Castle Party 2020
Wracać wciąż do domu Le Guin
Recenzje :

Suicidal Angels - Sanctify the Darkness

Thrash metal przez ostatnie kilka lat przeżywa prawdziwy renesans. Ile przez ten czas powstało kapel łupiących ten rodzaj muzyki nie zliczę, zresztą wystarczy spojrzeć na nasz kraj i takie zespoły jak Mortus, Crossroads lub Rusted Brain by zobaczyć, że Thrash metal jeszcze żyje i ma się dobrze. Nie tylko jednak u nas Thrash święci triumfy bo wystarczy spojrzeć na sukcesy takich zespołów jak Evile, Havok, Warbeast lub Gama Bomb by utwierdzić się tylko w tym przekonaniu. Do tego grona można również bez problemu podpiąć grecki Suicidal Angels, który w 2009 r. pod patronatem samego Mille Petrozzy i Maurice'a Swinkelsa z Legion of the damned, wydają swój pierwszy pod skrzydłami Nuclear Blast materiał  zatytuowany "Sanctify the Darkness".
Czy coś wyróżnia ten zespół spośród wielu innych młodych adeptów zniszczenia? Szczerze mówiąc to... niewiele. Tak naprawdę ciężko jest mi cokolwiek napisać o tym materiale, gdyż nie jest ani specjalnie świeży, ani odkrywczy. Po prostu mamy tu do czynienia niemalże z podręcznikowym przykładem thrashmetalowego grania. Zespół czerpie jednak nie tylko z kalifornijskiej szkoły jazdy, gdyż słychać tu również naleciałości mi. Sepultury czy Kreatora. To co jednak muszę pochwalić to to, że chłopaki znają swoje granice i dlatego nie próbują, póki co, wypływać na zbyt głębokie wody w przeciwieństwie do ich kolegów z Evile. Jednym słowem utwory są krótkie, zwięzłe i treściwe bez żadnych udziwinień i rozwlekania wszystkiego na siłę, przez co muzyki chłopców słucha się  przyjemnie. Bez problemu również wyróżniłbym swoje ulubione utwory na tej płycie którymi są "Bloodthirsty" , "Apokathilosis" i "Beyond the laws of church". 
Problem w tym, że "Sancity the Darkness" ma kilka zasadniczych wad. Bezapelacyjnie - tak źle brzmiącego materiału nie słyszałem od dawna. Nie pamiętam już, w którym innym zespole bębny zostały nagrane tak źle. Zamiast silnego jebnięcia mamy coś co mógłbym bez problemu porównać do walenia patykami w tekturowe pudła przez co płyta traci na energii. To już niektóre EP-ki wydane i nagrane własnym nakładem brzmią o wiele lepiej, a tu mamy wsparcie ogromnej wytwórnii! Gitarom z koleji brakuje mocy, gęstości i zwyczajnie mięcha - brzmią zwyczajnie anemicznie i nieciekawie, podczas gdy w niektórych numerach po prostu brakuje pierdolnięcia. W kwestii wokalnej nie jest wcale lepiej - co ja gadam, tu jest po prostu źle! Wokalista nie dość, że swoim mocnym akcentem kaleczy niesamowicie angielski, to do tego ma strasznie bulgoczący głos, przez co nieraz się zastanawiałem co ten koleś mamrocze pod nosem. W dodatku od początku do końca kompletnie nie zmienia barwy głosu, co po jakimś czasie zaczyna irytować. Pod tymi względami Evile zgniata SA niczym dwutonowy słoń mrówkę.
"Sanctify of Darkness" to płyta szalenie nierówna. Z jednej strony mamy tu rzemieślniczo zagrany Thrash, któremu niewiele można zarzucić pod względem muzycznym. Z drugiej zgrzyta zjebane brzmienie i kompletnie położony wokal. O dziwo, jednak słuchało mi się tej płyty ździebko lepiej niż próbującego być na siłę epickim "Infected Nations" wspomnianego niejednokrotnie Evile'a. To jednak zdecydowanie za mało by uznać "Sancity of Darkness" za jakieś odkrycie roku 2009. Ostatnia kwestia to ocena. Jeśli nie jesteś fanem thrashu odejmij bez problemu 1,5 punktu od tej, którą widzisz w stopce na dole. Ja fanem Thrashowego łomotu jak najbardziej jestem i niestety jestem w stanie wystawić tylko 6,5 z nadzieją, że kolejny wydany rok później album "Dead Again" będzie jednak lepszy.

Ocena: 6,5/10

Tracklista:
01. Bloodthirsty
02. The Pestilence Of Saints 
03. Inquisition 
04. Apokathilosis 
05. … Lies 
06. No More Than Illusion 
07. Atheist 
08. Beyond The Laws Of Church 
09. Mourning Of The Cursed  
10. Dark Abyss (Your Fate Is Colored Black)
11. Child Molester

Wydawca: Nuclear Blast (2009)
Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły