Wracać wciąż do domu Le Guin
Castle Party 2020
Recenzje :

Okrütnik - Legion Antychrysta

Okrütnik, Legion Antychrysta, heavy metal, Kat

O rany. Jaki strasznie zły Pan spogląda na nas z okładki albumu Okrütnik „Legion Antychrysta”. W dodatku tytuł zdradza kim on jest i z kim do nas przybywa, a nazwa zespołu mówi o tym, że nie ma dobrych zamiarów. Trochę więc obawiałem się włączenia płyty, a jak tylko się odważyłem to zrobić, natychmiast zgasiłem światło i schowałem się pod kołdrą. Chyba mnie nie zauważył…

Za to ja nie spuszczałem oczu z tych złoczyńców. Na samym środku mojego pokoju urządzili sobie „Sabat”. Zadymiło, zaiskrzyło, przez chwilę jakby się jeszcze do mnie skradali, ale już po chwili rozpętała się prawdziwa burza: „To sabat! Sabat czarownic!” Dzikość wokalu stopiła się z mrokiem gitar, a w powietrzu zakotłowały się „Krew, rozpusta i trwoga!”. Bardzo szybko też przekonałem się, że Okrütnik główną swoją siłę czerpie właśnie z gitar. Zieje rozgrzanymi do białości, stalowymi riffami i z cyniczną perfidią rozszarpuje porywczymi solówkami. Gra gitar ma piekielną moc i czasem aż zapętla się w taki wir chaosu. Instrumentalne fragmenty w takich „Legion Antychrysta”, „Guślarz” czy „Lament Księżyca Czarnej Magii” to jest potworna miazga, godna hołdu dla Pana podziemi. Do tego brzmienie jest brudne i szorstkie jak papier ścierny gruboziarnisty.

Podobny jest i wokal. Szaleńczy i trochę niechlujny. Nastawiony na wyniszczenie, jak wtedy, gdy, w śmierdzącym na kilometr Katem „Legion Antychrysta” zapowiada nadejście swoich kolegów albo wręcz oszalały jak podczas składania wrogów w grobie w „Lament Księżyca Czarnej Magii”, lub pełen lubieżnej ohydy w orgii z „Czarcie Łoże”. Nie mówiąc już o „Wrześniowe Popołudnie Rzeźnika ‘52”, gdzie rozgrywa się prawdziwy dramat.

„Noc Galicyjska” zaczyna się jak „Nothing Else Matters”, ale to tylko taka pułapka. Całe szczęście, że nie byłem taki głupi, żeby wychylić się spod kołdry, bo już za chwilę w pokoju zaroiło mi się od żądnych mordu chłopów z siekierami. Tak byli zaaferowani piłowaniem jakiegoś dziadka, że nie zwrócili uwagi jak sobie podrygiwałem przy przebojowym refrenie wspartym melodyjnym gitarowym solem. Mogłem się zdemaskować, ale co zrobić, skoro taki to poruszający i uderzający numer.

Dozę tajemniczości przynosi, wyłaniający się z lasu, w towarzystwie wilka, „Guślarz”. Pojawiają się tu deklamacje, ale są i paranoiczne wrzaski, nadające dramaturgii temu utworowi. O tym jak potem się rozkręca już pisałem. Jeszcze bardziej zadumany jest „Portret Trumienny, A Na Grobach Kwiaty”. Tutaj to mamy wręcz prawdziwe śpiewanie, które układa się w heavy metalową kołysankę z rozciągłymi solówkami i bujanymi zwrotkami.

A więc nie tylko czarci żar, ale i trochę chłodu nocy. Okrütnik wszedł do piekła, zabrał sobie kawałek i bezczelnie rozrzucił je dookoła siebie, siejąc strach i zamęt. Przyznam, że płyta nagrana przez czterech młodzieńców, w pokoju u jednego z nich, zrobiła na mnie duże wrażenie. Czuję w niej starość i nowość jednocześnie. Trochę amatorskiego bałaganu, ale i ogromny ciężar gatunkowy. A ten rzeźnik na koniec naprawdę napawa przerażeniem. Jak się skończyło to jeszcze sobie trochę odczekałem w ukryciu. Dopiero po chwili zdecydowałem się wychylić. Uff, już nikogo nie ma.

Tracklista:

1. Sabat
2. Legion Antychrysta
3. Guślarz
4. Lament Księcia Czarnej Magii
5. Portret Trumienny, a Na Grobach Kwiaty
6. Noc Galicyjska
7. Czarcie Łoże
8. Wrześniowe Popołudnie Rzeźnika '52

Wydawca: Ossuary Records (2020)

Ocena szkolna: 5-

Komentarz
Średnia ocena: 0
Oceny: 0
starstarstarstarstar

Podobne artykuły