia miał być rozciągniętym, tonącym w rzewności, zakończeniem, no i takim właśnie jest. Efekt jest taki, że podczas tej piosenki wyczekuje się już tylko kiedy będzie koniec.

Zanim ten nastąpi jest jeszcze numer bonusowy. Czemu na końcu i bonusowy? Tego nie wiem. Niewiele to już zmienia. Ja tą płytą jestem trochę zawiedziony. Poprzednia była lepsza, ale może po prostu nie poszło to w tą stronę, którą ja po prostu lubię. Bo muzycznie jest OK. Jak ktoś preferuje więcej sentymentów to powinien się odnaleźć.

Tracklista:

01. Kybalion (Time To Fly)

02. Burn

03. On The Barricades

04. Coven Of The Drowned

05. Passengers

06. Black Forest Calling

07. We Are The Ravens

08. Source Of It All

09. Solitude

10. Fading

11. Nothing Lasts Forever

12. Running Up That Hill

Wydawca: Thanateros (2022)

Ocena szkolna: 4

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły