Wracać wciąż do domu Le Guin
Zmierzch Bogów
Relacje :

Shortparis, Dzvon - Akademia, Wrocław (15.09.2022)

Shortparis, Dzvon, post-punk, rock, muzyka elektroniczna, avant-pop, post-industrial

Na określenie stylu muzyki wykonywanej przez rosyjski Shortparis używa się często rozmaitych dwuczłonowych terminów. W internetowych źródłach pojawiają się m.in. post-punk, avant-pop, post-industrial, a nawet art rock. Również ocena postawy społecznej zespołu nie jest do końca łatwa. 

Z jednej strony - od czasu inwazji Rosji na Ukrainę grupa daje swoimi teledyskami do zrozumienia, że jest nastawiona antywojennie. Z drugiej - nie dołącza do grona artystów, którzy przez politykę opuścili swój kraj. Za granicę udaje się wciąż na koncerty, w tym odbyła trzy w Polsce, kolejno w Warszawie, w Poznaniu i we Wrocławiu.

Nazwa wybranego na support Rosjan w stolicy Dolnego Śląska duetu stylizowana jest na XDZVØNX, ale już zaraz po rozpoczęciu występu wokalistka rozwiała wszelkie wątpliwości, wymawiając ją po prostu "dzwon". Oczywiście zespół nie korzysta z takiego instrumentu. Didżej stojący za klawiszami i laptopem, z twarzą zakrytą czarną maseczką i z pozornie zmniejszającym źrenicę szkłem kontaktowym na prawym oku, produkował mroczne, ciężkie podkłady, z często niebanalnymi rytmami. Kilka razy pełnił też obowiązki wokalisty wspierającego. Jego koleżanka tymczasem, w kapturze i z makijażem mającym z twarzy upodobnić ją może do myszy, może do kościotrupa, dopełniała dzieło z mikrofonem w ręce. Dodany efekt pogłosu utrudniał zrozumienie słów, a nawet rozpoznanie języka, którym się posługiwała, ale widzowie nie potrzebowali do zabawy takich szczegółów. Z jej ust dobiegał i melodyjny śpiew, i rap, a między wersy wplatała często rozmaite wokalizy, m.in. przypominające obłąkańczy śmiech. Wijąc się, zachęcała zebranych do tańca. Kontakt z widzami łapała, głównie między utworami, ale równocześnie wydawała się onieśmielona dobrym odbiorem muzyki - tu wypada dodać, że duet jest wrocławskim zespołem, więc grał u siebie. Na koniec półgodzinnego występu wokalistka dała ostatni popis skromności, zachęcając widzów do skandowania nazwy Shortparis.

Zanim Rosjanie zajęli scenę, z głośników przez około trzydzieści minut dobiegał zbiór głównie elektronicznych motywów. Wreszcie perkusista stanął wyprostowany za swoim zestawem, a daleko naprzeciwko niego, pod jednym z klubowych barów, pojawił się wokalista. W trakcie intra, na które złożył się m.in. fragment utworu "Jabłonnyj sad", Nikołaj Komiagin przeszedł powolnym krokiem prosto, prawie do krawędzi sceny, pomiędzy rozstępującymi się widzami. Gdy kwintet zebrał się już razem, wykonał jedną z najbardziej spodziewanych tego wieczoru kompozycji - "Goworit Moskwa".

Tworzący pierwszą linię wokalista i dodatkowy perkusista przyciągali podczas występu wzrok opętańczymi tańcami. Bębniarz, wykonujący gwałtowniejsze ruchy od kolegi i coraz wyraźniej zlewający się potem, rozszalał się do tego stopnia, że już trakcie drugiego utworu musiał wymienić obie, złamane pałeczki. Szczególnie efektownie zniszczeniu uległa jedna - spory jej fragment przeleciał błyskawicznie przez większość szerokości sceny.

Usłyszeliśmy jeszcze m.in. utwory "Tutu", "KoKoKo / Struktury nie wychodiat na ulicy" i "Styd". W warstwie muzycznej przez większość czasu dominowały elektroniczne podkłady, instrumenty perkusyjne i wokal, czasami wzbogacane wyraźniejszą partią gitarową. Dopiero po trzech kwadransach Nikołaj Komiagin usiadł przy pianinie elektrycznym. Poruszający "Getto w ozere" nie oznaczał jednak trwałej zmiany tonu. Widzowie nie dawali zresztą do zrozumienia, żeby im na niej zależało. Najżywiej reagowali chyba w trakcie "Straszno", którego fragmenty starali się nawet śpiewać. Zaraz potem pierwsza linia wywędrowała na podwyższenie z boku widowni. Już wtedy można było stwierdzić, że wnętrze klubu Akademia świetnie się nadaje na występ Shortparis - ale kulminacja miała dopiero nastąpić. Największe wrażenie zrobiło wykonanie utworu "Nowokuźnieck". Aby nic nie przegapić, stojący na środku widowni musieliby mieć oczy już z trzech stron głowy. Wybór tylko częściowo upraszczała ilość wpuszczonego na scenę dymu. Gdy Nikołaj Komiagin poszedł tańczyć z widzami, chyba jednak już mało kto się zastanawiał, w którą stronę powinien być odwrócony.

Po ponownym wkroczeniu na scenę wokalista wykonał jeszcze jeden utwór a cappella i zespół zakończył trwający pięć kwadransów występ, pozostawiając publiczność z tym samym zestawem dźwięków, który to widowisko poprzedził. Widzowie długo jeszcze rytmicznie klaskali oraz skandowali "spasiba" i nazwę grupy, ostatecznie jednak zaczęli stopniowo opuszczać klub. Mogli czuć lekki niedosyt, ale - dzięki żywiołowej prezentacji - na pewno mniejszy, niż mogłaby sugerować lista braków, a tych już po krótkim namyśle można bez problemu wyliczyć kilka. Zespół całkowicie zrezygnował z konferansjerki - jedyne słowa dochodzące z ust muzyków stanowiły wokal. Instrumentarium było nieco uboższe, niż można by się spodziewać po obejrzeniu teledysków grupy. Z utworów, do których przez ostatnie dwa lata - czyli w ramach promocji albumu "Jabłonnyj sad" i minialbumu "Zow ozera" - przedstawiono teledyski, w secie nie znalazły się "Ljubow' maja budiet tut", "Eta noć niepoprawima", "Dwadsat'" ani "O, kak chotieła mama". Łącznie to całkiem sporo, ale jakimś cudem dało się nie zwrócić na to uwagi.

W obecnych czasach zapewne wielu chciałoby widzieć w wizycie rosyjskiego zespołu w Polsce jakąś deklarację polityczną. Kto się postara, może doszuka się jej między wersami, ale koncert był przede wszystkim wydarzeniem muzycznym. Shortparis z pomocą lokalnego supportu zaserwował wrocławskiej publiczności niebanalny wieczorek taneczny z masą elektronicznych dźwięków. Jeśli zespół przyjedzie do miasta ponownie, można się spodziewać, że widzowie wrócą po więcej.

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły